Marcin Gortat: Boję się o przyszłość Sochana w NBA
Rozumiem, że jest wielkie parcie na to, by Jeremy Sochan - jako nasz rodak - został w NBA, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Pewnych rzeczy mu po prostu brakuje, by zaistnieć w lidze. Uważam, że będzie miał bardzo ciężko, by przekonać do siebie nie tylko władze Knicks, ale także innych klubów. Boję się, że to mogą być jego ostatnie miesiące w NBA - mówi Marcin Gortat, były koszykarz klubów NBA i reprezentacji Polski.

Karol Wasiek: Jak oceniasz dwa ostatnie mecze w wykonaniu reprezentacji Polski?
Marcin Gortat, były koszykarz klubów NBA i reprezentacji Polski: Myślę, że po pierwszym meczu bardzo dobrze odrobiliśmy pracę domową i naprawdę czapki z głów dla pana trenera Igora Milicica, bo uważam, że wprowadził idealne zmiany. W obronie wychodziliśmy dużo wyżej i przez to Łotysze nie mieli zbyt wielu otwartych pozycji do rzutów za trzy punkty.
Nie chcę obrażać rywali, ale muszę przyznać, że w ogóle nie przyjechali na ten mecz. Fatalnie się zaprezentowali. Kompletny brak finezji w ataku. Jedyne co robili, to rzucali z dystansu i to często na siłę przez ręce. Pochwalę tu naszą kadrę, bo byliśmy bardzo solidni w obronie. Zagraliśmy twardo i z dużą agresją.
Jeszcze jeden element zasługuje na pochwałę.
Jaki?
- W pierwszym meczu martwiący był fakt, że graliśmy tylko przez Janusza Loydowskiego (Jordan Loyd - przy. red.) i Mateusza Ponitkę. Później była wielka dziura.
W niedzielę było z tym dużo lepiej. Znokautowaliśmy rywali już w pierwszej kwarcie i później zaczął się festiwal zespołowości. Każdy dorzucił swoją cegiełkę do zwycięstwa. Ławka dała dużo więcej niż w poprzednim spotkaniu. Taką grę chciałoby się oglądać w każdym meczu.
Nie ukrywam, że bardzo spodobała mi się gra Kuby Urbaniaka. Nie widziałem tego chłopaka wcześniej. Widać, że jest dobrze przygotowany do gry pod kątem fizycznym. Jego atletyzm i mobilność mogą być bardzo przydatne dla zespołu.
Bardzo mnie również cieszy postawa Andrzeja Pluty jr. Jest agresywny na boisku, atakuje w akcjach pick&roll, potrafi dobrze czytać grę. Przyjemnie patrzy się na jego rzuty. Jego firmowym zagraniem jest step-back, który daje mu ogromną przewagę. Uważam, że takiego właśnie gracza będziemy potrzebowali na MŚ 2027 w Katarze. To scorer, który może przejąć rolę go-to guya.
Powiedziałeś na początku: "czapki z głów przed trenerem Igorem Miliciciem". Czym ci tak zaimponował selekcjoner polskiej kadry?
- Stworzył kapitalną drużynę. To charakterna grupa ludzi, która chce wygrywać za wszelką cenę. Czapki z głów, bo my w kadrze nie mamy zawodników, którzy regularnie grają w Eurolidze. Tylko Jordan Loyd jest takim graczem. Mateusz Ponitka gra w EuroCup, a Aleksander Balcerowski w Lidze Mistrzów. Do tego dochodzi Dominik Olejniczak.
Stworzyć taki zespół z zawodników, którzy w większość grają w ORLEN Basket Lidze, to jest nie lada wyczyn. Kadra ma swój styl, takie konkretne DNA.
Wielokrotnie broniłem trenera Igora Milicicia. To było 1-2 lata temu przed EuroBasketem, gdy inni nawoływali do tego, by go zwolnić. Pamiętam, że mówiłem tym ludziom: "kogo wy chcecie zatrudnić w jego miejsce?". To bardzo dobry trener, który wykonuje fenomenalną pracę. Zasługuje na duże słowa uznania.
Przejdźmy do tematu Jeremy'ego Sochana w NBA, który od niedawna jest graczem New York Knicks. Słuchałem podcastu "Post Prime", w którym mówiłeś, że jesteś sceptycznie nastawiony do przyszłości Jeremy'ego Sochana w NBA. Twój scenariusz w kontekście jego minut w Knicks niestety się ziścił. Polak nie odgrywa w zespole - mówiąc delikatnie - dużej roli.
