El. MŚ koszykarzy. Mike Taylor: Chcemy dokonać czegoś wielkiego

Polscy koszykarze stoją przed historyczną szansą wywalczenia drugiego w dziejach i pierwszego od 1967 roku awansu do mistrzostw świata. "Chcę, żeby nasza grupa została zapamiętana jako ta, która dokonała czegoś wielkiego" – powiedział trener kadry Mike Taylor.

Czy czuje pan dreszczyk emocji przed ostatnim "okienkiem" eliminacji mistrzostw świata? Polski zespół potrzebuje jednego zwycięstwa w dwóch meczach, by cieszyć się z awansu.

Mike Taylor (trener reprezentacji Polski koszykarzy): Myślę o tym, co się stanie za kilka dni w zasadzie od grudniowego zwycięstwa nad Włochami, bo to ono sprawiło, że mamy taką szansę. Chcę podkreślić, że pracowaliśmy naprawdę ciężko przez dwa lata, by być w tym miejscu, w którym obecnie jesteśmy. Dostawałem i dostaję wiele pozytywnych wiadomości, telefonów od moich kolegów i znajomych z różnych krajów, którzy cieszą się, że mamy szansę na zrobienie czegoś dużego dla polskiej koszykówki...

Czym dla pana osobiście byłby sukces w postaci dopiero drugiego w historii polskiej męskiej koszykówki awansu na mundial?

Reklama

- Wierzę po prostu, że to jest nasz czas. Czas na osiągnięcie czegoś fantastycznego. Nie liczę się ja, ale zespół. Chcę, aby tacy zawodnicy, jak np. Adam Waczyński, Mateusz Ponitka, Maciek Lampe, Łukasz Koszarek, Adam Hrycaniuk czy inni i cały sztab szkoleniowy zostali zapamiętani jako grupa, która dokonała czegoś wielkiego dla polskiej koszykówki.

Ostatnimi rywalami "Biało-Czerwonych" w grupie będą w piątek Chorwacja na wyjeździe, a trzy dni później w Ergo Arenie Holandia. Polska ma bilans 6-4, Chorwacja 4-6, a Holandia 3-7 i nie liczy się już w walce o awans. Ekipę z Bałkanów, mającą w składzie graczy NBA, których jednak teraz zabraknie, pana drużyna pokonała w pierwszym meczu 79:74...

- Mamy plan, którego trzymamy się od początku - liczy się najbliższy mecz, tylko na nim się koncentrujemy. Nie myślimy jeszcze o Holandii, lecz chcemy dać z siebie wszystko w spotkaniu z rywalem, który ma tak wspaniałą koszykarską tradycję. Czujemy oczywiście presję przed meczem w Varażdinie, ale jestem pewien, że razem, jako zespół, podejmiemy wyzwanie. Każdy pojedynek jest inny, więc nie ma co patrzeć na skład rywali...

A polska drużyna z Koszarkiem, Lampem, Ponitką, Waczyńskim, Slaughterem to najsilniejszy obecnie skład?

- To najsilniejsze zestawienie, bo wszyscy powołani oraz cały sztab kadry grają dla niej sercem. Jesteśmy ze sobą od sześciu lat. To czas, w którym zebrane doświadczenia procentują i przynoszą efekt. Nigdy nie zamykamy przed nikim drzwi do reprezentacji, ale ci, którzy zostali powołani, to na tę chwilę najlepsi polscy zawodnicy. Personalnie mamy maksimum tego, co możemy mieć.

Jakie zmiany szykuje pan w taktyce na obydwa mecze, bo Chorwacja i Holandia to dwa różne style gry...

- Nie chcę zdradzać szczegółów, ale skupiamy się na tym, by być jak najlepiej przygotowanym na obydwu rywali, których obserwujemy przecież od początku tej fazy eliminacji. Specyfiką kwalifikacji jest to, że zmieniają się składy w każdym okienku, można więc przewidywać jakieś tendencje na podstawie obserwacji ruchów trenerów rywali.

Powołał pan do wąskiego składu na zgrupowanie w Warszawie 14, a nie jak wcześniej 12 zawodników. Kiedy zawęzi pan wybór do meczowej dwunastki?

- Chcemy uchronić zespół przed nieoczekiwanymi sytuacjami, stąd większa grupa na zgrupowaniu. Decyzję podejmę wraz ze sztabem w środę. Oczywiście będziemy elastyczni i może się zdarzyć tak, że po spotkaniu w Chorwacji dokonamy jeszcze korekt, choć teraz nie zakładam takiego wariantu.

Gdyby pan miał wskazać najważniejszy moment obydwu faz eliminacji, to...

- Tylko jeden? Niemożliwe. Było ich wiele. Myślę, że w tym kontekście łatwo wymienić właśnie mecz u siebie z Chorwacją jako klucz, ale to nie jedyna przełomowa chwila. Takimi dającymi do myślenia spotkaniami były też porażki - z Litwą u siebie i na wyjeździe z Włochami. Po nich podjęliśmy pewne decyzje personalne i skupiliśmy się na tych zawodnikach, którym naprawdę zależy na grze w kadrze. Rozmowy spowodowały, że zobaczyliśmy skupiony i zjednoczony zespół. Jestem bardzo dumny z tej drużyny.

Czy czuje pan przed decydującymi meczami kwalifikacji narastającą presję ze strony federacji, kibiców, samych graczy?

- Czuję wsparcie federacji. Gdyby nie ono, nie bylibyśmy w tym miejscu. Wyznaję zasadę, że mówi się o presji, gdy nie jest się przygotowanym. Gdy jesteś przygotowany, to wtedy mówimy o szansie. Przed taką stoi ta reprezentacja, więc nie mówmy o presji, ciśnieniu, tylko o pozytywnej, budującej szansie na awans, szansie na dokonanie wspólnie czegoś wielkiego dla polskiej koszykówki. Jesteśmy na to gotowi!

Rozmawiała: Olga Miriam Przybyłowicz


Dowiedz się więcej na temat: Mike Taylor | koszykarska reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje