Reklama

Reklama

"Legia to jest potęga". Czy mistrz Polski zdoła dogonić ligową czołówkę?

Obserwujemy obecnie Legię dwóch prędkości. Zupełnie inny zespół w Lidze Europy i w polskiej Ekstraklasie. Dlaczego tak jest i czy mistrz Polski zdoła dogonić ligową czołówkę zastanawiają się w podcaście "Legia to jest potęga" - komentator Polsatu Sport i felietonista Interii Cezary Kowalski oraz dziennikarze Interii Zbigniew Czyż i Artur Szczepanik.

- Polski klubom trudno zawsze łączyło się grę w pucharach z ligą - uważa Szczepanik. - Nie wiem z czego to wynika, ale wystarczy przywołać najświeższy przykład - Lecha Poznań z poprzedniego sezonu. Pięknie pokazali się w eliminacjach, awansowali do fazy grupowej Ligi Europy, a w tym czasie w lidze tracili punkt za punktem, których nie zdołali już odrobić i zakończyli sezon na bardzo odległym miejscu w tabeli. Legia musi sobie poradzić z tym problemem i musi się szybko wziąć w garść, bo ma już na koncie trzy porażki, a Lech w tabeli zaczął niebezpiecznie odjeżdżać - dodał Szczepanik.

Reklama

Legia Warszawa ryzykuje spadek frekwencji?

Dziennikarz uważa, że słaba gra na polskim podwórku może odbić się na frekwencji na stadionie przy Łazienkowskiej.

- Legia musi zacząć dbać o kibiców. Na mecz z Łęczna przyszło ich dużo mniej niż poprzednio, a ci co zmarzli na trybunach, w zamian dostali marny mecz. Dobrze chociaż, że wygrany 3:1, dzięki czemu obeszło się bez dalszych strat punktowych. Wygrana jest tym cenniejsza, że z tego co widzieliśmy na boisku nie wiadomo, czy remis nie byłby sprawiedliwszy - stwierdził dziennikarz "Interii".

Kowalski uważa, że odpuszczenie krajowych rozgrywek, a skupienie się na Lidze Europy, to dobre rozwiązanie.

- Ja się nie zgodzę z tą tezą o lekceważeniu kibiców. Trzeba sobie zadać pytanie - o co Legii chodzi w tym sezonie. Jeśli akcenty mają być tak rozłożone, że tym razem europejskie rozgrywki są istotniejsze, że wypada się na nich skoncentrować, zdobywać punkty, poprawić sobie rankingi, sprzedać lepiej piłkarzy, czy podreperować budżet, ale z reguły jest coś za coś. Trudno się gra na dwóch frontach, ale jeśli miałbym wybierać, a tak od początku mówiłem, dla mnie miarą postępu jest to co dzieje  w czasie takich spotkań, jak ze Spartakiem Moskwa, a nie kolejne zwycięstwo nad Górnikiem Łęczna i powtórzenie po raz "enty" mistrzostwa Polski. Jasne, że nie może być powtórki Lecha, który natracił tyle punktów, że poprzedni sezon zakończył się katastrofą i o tych wygranych w Europie już nikt potem nie pamiętał, ale są inne środki. Można zagrać na pół gwizdka, trochę się pooszczędzać, wystawić rezerwowych i myśle, że w przypadku Legii tak to wygląda. A Górnika Łęczna bym nie deprecjonował. Oglądałem ich wiele meczów w 1. lidze i myśle, że to ciekawa drużyna. Bardzo dobrze zagrali w Warszawie. Jakby sobie sami nie strzelili dwóch goli, to wynik by oscylował wokół remisu - powiedział komentator "Polsatu Sport".

Legia Warszawa "dociera" drużynę

Kowalski ocenił też zmiany, które zaszły w drużynie łatęm.

- Jak popatrzymy na tych którzy przyszli, to widać już kto się nie nadaje. To się nazywa dotarciem drużyny. Gdyby Michniewicz miał ten skład dwa miesiące wcześniej, to Legia grałaby w Lidze Mistrzów i nie jest to żadna przesada. Z meczu na mecz będzie ta drużyna będzie wyglądać lepiej, grać lepiej, tym bardziej, że w tym zespole jest chemia. Jeden drugiego wspierać. To też jest bardzo ważne - powiedział komentator "Polsatu Sport".

W środę komentarza Kowalskiego będzie można posłuchać przy okazji transmisji meczu Pucharu Polski Wigry Suwałki - Legia.

- To dwie moje ulubione drużyny. Wigry spadły z I ligi, otarły się o powrót, w barażach przegrali. Bardzo młoda drużyna z ciekawym trenerem. Legia wystawi rezerwy i wcale jej nie będzie łatwo. Zawsze jak Legia przyjeżdża do mniejszej miejscowości, to całe miasta przychodzą na stadion - zauważył Kowalski.

Szczepanik opowiedział o swoich wrażeniach z wyjazdu do Moskwy na mecz ze Spartakiem. Na ulicach rosyjskiej stoli oglądał m.in bilbordy powieszone przez Legię, na których klub oznajmiał, że "wrócił do Europy".

- Natknąłem się na bilbordy, bo pod jeden z nich zostaliśmy przywiezieni z innymi dziennikarzami. To bardzo fajny pomysł. Wielki ekran na centrum handlowym, blisko centrum Moskwy, dobrze to wyglądało. Miło było też obejrzeć na żywo zwycięstwo nad Spartakiem i wściekłość miejscowych kibiców, którzy wyzywali swoich piłkarzy, a polskim dziennikarzom za okazywanie radości też się oberwało - wspominał Szczepanik. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje