Dwa lata temu w Paryżu Alicja Konieczek, jako jedna z sześciu Europejek znalazła się w olimpijskim finale na dystansie 3000 metrów z przeszkodami - konkurencji, którą zdominowały zawodniczki urodzone w Afryce. A dostać się komukolwiek na szczyt jest bardzo ciężko.
W tamtym finale wychowanka Nadodrza Powodowo zajęła 11. miejsce, awansowała do niego dzięki życiówce, będącej do dziś rekordem Polski (9:16.51). Gdyby teraz na Alexander Stadium była w stanie biegać na podobnym poziomie, moglibyśmy marzyć o medalu. A było blisko podium cztery lata temu w Monachium, wtedy zabrakło dwóch sekund. I skończyła czwarta.
Rok temu w podobnej dyspozycji była Kinga Królik, znalazła się w życiowej formie. I upadła po zeskoku z przeszkody w Diamentowej Lidze w Zurychu, poważnie zagrożony był jej występ w MŚ w Tokio. Poleciała, ale żadnej roli, podobnie jak Konieczek, nie odegrała.
Dziś wspierała je Agnieszka Chorzępa, najmłodsza w tym gronie, zarazem najmniej doświadczona. Choć mająca swoje chwile w Diamentowej Lidze, ale w roli... zająca. Prowadziła biegi w Paryżu czy Sztokholmie, umie biec w jednym tempie. W mistrzostwach Polski w Białymstoku sprowadziła swoją życiówkę do 9:33.03, tu w eliminacjach miała czas o trzy setne gorszy. Najlepsze w Europie biegają jednak o 15-20 sekund szybciej.
Mistrzostwa Europy 2026. Trzy Polki w finale na 3000 metrów z przeszkodami
Trudno było w tej sytuacji liczyć na to, że którakolwiek z Polek będzie w stanie włączyć się do medalowej rywalizacji. A główne faworytki były trzy: liderka europejskich tabel Brytyjka Elise Thorner, ale też dwie doświadczone zawodniczki: Niemka Gesa Felicitas Krause i Francuzka Alice Finot.
Ta druga broniła tytułu z Rzymu, dwa miesiące po tamtym złocie ustanowiła rekord Europy, finiszowała czwarta w paryskich igrzyskach. A gdy wbiegała na ostatnią prostą, Francuzi na Stade de France zrobili jej owację na stojąco. Niemka zaś, w poprzedniej dekadzie dwukrotna medalistka mistrzostw świata, miała już cztery medale ME, dwa złote, ale i srebro sprzed dwóch lat. Nadal jest w stanie biegać poniżej 9:10.

Inny pomysł na ten bieg miała druga z Niemek - Lea Meyer. Ruszyła zaraz po starcie, za pociągnęła za sobą Krause, ale nie zdołały uzyskać wielkiej przewagi.
Po 1/3 dystansu dwie grupy biegły już oddzielnie - obie ośmioosobowe. Wszystkie Polki znalazły się w tej drugiej, Chorzępa i Królik biegła na jej szczycie. Później jednak Konieczek znalazła się wyżej, a Królik została daleko z tyłu.
Na czele tempo wciąż było świetne, obie Niemki prowadziły, ale zaraz za nimi czujnie biegły Finot i Thorner. Aż wbiegły na ostatnie okrążenia, wtedy tempo wzrosło. I zostało ich już tylko pięć: trzy Niemki, Francuzka i Brytyjka. Przy czym dla Olivii Gurth to było i tak trochę za szybko.
Dramat na rowie z wodą przeżyła najpierw Meyer, potknęła się, upadła w wodę. A zaraz po niej Thorner. Na finiszu Krause (9:12.69) nie dała szans Finot (9:14.24). Brąz zgarnęła Olivia Gurth.
Chorzępa przyprowadziła drugą grupę - została dziewiątą zawodniczką w Europie (9:36.14). Królik zajęła 13. pozycję (9:46.06), a Konieczek - 14. (9:46.79).












