Najpierw Zuzanna Maślana w eliminacjach pchnięcia kulą, a zaraz po niej Wojciech Nowicki i Dawid Piłat w eliminacjach rzutu młotem. Tak zaczęły się na Alexander Stadium w Birmingham mistrzostwa Europy - najważniejsza tego lata impreza dla lekkoatletów.
Zawody w Anglii potrwają do niedzieli, Polacy mają sporo medalowych szans, a celem minimum wydaje się poprawienie dorobku sprzed dwóch lat w Rzymie. Tam było tylko sześć lokat w najlepszej trójce, w tym dwa mistrzowskie tytuły: Natalii Bukowieckiej na 400 metrów oraz Wojciecha Nowickiego w rzucie młotem.
O ile sprinterka Podlasia Białystok wciąż jest w gronie faworytek w swojej konkurencji, to mistrz olimpijski z Tokio - już nie. Podopieczny trenerki Joanny Fiodorow już w poprzednim sezonie miał spore problemy zdrowotne, przed czasem zakończył sezon, zrezygnował z mistrzostw globu w Japonii. Wrócił już zdrowy, ale jednak mistrzowskiej formy nie udało się odbudować. Rzuty na poziomie 75 metrów raczej nie pozwalają myśleć o miejscu na podium w takiej imprezie, zwłaszcza że w Europie poziom rzutu młotem poszedł mocno w górę. Już sam awans do finałowej dwunastki byłby tu satysfakcjonujący. Zwłaszcza że wśród 15 uczestników rywalizacji w grupie A, Nowicki miał 13. rezultat z tego sezonu. Bliżej od niego rzucali tylko Turek Baltaci i Włoch Oliveri.
A dalej - 75.40 m - Dawid Piłat, drugi z Polaków w tej grupie. Jego występ był możliwy właśnie dzięki Nowickiemu, który złotym medalem w Rzymie dał naszemu krajowi dodatkowe miejsce.
Mówimy tu o 15 młociarzach, bo przecież ponad półtorej godziny później miała rzucać druga piętnastka. Z Pawłem Fajdkiem i Marcinem Wrotyńskim.
Mistrzostwa Europy. Wojciech Nowicki i Dawid Piłat w eliminacjach rzutu młotem
W stawce z dwoma Polakami pojawili się już trzej poważni kandydaci do medali: wicemistrz świata z Tokio Merlin Hummel (81.74 m w tym roku), Yann Chaussinand (82.44 m) oraz trzeci w japońskim czempionacie Bence Halasz (81.87 m w tym sezonie). Minimum kwalifikacyjne ustawiono na 78.00 m - wydawało się być dla nich formalnością.

Tymczasem poziom nieco rozczarował. Może poza Halaszem, który od razu rzucił 79.58 m. I mógł iść do szatni. Francuz zaczął od 74.61 m, drugą próbę spalił. Jego awans był zagrożony, ale 77.45 m w ostatniej serii raczej rozwiało wątpliwości. Gorzej wyglądało to u Hummela - spalony, 74.77 m, 75.49 m. Zajął w tej grupie piątą pozycję, będzie drżał do godz. 14.
Piłat zaczął od 70.63 m, dwie kolejne próby miał niemierzone. A to z kolei oznaczało, że 13. miejsce od razu powoduje wypadnięcie z gry. Nowicki spisywał się lepiej, ale nie na takim poziomie, jakiego oczekiwał. W ostatnich konkursach nieznacznie przerzucał 75 metrów, dziś też to było ważna. Zaczął od 74.14 m, w boczną część sektora. Druga seria była słabsza, trzecia - nieco lepsza. 74.49 m dało siódme miejsce w tej grupie. Jeśli sześciu w drugiej uzyska lepsze wyniki, Nowickiego w finale nie zobaczymy.
- Chciałbym rzucać dalej, nie ukrywam tego. Ale dziękuję PZLA za to, że pozwolili mi przyjechać. Mogłem poczuć ten dreszczyk adrenaliny, któy tak lubię. Mimo że fizycznie wróciłem, to nie zbiera się to do kupy z techniką - mówił w TVP Sport.
















