Reklama

Reklama

ME koszykarzy. Młynarski: Reprezentacji potrzeba większego zgrania

Mieczysław Młynarski obawia się, że częste zmiany w składzie mogą się ujemnie odbić na grze reprezentacji we wrześniowych mistrzostwach Europy. - Roszady nie sprzyjają zgraniu drużyny - powiedział jeden z najlepszych polskich koszykarzy w historii.

Do takiej konkluzji skłoniła go obserwacja gry reprezentacji w meczach kontrolnych.

- Oglądam wszystkie jej mecze i nie mogę się dopatrzyć stałej pierwszej piątki. Trener Mike Taylor, moim zdaniem, za bardzo miesza w składzie i eksperymentuje. Do turnieju pozostało już niewiele czasu i należy utrwalać zdobyte umiejętności i nawyki, a nie ciągle próbować czegoś nowego - ocenił i dodał, że wzajemne zrozumienie na parkiecie to jeden z głównych czynników siły każdej drużyny.

Jego zdaniem, oprócz braku zgrania, niepokoić może także słabsza obrona zespołowa.

Reklama

- Nasi rywale w ME to nie "cienkie Bolki" i potrafią wykorzystać każdą słabszą stronę Polaków. Czas pokaże, czy potrafimy sobie z nimi poradzić. Mimo wszystko trzeba być dobrej myśli. Być może, przy sprzyjających okolicznościach, uda się wywalczyć prawo gry w olimpijskich kwalifikacjach - wspomniał Młynarski.

Olimpijczyk z Moskwy (1980) uważa, że w ciągu ostatnich 30-35 lat koszykówka zmieniła się na niekorzyść.

- To niemal całkiem inna gra. Kiedyś oparta była często na szybkim ataku. Zdobywało się więcej punktów, stwarzano atrakcyjne dla kibiców widowisko. Obecnie gra jest bardziej statyczna i wolna - zauważył.

Martwi go też coraz bardziej widoczny brak przywiązania zawodników do barw klubowych.

- Dawniej gracz czuł związek z kolegami z zespołu, klubem i środowiskiem. Teraz często podpisuje kontrakt na rok i mało go obchodzi, co stanie się po jego odejściu - zauważył.

Jakie wydarzenia z przeszłości popularny w środowisku "Młynarz" wspomina najczęściej?

- Dumny jestem z mojej gry na igrzyskach olimpijskich w Moskwie, gdzie zdobyłem tytuł króla strzelców. Najczęściej trafiałem do kosza również w mistrzostwach Europy w Turynie (1979) i Pradze (1981), gdzie wybrano mnie do piątki europejskich gwiazd. To dało mi wiele satysfakcji - powiedział.

Prezentowane na boisku atuty sprawiły, że interesował się nim Real Madryt.

- W tamtych latach przeprowadzka z Polski do zawodowego zespołu była niemożliwa. Można było oczywiście wyjechać na Zachód i tam pozostać, ale nie zdecydowałem się na ten krok - dodał.

Dopiero w 1988 roku trafił do Niemiec i przyczynił się do wprowadzenia SVD 49 Dortmund do pierwszej ligi. W polskiej ekstraklasie czterokrotnie przypadł mu tytuł króla strzelców.

- Często jestem pytany, czy to wynik wrodzonego talentu? Oczywiście liczą się uzdolnienia, ale muszą być poparte ciężką pracą i chęcią podnoszenia swojej klasy. Po dwóch treningach w hali, przenosiłem się na podwórko mojego mieszkania przy ul. Mickiewicza w Wałbrzychu, gdzie ćwiczyłem rzuty do kosza - wspomniał.

Zdradził, że chłopcy z okolicy podawali mu piłkę w zamian za... słodycze. - Nie schodziłem poniżej tysiąca rzutów dziennie - zaznaczył.

10 grudnia 1982 roku, podczas meczu w Wałbrzychu z Pogonią Szczecin, ustanowił do dziś aktualny rekord kraju w liczbie zdobytych punktów - 90.

- To dla mnie także powód do dumy, tym bardziej, że wtedy nie zaliczano trafień za trzy punkty - podkreślił.

59-letni obecnie Młynarski przez większość kariery zawodniczej związany był z Górnikiem Wałbrzych, z którym w 1982 roku zdobył mistrzostwo Polski oraz trzykrotnie (1981, 1983, 1986) wicemistrzostwo. W reprezentacji kraju występował przez dziewięć lat, zdobywając w 150 meczach 2680 punktów. Ostatnio pracował w trzecioligowym klubie Dark Dog Górnik Nowe Miasto, ale z powodu kłopotów zdrowotnych musiał przerwać zajęcia.

Andrzej Basiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje