Reklama

Reklama

Radosław Piesiewicz: To ma być wielkie święto basketu

Prezes Polskiego Związku Koszykówki przekonuje, że zaplanowany 25 lutego w Gdańsku ostatni eliminacyjny mecz mistrzostw świata z Holandią będzie wielkim świętem basketu. "Chcemy przejść do historii i po raz drugi zagrać w tej imprezie" - przyznał Radosław Piesiewicz.


W kwalifikacjach do finałowego turnieju, który po raz pierwszy w rozszerzonej formule, z udziałem 32 drużyn, odbędzie się w Chinach od 31 sierpnia do 15 września, polskim zawodnikom pozostały dwa mecze - 22 lutego zmierzą się na wyjeździe z Chorwacją, a trzy dni później zagrają w Gdańsku z Holandią. Udział w mistrzostwach zapewni podopiecznym trenera Mike Taylora jedna wygrana.

"Najważniejszy jest awans i nie ma znaczenia, gdzie go wywalczymy. Do Chorwacji pojedziemy oczywiście z jednym założeniem - aby odnieść zwycięstwo. Już na Bałkanach chcemy zapewnić drugi w historii polskiej koszykówki, po 52 latach, awans na mistrzostwa świata i w Gdańsku zamierzamy cieszyć i bawić koszykówką nie tylko kibiców w Ergo Arenie, ale także w całym kraju, bo po 20 latach mecz męskiej reprezentacji będzie transmitowany w pierwszym programie Telewizji Polskiej. To ma być wielkie święto basketu" - podkreślił w środę na konferencji prasowej w Gdańsku Piesiewicz.

Prezes PZKosz. jest przekonany, że biało-czerwonych nie zabraknie w mistrzostwach.

"Życie, zwłaszcza sportowe, pisze różne scenariusze i niczego nie można być pewnym, ale wierzę w tę drużynę. Po ostatnim meczu rozmawiałem w szatni z chłopakami i zobaczyłem, że w tej reprezentacji panuje fantastyczna atmosfera. Obowiązuje w niej hasło +jeden za wszystkich, wszyscy za jednego+ i na tym polega jej siła. Od początku koszykarzom przyświeca główny cel, czyli +jedziemy razem do Chin+ i przechodzimy do historii polskiej koszykówki" - stwierdził.

W Ergo Arenie Polacy rozegrali trzy eliminacyjne mecze MŚ 2019. Pod koniec czerwca ulegli Litwie 61:79, 17 września pokonali Chorwację 79:74, a na początku grudnia wygrali 94:78 z Włochami. W tym obiekcie zakończą także kwalifikacje.

"Nie mieliśmy dylematu gdzie zagrać z Holandią, bo po trzech szczęśliwych okienkach nikt nie myślał o zmianie hali. A osobą, która to wszystko spinała, był tragicznie zmarły Paweł Adamowicz. Prezydent Gdańska zawsze powtarzał, że chce mieć najważniejsze mecze i wydarzenia sportowe w Ergo Arenie. Kiedy rozmawialiśmy, a mieliśmy bardzo dobry kontakt, pan prezydent nie wyobrażał sobie, zresztą ja także, żeby najważniejszy mecz kadra mogła zagrać w innym miejscu. 25 lutego zrobimy wszystko, aby awansować, a prezydent Adamowicz będzie nas oglądał i kibicował z Nieba oraz okaże się naszym Aniołem Stróżem" - dodał.

Tymczasem w czwartek o 10 w warszawskim Ratuszu zaplanowano losowanie Suzuki Pucharu Polski. O to trofeum osiem drużyn rywalizować będzie od 14 do 17 lutego w stołecznej Arenie Ursynów.

"Budowanie marki tych rozgrywek, w co aktywnie włączają nasi partnerzy i sponsorzy, trwa od dłuższego czasu, dzięki czemu mają one coraz większą rangę. Są także coraz bardziej cenione przez kluby, które robią wszystko, aby wziąć udział w finałowym turnieju. O to trofeum rywalizować będą zespoły, które 13 stycznia znalazły się w pierwszej ósemce Energi Basket Liga. Do podniesienia z parkietu jest także wyższa, niebagatelna kwota 100 tysięcy złotych, ale trafi ona, zgodnie z zasadą, że zwycięzca bierze wszystko, do triumfatora tej imprezy. Jest się zatem o co bić" - podsumował.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje