To był najlepszy debiut w historii. Przyćmił dziewięciu reprezentantów Polski
Jerrick Harding w kapitalny sposób zadebiutował w reprezentacji Polski i poprowadził ją do zwycięstwa w pierwszym meczu eliminacji mistrzostw świata z Austrią. Jest dziesiątym naturalizowanym zawodnikiem, który zagrał w polskiej kadrze. Żaden inny Amerykanin z polskim paszportem nie rozpoczął przygody w biało-czerwonych barwach w tak efektowny sposób. W poniedziałek, w drugim meczu kwalifikacji, ma szansę powtórzyć dobry wynik. Polacy zagrają na wyjeździe z Holandią.

Debiuty naturalizowanych zawodników były przeróżne. Geoffrey Groselle w listopadzie 2022 roku przeciwko Chorwacji i Luke Petrasek w lutym 2024 roku przeciwko Litwie nie zdołali trafić do kosza. Pierwszy naturalizowany Amerykanin, doskonale znany w Polsce Joe McNaull, w swoim pierwszym meczu (z Austrią) rzucił w listopadzie 2000 roku zaledwie trzy punkty. Tak samo było z Jeffem Nordgaardem. W sierpniu 2006 roku też zdobył tylko trzy oczka w spotkaniu eliminacji do Eurobasketu ze Szwecją.
Przeciętne były debiuty Erica Elliotta i AJ Slughtera. Co ciekawe, ten pierwszy zagrał w biało-czerwonych barwach, choć jeszcze nie miał polskiego paszportu. Był to jednak tylko sparing z Islandią w 2004 roku. Wtedy zdobył 12 punktów. Jeszcze w tym samym miesiącu - w sierpniu zadebiutował oficjalnie. Podczas turnieju we Wrocławiu, Portugalii rzucił dziewięć punktów. Slaughter w reprezentacji grał najdłużej z naturalizowanych zawodników, bo w latach 2015-2024. W pierwszym występie zdobył dziewięć punktów w meczu z Czechami.
Trzej debiutanci najlepszymi strzelcami
Jest jednak też grupa zawodników, która od razu była najlepsza na parkiecie w dniu debiutu. Tak było z Davidem Loganem, który w sierpniu 2009 roku zdobył najwięcej - 16 - punktów, ale Polska przegrała z Chorwacją (78:82). Rok później biało-czerwoni ulegli w towarzyskim meczu z Bułgarii (62:68) i nie pomogło 25 punktów rzuconych przez najlepszego strzelca, Thomasa Kelatiego.
Wreszcie w sierpniu wymarzony i niemal idealny debiut przed mistrzostwami Europy miał Jordan Loyd. W towarzyskim spotkaniu ze Szwecją poprowadził zespół do wygranej 74:72. Zdobył 20 punktów przy skuteczności rzutów z gry na poziomie 90 procent. I potem podczas Eurobasketu był liderem drużyny, która nieoczekiwanie zajęła szóste miejsce.
Imponujący pierwszy występ Jerricka Hardinga
Gdy Loyda zabrakło wśród powołanych zawodników na pierwsze mecze eliminacji mistrzostw świata w Katarze, zastanawiano się, jak w jego buty wejdzie Harding. Okazało się, że czuł się w nich komfortowo. Polacy z małymi problemami pokonali Austrię 90:78. Harding rzucił aż 32 punkty. To najlepszy debiut naturalizowanego Amerykanina w historii reprezentacji Polski. 27-letni obrońca trafił 11 z 21 rzutów (2/7 z dystansu), 9 z 14 rzutów wolnych, a do tego miał jeszcze pięć asyst.
- Bardzo stresowałem się tym występem - mówił Harding w TVP Sport. - Wiem, ile znaczy dla każdego kibica reprezentacja kraju. Dlatego zależało mi na tym, by pokazać się z jak najlepszej strony i cieszę się ze zwycięstwa. Wiedziałem, że trybuny będą pełne i zobaczyłem, że kibice z pasją dopingują. To także nam dodaje sił. Jestem podekscytowany, że mogę grać w tej kadrze, bo dostałem mnóstwo wsparcia od zawodników, trenerów i fanów.
Harding obecnie gra w litewskim Rytas Wilno. W Stanach Zjednoczonych występował w uniwersyteckiej drużynie Weber State Wildcats. W jednym dze spotkań zdobył nawet 46 punktów, ale do draftu w NBA nie trafił. Przeniósł się do Europy, gdzie grał w czeskim Nymburku, hiszpańskiej Manresie, MoroBanc z Andory, a od tego sezonu jest w Rytas. Występuje z nim także w europejskich pucharach, w koszykarskiej Lidze Mistrzów. I ze średnią 24 punktów na mecz jest najlepszym strzelcem rozgrywek.
W poniedziałek Polacy zagrają drugi mecz eliminacji - na wyjeździe z Holandią. Gospodarze w rankingu światowym są dopiero na 54. miejscu, ale kwalifikacje rozpoczęli od sensacyjnego wyjazdowego zwycięstwa z Łotwą, 11. drużyną rankingu. Wśród gospodarzy zabrakło największych gwiazd, w tym grającego w NBA Kristapsa Porzingisa, ale wynik i tak robi wrażenie. W polskiej drużynie poza Loydem nie ma Aleksandra Balcerowskiego, Andrzeja Pluty i Jeremy'ego Sochana.
- W kilka dni musieliśmy przygotować właściwie nowy zespół. Mamy jednak trzon drużyny i wiemy, co chcemy osiągnąć. W trudnych momentach byliśmy razem. Najważniejsze, że wygraliśmy pierwszy mecz. Teraz chcemy zagrać dobre spotkanie w Holandii - podkreślał Igor Milicić, trener Polaków.

















