Oto nowy bohater Polaków. Ponad 30 punktów, tak zaczęła się walka o mundial
Polacy mają nosa do naturalizowanych graczy. Po raz kolejny przekonaliśmy się o tym w piątkowy wieczór, kiedy to "Biało-Czerwoni" rozpoczęli eliminacje do nadchodzących mistrzostw świata. Podopieczni Igora Milicicia co prawda mieli momentami problemy z Austriakami, ale ostatecznie pokonali niżej notowanego rywala. Bohater? Jerrick Harding, który w spektakularnym stylu zadebiutował z orzełkiem na piersi. Gracz urodzony w Stanach Zjednoczonych zdobył ponad 30 punktów.

Igor Milicić musiał dziś radzić sobie bez największych gwiazd. W Stanach Zjednoczonych znajduje się Jeremy Sochan. Po wyczerpujących potyczkach w Eurolidze odpoczywa natomiast Jordan Loyd. Nie zniechęciło to jednak kibiców do tłumnego stawienia się na trybunach. "Cieszę się, że gramy w Gdyni w wyprzedanej hali. Dla mnie to najważniejszy znak, że EuroBasket nie poszedł na marne. Bilety sprzedały się już dawno. To fajne uczucie, że hype na koszykówkę w Polsce utrzymuje się także po mistrzostwach Europy" - mówił selekcjoner na łamach "pzkosz.pl".
Po parkiecie biegał za to inny naturalizowany Amerykanin, Jerrick Harding. To właśnie on jako pierwszy zdobył punkty z gry dla naszej reprezentacji. I rozpoczął serię punktową gospodarzy. Trener Austriaków wziął czas po niecałych pięciu minutach, ponieważ ćwierćfinaliści ostatniego Eurobasketu odskoczyli z wynikiem na 12:2. Dobrze poczynał sobie zaledwie 19-letni Jakub Szumert, ponadto pod kosz nie bał się wchodzić Mateusz Ponitka, dzięki czemu często meldował się na linii rzutów osobistych.
Wspomniana wyżej przerwa podziałała na Austriaków mobilizująco. Na początku drugiej kwarty doprowadzili do remisu i w Trójmieście zaczynało robić się ciekawie. Spora w tym zasługa Erola Erseka. 26-latek był nie do zatrzymania zza linii 6,75 metra, długo legitymując się stuprocentową skutecznością. O ile imponował on w ataku, o tyle miał problem z faulami. Szybko złapał trzy przewinienia, wobec czego trener sprowadził go na ławkę.
Wymarzony debiut Hardinga. Był nie do zatrzymania, ponad 30 punktów
W tym czasie gospodarze ponownie zaczęli uciekać niżej notowanym oponentom. Goście co jakiś czas rozdawali im prezenty, popełniając przewinienia ofensywne czy przekraczając czas 24 sekund. Ale po chwili przestoju znów zaczęli trafiać z trzy. Efekt? Do szatni obie drużyny schodziły przy tylko czteropunktowym prowadzeniu "Biało-Czerwonych". Polakom brakowało przede wszystkim rzutów z dystansu, bo sukcesem zakończyły się tylko dwie próby na piętnaście.
Trzecią kwartę nerwowo rozpoczęli Austriacy. Goście mieli pięć fauli po niecałych trzech minutach gry. Polacy złapali dzięki temu dużo więcej swobody. "Orły" do ostatniej syreny nie dały się już dopaść, triumfując 90:78. W całym meczu imponował zwłaszcza wspomniany na wstępie Jerrick Harding, dzięki któremu błyskawicznie zapomnieliśmy o nieobecności Jeremiego Sochana oraz Jordana Loyda. Gwiazdor Rytasu Wilno przywitał się z biało-czerwonymi barwami 32 punktami, prowadząc gospodarzy do triumfu na start eliminacji do mundialu.
Słowa uznania należą się także Mateuszowi Ponitce i Michałowi Sokołowskiemu. Oni także zdobyli dwucyfrową liczbę "oczek". Kolejny mecz naszej kadry już pierwszego dnia grudnia. Gracze Igora Milicicia zagrają wtedy na wyjeździe z Holendrami.
Polska - Austria 90:78 (22:18, 21:21, 26:21, 21:18)