- Tak, to prawda. Przewidywałem taki scenariusz. Nie chcę wyjść na zarozumiałego buca, ale byłem w tej lidze bardzo długo i wiem, jak działają schematy w NBA. Jeżeli zawodnik wybrany z 9. numerem draftu NBA traci miejsce w składzie po 2-3 sezonach pokazuje, że niestety miałem rację. On musi przede wszystkim rozwinąć rzut. Jak tego nie zrobi, to trudno oczekiwać, by trenerzy mocniej na niego stawiali. Uważam, że bycie tylko zawodnikiem atletycznym, dobrze grającym w obronie nie wystarczy do tego, żeby w tej lidze zaistnieć na dłużej.
Jeremy musimy konsekwentnie dorzucać do swojego arsenału ofensywnego nowe rzeczy, jeśli chce być atrakcyjnym graczem dla klubów NBA.
Opowiadanie dzisiaj takich dyrdymałów, że Jeremy nie dostał szansy pokazania się, mija się z prawdą. To są wręcz idiotyczne stwierdzenia. Inaczej nie potrafię tego nazwać. Przecież on w pierwszych dwóch sezonach w NBA dostawał po 20-30 minut. To jak można mówić o brak szans? Ludzie, opamiętajcie się!
Co w takim razie ja miałem powiedzieć, gdy w pierwszych dwóch sezonach w ogóle praktycznie parkietu nie powąchałem? Nawet w koszulce nie byłem przebrany na rozgrzewce. Gdy dostawałem po 5-6 minut, to gryzłem parkiet.
Jak z perspektywy czasu patrzysz na wybór Knicks?
- Powtarza się, że 10 zespołów wyraziło nim zainteresowanie. Szczerze mówiąc, nie chcę mi się w to wierzyć. Boję się, że była tylko jedna taka ekipa. Myślę, że poniekąd ten temat był pompowany przez jego agenta w mediach. Nie oszukujmy się, ale w trakcie trade-deadline żadna ekipa nie zgłosiła się po Sochana z czymś, co mogłoby zainteresować Spurs.
Uważam, że wybór Knicks był dobry, bo Jeremy będzie mógł także pokazać się w fazie play-off. Drużyna z Nowego Jorku ma potencjał na to, by zagrać w wielkim finale NBA. Kontuzja czy zawieszenie jednego gracza może sprawić, że nagle Jeremy wskoczy do rotacji. To może zmienić postać rzeczy o 180 stopni. To jest coś, co może dać mu więcej szans na to, by utrzymać się w lidze. W play-off wszystko jest możliwe.
W ostatnich dniach furorę w sieci robi nagranie z techniką rzutu Sochana na rozgrzewce przed meczem. Widziałeś ten film?
- Tak. Nie jest to nagranie, które pomaga samemu zawodnikowi, choć on oczywiście nie miał wpływu na jego publikację. Nagrała to osoba, która ma do tego prawo.
Ten rzut nie wyglądał oczywiście najlepiej, ale czy mój wyglądał lepiej? (śmiech). Nie. Mój też był bardzo zniszczony. Różnica była taka, że moje rzuty w większości wpadały. Bo były oddawane regularnie.
Jak widzisz przyszłość Sochana w NBA?
- Rozumiem, że jest wielkie parcie na to, by Jeremy - jako nasz rodak - został w NBA, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Pewnych rzeczy mu po prostu brakuje, by zaistnieć w tej lidze. Ma przed sobą końcówkę sezonu w barwach Knicks. Uważam, że będzie miał bardzo ciężko, by przekonać do siebie nie tylko władze Knicks, ale także innych klubów. Musi wspiąć się na wyżyny w najbliższych tygodniach, by zmienić swoje położenie w tej lidze.
Boję się, że to mogą być jego ostatnie miesiące nie tylko w Nowym Jorku, ale w całej NBA. Jednak ta liga jest nieobliczalna i czasami sytuacja zmienia się z dnia na dzień. Tak było w moim przypadku, gdy Howard uderzył łokciem w twarz Dalemberta i ja wskoczyłem w jego miejsce do składu. Zrobiłem double-double i nagle optyka zmieniła się całkowicie.
Życzę oczywiście Jeremy'emu, by złapał angaż w NBA na dłużej, ale uważam, że jako 9. pick draftu będzie mu o to bardzo ciężko. Będzie musiał pokazać coś, czego do tej pory nie robił. Musi być regularny po obu stronach parkietu. Ważny jest też powrót pod kątem fizycznym do wersji prezentowanej na początku pobytu w NBA.












