10.99 s, 11.09 s, 10.98 s, 11.05 s - to cztery tegoroczne wyniki Ewy Swobody z finałowych rywalizacji na 100 metrów, bo po drodze był jeszcze bieg eliminacyjny w mistrzostwach Polski. Wyniki, z których każdy przy dobrych wiatrach powinien był dać finał mistrzostw Europy. Tak równą formę Ewa prezentowała zazwyczaj w halowej rywalizacji na 60 metrów, teraz świetnie przeniosła ją na lato.
Polka jest w Birmingham jedną z głównych faworytek sprinterskiej rywalizacji, obok Amy Hunt. Obie zaczynały zmagania właśnie od półfinału, tu musiały już pokazać swoje możliwości. Bo z każdego biegu tylko po dwie miały pewną kwalifikację do finału.
Ewa znalazła się w trzeciej serii, m.in. obok Karoliny Manasovej, ale też Węgierki Boglárki Takács. A ta w porannych eliminacjach uzyskała... 10.93 s! Nie będzie to jednak rekord europejskich tabel, bo wiało wtedy z mocą +3,2 m/s - w plecy. Tyle zaś wynosi 40-letni rekord Polski Ewy Kasprzyk, który Swoboda pragnie od lat poprawić.
Mistrzostwa Europy w Birmingham. Ewa Swoboda i Kryscina Cimanouska w półfinałach 100 metrów
Najpierw jednak na bieżni pojawiła się Kryscina Cimanouska - wicemistrzyni Polski z Białegostoku, która w eliminacjach uzyskała czas 11.30 s. Sama mówiła, że ruszyła bez ryzyka, byle nie spalić. I zaryzykuje już wieczorem. Obok siebie miała Amy Hunt, typowaną przez bukmacherów do złota, później była Patrizia van der Weken. A na drugim torze broniąca złota Dina Asher-Smith.
Trudno było liczyć, by w tej sytuacji Cimanouska mogła walczyć o awans.

Kryscina ruszyła kiepsko, została w blokach. Warunki były korzystne, wiało 1,0 m/s w plecy. Do mety dotarła ostatnia, z czasem 11.44 s. Na końcu już odpuściła.
Świetnie z bloków ruszyła Asher-Smith, ale później potwierdziło się, że jest daleka od życiowej formy. Hunt z kolei nieco została, ale później pokazała olbrzymią moc. Wygrała w czasie 10.99 s, awans zagwarantowała sobie też van der Weken (11.08 s). A Dina musiała ze swoim 11.10 s czekać na wyniki dwóch kolejnych serii, podobnie jak Salome Kora ze Szwajcarii (11.12 s), którą kibice mogą pamiętać z... zimowych igrzysk pół roku temu. Tam była siódma w finale bobslejowych dwójek.
Drugą serię wygrała Géraldine di Tizio-Frey, Szwajcarka potwierdziła, że niedawne 10.96 s nie było przypadkowe. Choć wielu tak sądziło. Awansowała też Zaynab Dosso (11.11 s), reszta przepadła.
A później pojawiła się już Ewa - na piątym torze. Może i sam start nie był imponujący, ale już pierwsza część dystansu - jak najbardziej. 11.04 s - to czas Polki. Awansowała też Niemka Delphine Nkansa (11.09 s).
Z czasami stawkę finalistek uzupełniły: Asher-Smith i Kora.












