O Keely Hodgkinson mówiło się w ostatnich latach jako o tej największej z największych, mimo że ma dopiero 24 lata. Jako 19-latka wywalczyła w Tokio wicemistrzostwo olimpijskie, później w Paryżu okazała się już najlepsza. Do tego dwa tytuły mistrzyni Europy, trzy medale mistrzostw świata, choć wciąż brakuje tego upragnionego złota. Ma je z hali, wywalczyła w tym roku w Toruniu. A wcześniej poprawiła w Lievin 24-letni rekord świata pod dachem Jolandy Ceplak.
Zapowiedziała też, że zaatakuje 43-letni rekord świata Jarmili Kratochvilovej.
A w międzyczasie wyrosła jej rywalka, która zaczęła biegać szybciej. To Audrey Werro wygrała z nią prestiżowy pojedynek w Sztokholmie, dwukrotnie już zeszła poniżej 1:54.00, stając się trzecią najszybsza w historii. To ona była niepokonana w sezonie letnim, ostatnią przegraną była ta z Hodgkinson z finału HMŚ w Toruniu. A przecież jeszcze pojawiła się Femke Broeders-Bol, której znudziło się bieganie na 400 metrów, z płotkami lub bez. Uznała, że czas na roszadę, jak kiedyś u Patryka Dobka, któremu przyniosło to olimpijski brąz w Tokio.
Finał z udziałem tych trzech gwiazd miał być wielkim świętem. Tymczasem pojawiły się zaskakujące komplikacje.
Mistrzostwa Europy 2026. Dramat liderki światowych list w pófinale
Wśród 16 najlepszych specjalistek od 800 metrów tym razem zabrakło Polki, choć mocno liczyliśmy na Annę Wielgosz. Źle rozegrała swój bieg w półfinale taktycznie, być może wpływ na to miał pojedynek na łokcie z rywalką już na samym początku. Nie awansowała, dla niej te mistrzostwa się skończyły.
A dziś rywalki pobiegły w dwóch seriach, z każdej awans miały wywalczyć po trzy najlepsze. A dodatkowo - dwie z najlepszymi czasami.
Werro nadawała ton w swojej serii, biegła spokojnie, do niej i tak zawsze należy finisz. Na ostatnim wirażu nagle upadła, pociągnęła za sobą Litwinkę Gabiję Galvydyte, która też liczyła się w walce o awans. Reszta stawki przemknęła obok.

Litwinka zdołała się szybko podnieść, dotarła do mety kilka sekund po czołówce. A Werro - drobiąc kroki, niemal 40 sekund później. Była załamana, zszokowana. I trzymała się za klatkę piersiową. Pojawiła się też w mixed-zonie, tłumaczyła red. Michałowi Chmielewskiemu z TVP Sport, że "nie ma pojęcia, co się stało". I że musi porozmawiać z trenerem ws. ewentualnego protestu.
Było pewne, że złożą go Litwini. Szwajcarzy też się na to zdecydowali. Galvydyte została dołączona do finału. A Werro - także. Co samo w sobie jest kontrowersyjne, skoro żadna z zawodniczek nie została zdyskwalifikowana za spowodowanie upadku. Takie rzeczy są w tej rywalizacji normalne.
W drugiej serii Hodgkinson i Broeders-Bol nie miały godnych siebie rywalek, pewnie awansowały. O medale powalczy więc aż 10 zawodniczek, mimo tylko ośmiu torów. I co najważniejsze - poziom był fenomenalny. Nie licząc Litwinki i Szwajcarki, które upadły, pozostała "14" przebiegła dystans poniżej 2 minut.













