Reklama

Reklama

Grzegorz Bachański: Trenerzy rozbudowali poczucie dumy z występów w kadrze

- Oprócz zrealizowania celu cieszy mnie najbardziej, że drużyna, która spotkała się w tym składzie po raz pierwszy, pokazała charakter. Młodzi koszykarze udowodnili, że mają potencjał - powiedział prezes PZKosz. Grzegorz Bachański. Polacy zapewnili sobie awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy z pierwszego miejsca w grupie C.

"Biało-czerwoni" wystąpią ma ME po raz piąty z rzędu.

Reklama

Polacy w grupie C wygrali pięć z sześciu spotkań: dwukrotnie pokonali Niemców uznawanych za faworytów - w Toruniu 68:67 i w Bonn 88:76 oraz Luksemburg - na wyjeździe 113:61 i w Koszalinie 100:64, a także Austrię w Lubinie 90:85 po dogrywce. Temu rywalowi ulegli w Schwechat 81:83.

W tegorocznych eliminacjach zabrakło kilku podstawowych koszykarzy, w tym jedynego Polaka w NBA Marcina Gortata oraz zawodnika mającego największą liczbę rozegranych spotkań spośród aktywnych graczy rozgrywającego Łukasza Koszarka (126 występów). Ich dotychczasowi zmiennicy 20-letni Przemysław Karnowski, jego rówieśnik Mateusz Ponitka czy 24-letni Adam Waczyński pokazali, że są gotowi do rywalizacji na najwyższym poziomie.

"Oprócz zrealizowania celu cieszy mnie najbardziej, że drużyna, która spotkała się w tym składzie po raz pierwszy, pokazała charakter. Młodzi koszykarze udowodnili, że mają potencjał. Czołowi zawodnicy polskiej ekstraklasy: Zamojski, Waczyński, Kulig byli lepsi od gwiazd intensywnie promującej się w ostatnich latach w Europie ligi niemieckiej. Koszykarze, którzy wywalczyli awans do finałów, wykorzystali swoją szansę" - powiedział prezes PZKosz.

Bachański docenia także pracę trenera Mike'a Taylora i jego sztabu szkoleniowego (Paweł Turkiewicz, Krzysztof Szablowski i Wojciech Kamiński - przyp. red) zarówno w sferze taktycznego przygotowania drużyny do spotkań, jak i pracy psychologicznej.

"Jest pod wrażeniem współpracy sztabu szkoleniowego. Trenerzy stworzyli waleczny zespół, zmotywowali maksymalnie zawodników, rozbudowali poczucie dumy z występów w kadrze. Kibice chcą zawsze oglądać w reprezentacji zaangażowanych graczy. Sami koszykarze mówili mi, że taktycznie rywale "rozpracowani" byli jak nigdy dotąd. Mike Taylor potrafi słuchać współpracowników i koszykarzy i modyfikować założenia taktyczne. To cenna cecha amerykańskiego szkoleniowca" - dodał.

Jego zdaniem eliminacje EuroBasketu rządzą się swoimi prawami, a poziom koszykówki na Starym Kontynencie rośnie z roku na rok.

"W eliminacjach zespoły mniej znane na koszykarskiej mapie Europy jak np. Holandia, Islandia, czy Austria rzucają wszystko na jedną szalę, powołują najlepszych zawodników i szukają okazji do sprawienia niespodzianki. I udaje im się to. Islandia okazała się lepsza od Bośni i Hercegowiny, a Holandia od Czarnogóry. To pokazuje jak bardzo poziom się wyrównał. Przypomnę tylko słowa znakomitego trenera Witolda Zagórskiego, który doprowadził Polskę do wicemistrzostwa Europy w 1963 r. Kwalifikacje były jego zdaniem zawsze trudniejsze, szczególnie pod względem psychologicznym, ale i personalnym, od samych mistrzostw. I ja się z tym absolutnie zgadzam" - przyznał prezes.

Kolejnym celem postawionym przed 42-letnim amerykańskim szkoleniowcem, pracującym na co dzień na zapleczu NBA,  w lidze NBDL w drużynie Mainer Red Claws współpracującej z Boston Celtics, jest awans do igrzysk olimpijskich w Brazylii.

"Trener wraz z zespołem wykonał zadanie. Kontynuujemy współpracę. Nasza długofalowa strategia się nie zmienia: w przyszłorocznych mistrzostwach Europy celem będzie wywalczenie awansu do igrzysk olimpijskich w Brazylii lub znalezienie się na takim miejscu, które da nam możliwość gry w dodatkowym turnieju kwalifikacyjnym" - dodał.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje