Siedem konkurencji, dwa dni zmagań - po ostatniej, biegu na 800 metrów, zawodniczki zwykle padają na mecie bez sił. Aby umieć pogodzić bieganie ze skakaniem i rzutami - potrzeba wyjątkowych mocy i talentu.
Mamy takie w rodzimej lekkiej atletyce - kilka lat temu Adrianna Sułek pokazała, że może rywalizować o światowe i europejskie laury. Latem 2023 roku musiała przerwać karierę na rok, jako zawodniczka, która mogła spokojnie walczyć o medal MŚ w Budapszcie. Byłą w ciąży, na początku lutego 2024 roku urodziła syna. I wróciła po sześciu miesiącach, na igrzyska w Paryżu.
Dopiero jednak w tym sezonie jest w stanie znów walczyć o to, co chciała mieć. W halowych MŚ w Toruniu skończyła czwarta, latem forma szła w górę. Były obiecujące wyniki w memoriale Wiesława Czapiewskiego w Nakle nad Notecią, były niezłe starty w niektórych konkurencjach w mistrzostwach Polski. A teraz przyszedł ten najważniejszy występ w sezonie.
Mistrzostwa Europy 2026. Adrianna Sułek-Schubert zaczęła występ w siedmioboju
Zawodniczek aspirujących do medalu jest w gronie siedmioboistek kilka, nawet bez legendarnej Nafissatou Thiam, która zrezygnowała z udziału. Niepewna była forma dwukrotnej mistrzyni świata Kathariny Johnson-Thompson, niewiele startowała Irlandka Kate O'Connor. A są też inne: choćby świetna w skoku w dal Annik Kälin, z którą Ada walczyła o srebro cztery lata temu w Monachium. Ale też Holenderki: Sofie Dokter, Emma Oostervegel i Belgijka Noor Vidts.
Rywalizację tradycyjnie zaczął bieg na 100 metrów przez płotki - polską "specjalność" w tradycyjnej formie, za sprawą Pii Skrzyszowskiej.

Bydgoszczanka miała w tym roku zaliczone już 13.09 s, ale raczej biega ten dystans na poziomie 13,3-13,4 s.
W pierwszej serii pojawiła się Johnson-Thompson, jej życiówka niewiele przekracza 13 sekund, ale gdy ostatnio sięgała po medal w Tokio, była o kilka dziesiątych wolniejsza. Dziś uzyskała równe 14 sekund, co tylko potwierdzało, że nie zbudowała formy na "swoje" mistrzostwa. A latem wystąpiła tylko w jednych zawodach w pchnięciu kulą.
Inna sprawa, że w tej serii wiało w twarz. A później - już w plecy.
W drugiej serii biegła główna faworytka do złota - aktualna wicemistrzyni świata Kate O'Connor. Irlandka uzyskała 13.30 s, wyraźnie poprawiła życiówkę. Najlepsze miało przyjść dopiero w ostatnim biegu, tym z udziałem Polki.
Tu bowiem jak z procy ruszyła Kälin, biegła wspaniale. Uzyskała gigantyczną przewagę nad drugą w stawce Oosterwegel. 12.59 s - tyle miała na mecie. To czas blisko o jedną dziesiątą lepszy, niż trzy dni temu w finale uzyskały Nadine Visser i Pia Skrzyszowska. Za chwilę okazało się jednak, że wiatr wiał z mocą +3,3 m/s. A to oznacza, że nie będzie to jej nowy rekord życiowy, ten wynosił 12,60 s. Choć liczy się do punktacji w Birmingham.
Polka została na starcie, później biegła na swoim poziomie. Wyszło z tego 13.29 s - 1081 punktów do tabelki. Do Szwajcarki traci 106 oczek, łącznie jest dziesiąta. Ale też ma mocniejsze konkurencje od rywalki. Choć na pewno nie jest to skok w dal, tam Annik potrafi uzyskać nawet około 6.70 m.
W sesji porannej odbędzie się jeszcze skok wzwyż.













