22-latek z AZS Łódź to przyszłość polskiego sprintu na dystansie 400 metrów, świadczą o tym postępy podopiecznego Krzysztofa Węglarskiego. Błyszczał już w poprzednim roku, został m.in. w Bergen wicemistrzem Europy do lat 23, świetnie spisał się w Drużynowych Mistrzostwach Europy, tak indywidualnie, jak i w sztafecie. Możemy mieć wkrótce zawodnika ścisłej europejskiej klasy - i to naprawdę niedługo.
Debiut w mistrzostwach Europy, tych seniorskich, Szwed zaliczył już dwa lata temu w Rzymie, jeszcze przed 20. urodzinami. Był w składzie obu sztafet, zbierał doświadczenie. Po poprzednim sezonie doznał jednak poważnej kontuzji, stracił cały sezon halowy. A mówimy przecież o zawodniku, który w marcu 2025 roku został halowym wicemistrzem Europy.
Wrócił dopiero w drugiej połowie czerwca, za to z przytupem. 44.94 s w drugim starcie, w Opolu, oznaczało nowy rekord kraju U-23, został czwartym Polakiem, który pokonał jedno okrążenie poniżej 45 sekund.
Wczoraj biegł dwukrotnie - najpierw indywidualnie (45.53 s), później na pierwszej zmianie w sztafecie mieszanej (zmierzono 45,0 s). Pytanie, ile tej energii zostało na dziś? A powinno być jej dużo, patrząc na stawkę rywali.
Mistrzostwa Europy 2026. Maksymilian Szwed w półfinale 400 metrów. Obok gwiazd
Polak znalazł się w zestawieniu już w pierwszej serii. A takie były trzy - z każdej awans miało zapewniony dwóch najszybszych, stawkę finalistów na Alexander Stadium uzupełniało dwóch kolejnych z najlepszymi czasami.
Polak dostał tym razem dziewiąty tor - znacznie lepszy niż drugi, który miał w eliminacjach. I to był już plus. Jego 44.94 s było jednak dopiero piątym czasem wejścia w tej serii.

Faworyt? To oczywiste - Matthew Hudson-Smith, aktualny wicemistrz olimpijski z Paryża, czterokrotny mistrz Europy, dwa razy indywidualnie. A jego 43.44 s pozostaje szóstym rezultatem na historycznych listach światowych. Do tego Jonas Phijffers, z którym Maks przegrał rok temu w finale ME do lat 23 w Bergen. I jeszcze Belg Daniel Segers czy Francuz Yann Spillmann.
Hudson-Smith zaczął w szalonym tempie, szybko "połknął" Segersa, a później Szweda. I na końcu... nie starczyło mu sił. Wykorzystał to Phijffers, wygrał tę serię, pobił życiówkę - teraz wynosi ona 44.63 s. Brytyjczyk utrzymał drugą pozycję, miał ją pod kontrolą - 44.78 s.
A Polak biegł trzeci, na 10 metrów przed karatami dopadł go Segers. Maks nie zdołał utrzymać pozycji, a szkoda, patrząc na te dwa miejsca dla zawodników spoza dwójek. Belg uzyskał 45.03 s, Polak - 45.10 s. To jego drugi czas w karierze.
Musiał czekać na dwa kolejne półfinały.
W tym drugim trzeci Edoardo Scotti uzyskał 45.32 s, a to oznaczało, że Polak wciąż miał to wirtualne miejsce w finale. Emocje nie ustępowały, został tylko jeden bieg. A w nim było trzech mocnych zawodników: Attilla Molnar, Charles Dobson i Muhammad Abdallah Kounta.
Dwaj pierwsi - Kounta (44.38 s) i Molnar (44.60 s) dość wyraźnie wygrali z resztą. A trzeci Grek Franks uzyskał 45.15 s. To zaś oznacza, że 22-letni Maksymilian Szwed pobiegnie w środę wieczorem w finale mistrzostw Europy!
- Jestem przeszczęśliwy. Nie sądziłem, że mi się to uda. Patrzę na wyniki z trzeciego biegu, myślę: nie nie ma szans. A tu spełniam marzenia - powiedział Szwed w TVP Sport.












