Bieg na 400 m przez płotki nie jest tą konkurencją, w której możemy liczyć na medale. Tak u pań, jak i u panów, choć w męskich zmaganiach pamiętamy jeszcze sukcesy Pawła Januszewskiego, Marka Plawgo czy obiecujący początek Patryka Dobka, który olimpijskim medalem błysnął jednak dopiero po przenosinach na dystans 800 metrów.
Nadzieję na włączenie się do szerokiej europejskiej czołówki dały jednak wyniki najpierw Anny Gryc, a później Izabeli Smolińskiej. Obie zaczęły biegać w końcu poniżej 56 sekund, Gryc nawet zdołała "złamać" w Poznaniu 55 sekund. Gdyby zdołała z tego urwać jeszcze pół sekundy, mogłaby marzyć o finale mistrzostw Europy. Tak się jednak nie stało, popełniła poważne błędy, niemal zatrzymała się na dziewiątym płotku. A szkoda, bo sam finisz zapowiadał się bardzo spokojnie.
Inaczej ułożyło się to u Izabeli Smolińskiej, która podobny błąd popełniła w... finale mistrzostw Polski. Wtedy podniosła się, dotarła do mety na drugiej pozycji, ale ostatecznie została zdyskwalifikowana. Teraz awansowała do półfinału z czasem 55.91 s.
Mistrzostwa Europy. Izabela Smolińska biegła w półfinale na 400 m przez płotki
Dziś zawodniczka z Radomia pojawiła się na bieżni w trzeciej serii. Trudno było liczyć na awans do finału, ten uzyskiwały tylko dwie najlepsze. I dwie z czasami spoza tych dwójek ze wszystkich trzech serii. A tylko w tej z Polką aż pięć miało w tym sezonie biegi poniżej 55 sekund. I to nie minimalnie, ale bardzo wyraźnie.
To potwierdziło się na dystansie jednego okrążenia. Polka biegła ambitnie, w końcówce popełniła minimalny błąd, straciła jedną pozycję. A szkoda, bo mogła dość wyraźnie poprawić rekord życiowy. Ten wynosił 55.48 s, ustanowiła go pod koniec czerwca w memoriale Czesława Cybulskiego w Poznaniu.

Dziś było 55.52 s, zajęła siódmą pozycję w biegu, 16. zaś w stawce półfinalistek. A miejsce w finale dał wynik 54.50 s - tyle miała Francuzka Louise Maraval.
- Do życiówki zabrakło niewiele, ale też niewiele pamiętam z tego biegu. I ciężko mi powiedzieć, czy tam były jakieś błędy - powiedziała w TVP Sport. - Cieszę się, że to kolejny bieg poniżej 56 sekund, bo ja dopiero w tym roku zaczęłam takie czasy uzyskiwać regularnie. Szkoda, że nie ma tego rekordu, bo po niego przyjechałam. Może teraz nie jestem do końca zadowolona, ale za kilka dni będę na to patrzyła z dumą - dodała.
A później powiedziała, że jest... gotowa do występu w sztafecie 4x400 metrów, pod koniec tygodnia. Podobnie zresztą jak Gryc, która przecież biegała w niej już kilka razy. - Na razie nie było jeszcze rozmowy o składzie, liczyła się mieszana. Ale ja jestem gotowa i w pełnej dyspozycji. Jeśli trener uzna, że mogę pomóc, to jak najbardziej - zadeklarowała.











