Reklama

Reklama

Eurobasket 2015. Polska - Bośnia i Hercegowina 68-64

W sobotę polscy koszykarze rozpoczęli walkę w mistrzostwach Europy. Na początek pokonali Bośnię i Hercegowinę 68-64 i bardzo dobrze zainaugurowali turniej!

Co ciekawe, w tym roku Eurobasket odbędzie się aż w pięciu państwach. We Francji, Niemczech, Chorwacji i na Łotwie.

Polacy trafili do grupy A, w której rywalizują z Bośnią i Hercegowiną, Rosją, Francją, Finlandią i Izraelem. Wszystkie mecze fazy grupowej "Biało-czerwoni" rozegrają w Montpellier.

Do kolejnej fazy awansują cztery najlepsze zespoły. Teoretycznie więc, wystarczą dwa zwycięstwa, by cieszyć się z fazy pucharowej.

Pierwsza szansa nadarzyła się już na otwarcie turnieju. Podopieczni Mike'a Taylora byli równorzędnym przeciwnikiem dla Bośniaków. W naszych szeregach największą gwiazdą jest oczywiście Marcin Gortat, który podczas całego turnieju ma być liderem "Biało-czerwonych".

W rozgrywkach wystąpi też AJ Slaughter, naturalizowany Amerykanin, który z Polską nie ma nic wspólnego. Wokół niego przed turniejem zbudowano wiele nieprzychylnych komentarzy.

Pierwsza kwarta była bardzo wyrównana. Gra toczyła się punkt za punkt, a żaden z zespołów nie potrafił zbudować wyraźnej przewagi. Dodatkowo Polacy byli nieskuteczni - mieli ogromne problemy z wykonywaniem rzutów osobistych.

W drugiej "Biało-czerwoni" wyglądali już dużo lepiej. W obronie grali twardo i nie pozwalali Bośniakom na wiele. Dzięki temu w tej części gry stracili tylko 12 punktów i na przerwę schodzili przy prowadzeniu 40-30.

Trzecią kwartę Polacy rozpoczęli od mocnego uderzenia. Byli skuteczni, a znakomicie wyglądała współpraca Damiana Kuliga z Gortatem. Swoje dorzucił też Mateusz Ponitka i prowadziliśmy aż 14 punktami.

Coś jednak złego stało się z koncentracją naszych zawodników, bo w połowie trzeciej kwarty zaczęli doganiać nas Bośniacy, którzy wykorzystywali niemal każdą próbę za trzy punkty. Taylor przeprowadzał zmiany, ale to koszykarze z Bałkanów odrobili straty i przed decydującą kwartą było 58-53 dla Polaków.

W czwartej części oba zespoły miały ogromne problemy ze skutecznością. Na 2,5 minuty do końca meczu obie drużyny zdobyły łącznie osiem punktów, a wciąż utrzymywała się nieduża przewaga Polaków.

Minutę przed końcem Andrija Stipanović - najlepszy z Bośniaków - uderzył Adama Waczyńskiego "bodiczkiem", a Polak miał dwa rzuty osobiste. Wykorzystał tylko jeden, ale wciąż mieliśmy pięć punktów przewagi. Chwilę potem Bośniacy znów trafili za dwa i niebezpiecznie zbliżyli się do "Biało-czerwonych".

Polacy zafundowali kibicom huśtawkę nastrojów w końcówce, bo 13 sekund przed końcem pewnie dwa rzuty osobiste wykorzystał Waczyński, ale Bośniacy odpowiedzieli błyskawicznie rzutem za trzy. Na tablicy czas zatrzymał się na siedmiu sekundach, a Orły miały tylko dwa punkty przewagi!

Bośniacy musieli natychmiast sfaulować, a AJ Slaughter pewnie trafił rzuty osobiste. Koszykarze z Bałkanów czasu mieli już za mało i ostatecznie Polacy wygrali 68-64. Turniej zaczął się więc dla nich bardzo dobrze!

W niedzielę o godz. 15 Polacy zmierzą się z Rosjanami.

Reklama

Polska - Bośnia i Hercegowina 68-64 (16:18, 24:12, 18:23, 10:11)

W "polskiej" grupie o godz. 17.30 Izrael zmierzy się z Rosją, a o godz. 21 Francja z Finlandią.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje