Igor Milicić ujawnia kulisy pracy w Grecji. Mówi o sytuacji Sochana
- Władze Arisu poinformowały mnie, że mimo ważnego kontraktu, rozmawiają z innym trenerem, Vassilisem Spanoulisem, który ostatecznie podpisał umowę. Nie mam do nikogo pretensji i żalu. W Grecji wszystko dzieje się błyskawicznie, białe albo czarne, nigdy nie wiesz, co będzie jutro. Sochan w kadrze na lipcowe mecze? Wszystko jest możliwe, ale wiemy, że ma trudną sytuację w NBA - mówi Igor Milicić, selekcjoner reprezentacji Polski.

Karol Wasiek: Docierają informacje, że pana współpraca z Arisem Saloniki dobiegła końca. Jak do tego doszło? Czy może pan zdradzić coś więcej?
Igor Milicić, selekcjoner reprezentacji Polski: Teoretycznie ta współpraca jeszcze się nie zakończyła, bo nadal mam ważny kontrakt. Natomiast w Grecji rzeczy dzieją się błyskawicznie, tam wszystko wręcz płonie. Wyglądało to tak: w lutym i marcu mieliśmy już ułożony plan. Budżet na samych zawodników na przyszły sezon miał wynosić około 3,8-4 miliony euro. Im bliżej końca rozgrywek, gdy ruszyły play-offy, atmosfera wokół klubu urosła do tego stopnia, że budżet nagle skoczył do granic 8-8,5 miliona euro.
W trakcie turnieju Final Four doszło do kilku sytuacji. Klub zaczął bardzo poważnie rozmawiać z trenerem Vassilisem Spanoulisem, o czym zresztą zostałem lojalnie poinformowany. Trener przedstawił swoje warunki, które zakładały dodatkowe podbicie budżetu o kolejne 50% i ogromne wynagrodzenie dla niego samego. Od tego momentu byłem w zawieszeniu.
Jeśli klub podpisze z nim umowę - sytuacja jest jasna. Jeśli nie - idziemy w projekt z budżetem na poziomie 8 milionów euro i dążymy do szczytu EuroCupu. W poniedziałek dowiedziałem się, że znaleźli porozumienie.
Zadziałała tu też siła wyższa. Nikos Zisis (generalny menedżer Arisu - przyp. red.) to wielki przyjaciel trenera Spanoulisa, są powiązani rodzinie. Z racji tego, że Spanoulis ma dużą rodzinę, wygodniej mu zostać i pracować na miejscu w Grecji, niż ruszać dalej w Europę. Wszystko ułożyło się, powiedzmy, na moją niekorzyść, ale nie mam żadnych wyrzutów sumienia - ani do siebie, ani do nich. Połączyło się dwóch wielkich przyjaciół na najwyższym koszykarskim poziomie. Trudno być na to złym.
Sytuacja jednak dość specyficzna. Mimo ważnej umowy trzeba było czekać na ruchy innych osób. Nie czuł się pan trochę zawieszony w próżni?
- Nie, bo to wszystko rozegrało się bardzo szybko. Od momentu zakończenia Final Four wiedziałem, że sprawa wyjaśni się w ciągu siedmiu dni - albo w jedną, albo w drugą stronę. I to jest w porządku. Tydzień w tę czy w tamtą nie zmienia diametralnie mojej sytuacji, to nie ciągnęło się miesiącami. Mam ważny kontrakt i teraz spokojnie czekam na rozwój wydarzeń i to, jak ostatecznie rozwiążemy tę kwestię.
Czy pojawiają się już zapytania z innych klubów, czy na ten moment skupia się pan wyłącznie na formalnym zakończeniu współpracy w Salonikach?
- Właśnie wracam z Treviso, gdzie zawiozłem syna Teo na obóz Adidas Next Generation Tournament. W weekend będę na miejscu, zamierzam obejrzeć kolejne mecze i w niedzielę usiądę do bezpośrednich rozmów z moim agentem, żeby przeanalizować opcje, które są obecnie na stole.
Zajęliście z Arisem piąte miejsce w lidze greckiej. Jak z perspektywy czasu ocenia pan ten okres? Czego się pan nauczył jako szkoleniowiec w ostatnich miesiącach?
- Ten pobyt miał wiele etapów. Przychodziłem do klubu z wielkimi aspiracjami, który fatalnie rozpoczął sezon. Zespół seryjnie przegrywał spotkania, a w oczy zajrzało widmo walki o utrzymanie. Krok po kroku skonsolidowałem tę drużynę i zaczęliśmy grać zdecydowanie lepszą koszykówkę. Wszyscy wiemy, że mój system obronny i filozofia gry nie są łatwe do wdrożenia - tego nie da się zrobić w jeden wieczór za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
W okolicach stycznia zaczęliśmy grać solidnie, przeprowadzając kolejne zmiany w zespole. W szybkim czasie udało się ustabilizować role w zespole, a ja - jako trener - poznałem lepiej tych chłopaków od strony czysto koszykarskiej, mentalnej i psychicznej. Efekt? Od połowy stycznia do kwietnia wygraliśmy w lidze greckiej dziewięć meczów z rzędu. Najpierw uciekliśmy ze strefy spadkowej, a potem zaczęliśmy realizować ambitniejsze cele. Szóste miejsce gwarantowało mi automatyczne przedłużenie kontraktu na kolejny sezon i ten cel - jako zespół - zrealizowaliśmy już na początku marca.
Mogliśmy skończyć jeszcze wyżej, ale przytrafiła się nieszczęśliwa przerwa, potem przekładanie spotkań z różnych przyczyn - pod tym względem Grecja jest szalona. Ostatecznie skończyliśmy na piątym miejscu, co jest bardzo solidnym wynikiem. W play-offach powalczyliśmy z AEK-iem. Wszystkie mecze były na styku, oprócz tego w Salonikach, gdzie kontrolowaliśmy wynik i wygraliśmy dość pewnie. Ostatnie starcie przegraliśmy w dziwnych okolicznościach, i to bez kluczowego środkowego, Kostasa Antetokoúnmpo, który przyszedł do nas w trakcie sezonu z Olympiakosu. Piąte miejsce i bycie o krok od półfinału to dla Arisu to bardzo solidny wynik, zwłaszcza że przejąłem stery w trakcie sezonu. Pod tym względem sezon był bardzo udany.
W EuroCupie z kolei walczyliśmy do ostatniej kolejki, przegrywając kluczowy mecz o awans w Rumunii z Cluj. Tam graliśmy z marszu - w trybie dwóch spotkań w tygodniu trudno było wyegzekwować od zespołu dokładnie to, na czym mi zależało. Ten profil drużyny potrzebował po prostu więcej czasu na trening, żeby wszystko dobrze się zazębiło.
Podsumowując: szalony sezon, ogromne oczekiwania kibiców, a możliwości finansowe - jak na ligę grecką i EuroCup - były dość skromne. Dodam tylko, że Panionios, który grał w EuroCupie miał niemal dwukrotnie większy budżet niż my, spadł z ligi greckiej. Wyjeżdżam z Salonik zadowolony i bogatszy o ogromne, unikalne doświadczenia.
Mówi się, że grecki klimat jest bardzo specyficzny. Myślę, że ma z tego okresu wiele ciekawych opowieści…
- O tak, o tym mógłbym napisać dobrą książkę! Tam wszystko jest białe lub czarne, nigdy nie wiesz, na czym stoisz. Niech najlepszym dowodem będzie fakt, że Aris między sezonem regularnym a play-offami miał 20 dni przerwy. Albo PAOK między pierwszą a drugą rundą - 24 dni wolnego.
Mecze są przekładane z powodów bezpieczeństwa, bo gospodarz nie jest w stanie zagwarantować ochrony drużynie przyjezdnej. Albo rezygnuje się z grania, bo dach przecieka i woda kapie na parkiet. Jako trener spotykasz sytuacje, z którymi nigdy wcześniej nie miałeś do czynienia. Musisz się błyskawicznie dostosować i tak nastawić zespół, żeby w tych warunkach funkcjonował na maksa. To szalenie trudne.
Z drugiej strony - w Grecji panuje gigantyczna miłość do koszykówki. Na każdym kroku czujesz energię kibiców Arisu. I to bez agresji - nie miałem żadnych problemów z kibicami PAOK-u czy Iraklisu, choć to przecież odwieczni rywale z Salonik. Koszykówką żyje tam każda restauracja, winiarnia czy sklep. Idziesz kupić wodę i sprzedawca doskonale wie, z jakiego jesteś klubu, zaczyna się dyskusja, komu kibicują, jak widzą szanse. Na pewno nie było nudno.
Przejdźmy do tematów reprezentacyjnych. Ogłosił pan szeroką listę, na której jest Jeremy Sochan. Czy ma pan z nim bezpośredni kontakt? Czy przyjedzie na lipcowe zgrupowanie?
- Zdajemy sobie sprawę, że Jeremy ma trudną sytuację w NBA. Bardzo mocno będziemy monitorować jego sytuację po zakończeniu sezonu. Będą toczyły się rozmowy. Na ten moment zostawiamy opcje otwarte w każdą stronę. Jeśli chodzi o samą listę, powołaliśmy aż 32 zawodników, żeby mieć znacznie szerszy wachlarz możliwości niż ostatnio. Podczas poprzedniego okienka znaleźliśmy się w niezwykle trudnym położeniu, gdy czterech graczy z tej samej pozycji wypadło z powodu kontuzji.
Wtedy w trybie awaryjnym kapitalnie pomógł nam Mikołaj Witliński - w trudnych okolicznościach dla nas, ale i specyficznych dla niego, bo zawodnik był na wakacjach. Teraz postanowiliśmy się zabezpieczyć na wypadek urazów, również w kontekście naszych zawodników naturalizowanych. Stąd tak liczne grono na szerokiej liście.







![Piłka nie chciała spaść. Najdłuższe wymiany meczu Polska - Brazylia [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2C52O3ERO17U-C401.webp)



![Semeniuk błyszczał na parkiecie. Te akcje warto zobaczyć [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2C3Q0AGGUVY7-C401.webp)
