Reklama

Reklama

ME Koszykarzy. Jirzi Zidek: To była najlepsza Polska, jaką widziałem w ostatnich latach

Polska, mimo odpadnięcia w 1/8 finału mistrzostw Europy koszykarzy z Hiszpanią (66:80), zaprezentowała się w turnieju najlepiej od wielu lat - uważa były reprezentant Czech i zawodnik Trefla Sopot Jirzi Zidek.

- To była najlepsza Polska, jaką widziałem w ostatnich sześciu latach na mistrzostwach Europy. Trzy kwarty z Hiszpanią grali bardzo dobrze. Drużyna naprawdę pokazała się z dobrej strony w grupie i całym turnieju. Byłem na jednym treningu Polaków w Lille. Widać było atmosferę, to że wszyscy "patrzą w jednym kierunku". To zasługa pracy trenera Mike’a Taylora, człowieka pozytywnego i fachowca - ocenił wicemistrz Polski z Treflem Sopot i finalista Pucharu Europy z 2003 r.

Reklama

Zdaniem koszykarza, który był mistrzem NCAA w 1995 roku, a następnie został wybrany w drafcie do ligi NBA przez Charlotte Hornets i rozegrał za oceanem w trzech klubach 135 meczów, siłą Polski są młodzi zawodnicy, m.in. występujący w NCAA środkowy Przemysław Karnowski.

- Polska ma duży potencjał. Myślę o Przemku Karnowskim pod koszem, Adamie Waczyńskim, Mateuszu Ponitce, o rzutach z dystansu. Turniej pokazał też, że naturalizacja Slaughtera to była bardzo dobra decyzja. Naprawdę pomógł drużynie, co bardziej może dostrzegają fachowcy niż kibice, bo Amerykanin nie jest widowiskowym zawodnikiem, ale robi to, co do niego należy - powiedział 42-latek.

Zidek, jako wiceprezes czeskiej federacji koszykówki nie kryje dumy z występu rodaków na ME. Czesi mieli szanse na wyjście z pierwszego miejsca z grupy D, ale przegrali po dogrywce z Litwą w decydującym meczu. W 1/8 finału pokonali jednak sensacyjnie i wysoko wyżej notowaną Chorwację. W 1/4 finału walczyli jak równy z równym z niepokonaną Serbią.

- Już jest sukces, bo gramy w najlepszej ósemce mistrzostw. W sparingach zwyciężyliśmy tylko w dwóch z dziewięciu meczów, ale było widać, że jest zespół, szczególnie w ostatnim, przeciw Hiszpanii. To dawało wiarę na udany turniej. Mamy dwóch klasowych graczy Jana Vesely’ego, do niedawna w NBA, a obecnie w Fenerbahce i wychodzącego w pierwszej piątce FC Barcelona Tomasza Satoransky'ego. Bardzo dobrym obrońcą jest Pavel Pumprla, który w minionym sezonie występował razem z Waczyńskim w hiszpańskim klubie Rio Natura. Jest też naturalizowany Blake Schilb, to uniwersalny koszykarz, który sprawdza się na pozycjach od jeden do cztery - dodał mistrz Euroligi z Żalgirisem Kowno z 1999 r.

Czesi w czwartek w walce o miejsca 5-8 zmierzą się z Włochami, którzy w środę późnym wieczorem przegrali po dogrywce w ćwierćfinale z Litwą (85:95). Zwycięzca tego spotkania zapewni sobie udział w kwalifikacjach olimpijskich, a przegrany będzie miał jeszcze ostatnią szansę w piątek w rywalizacji o 7. lokatę.

- Trener Czechów Ronen Ginzburg cały czas powtarza, że mamy potencjał, by walczyć o kwalifikacje olimpijskie. Daje chłopakom wiarę, że mogą zrobić coś historycznego dla czeskiej koszykówki. Zawsze jest trudno walczyć 24 godziny po porażce w kolejnym super ważnym meczu, ale myślę, że Czesi są w lepszej formie psychicznej i fizycznej niż Włosi - ocenił.

Jego zdaniem półfinały w Lille, szczególnie Francja - Hiszpania, będą bardzo ciekawe.

- Francja ma wyrównany skład, 12 zawodników, ale do tej pory nie grała na maksimum umiejętności, w meczu o stawkę z silnym rywalem. Hiszpanie przyjechali bez połowy czołowych graczy, ale zespół hartował się w bardzo ciężkich spotkaniach grupowych, które oglądałem w Berlinie, a w Lille miał kolejne trudne spotkania z Polską i Grecją. Cały czas grają pod presją i to może być przewaga Hiszpanów. Stawiam jednak 60 procent do 40 na Francuzów - zdradził.

Zidek mający doświadczenie na europejskich i amerykańskich parkietach jest pod wrażeniem gry Serbii, którą uważa za faworyta nie tylko półfinału z Litwą, ale mistrzostw.

- Widziałem wszystkie siedem meczów Serbów i mogę powiedzieć jedno: jestem pod wrażeniem, jaka jest "chemia" w drużynie, jak prowadzi zespół trener Sasza Djordjević, jak wszyscy zawodnicy szanują siebie nawzajem. Są faworytami w starciu z Litwinami. W finale 27 tysięcy kibiców, bo tyle może pomieścić stadion w Lille, będzie - jeśli Francja zagra o złoto - oczywiście za gospodarzami. Oznacza to jednak wielką presję na "Trójkolorowych". W tym widzę szansę Serbów - jeśli znajdą się w decydującej batalii. Jej lider, rozgrywający Milosz Teodosić lubi grać po presją i może zdobyć w takim meczu 35 pkt, mieć kilkanaście asyst. Czekają nas super mecze - powiedział.

W Lille rozmawiała Olga Przybyłowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama