Reklama

Reklama

​El. ME koszykarzy. Tomasz Jankowski: Powinniśmy wygrać dwa mecze

Reprezentacja Polski koszykarzy jest - zdaniem byłego kapitana zespołu narodowego Tomasza Jankowskiego - faworytem w spotkaniach przeciwko Rumunii i Izraelowi w eliminacjach mistrzostw Europy, które odbędą się w Walencji. “Powinniśmy te mecze wygrać" - powiedział PAP.

 

Reklama

Polska zmierzy się w turniejowej "bańce" w Walencji (taką formułę FIBA wybrała ze względu na pandemię Covid-19) w sobotę z Rumunią, a dwa dni później z Izraelem. Obydwa mecze odbędą się bez udziału publiczności. Z Izraelem polska drużyna przegrała w lutym w Gliwicach 71:75, więc mecz jest bardzo ważny dla biało-czerwonych.

“Nie sądzę, by z pokonaniem Rumunii były problemy. Mecz z Izraelem będzie inny, ale przyznam, że nie analizowałem dokładnie składu zespołu rywali. Uważam, że obydwa spotkania powinniśmy wygrać" - powiedział 61-krotny reprezentant kraju.

Jankowski, obecnie komentator telewizyjny meczów koszykówki, ma ze spotkań z Rumunią w eliminacjach ME 1999 dobre wspomnienia. W pojedynku rozegranym 2 grudnia 1998 r. w Tarnowie, wygranym 91:64, był nie tylko najskuteczniejszym zawodnikiem biało-czerwonych, ale uzyskał rekord w reprezentacyjnej karierze - miał double-double 30 pkt i 11 zbiórek.

“Pamiętam mecz, bo to był mój rekord punktowy w kadrze. Rumuni zawsze mieli dobrych podkoszowych, za moich czasów byli to Constatntin Popa oraz Gheorghe Muresan, choć w tym meczu akurat nie zagrali" - dodał.

Drugim strzelcem tamtego meczu był śp. Adam Wójcik (18), a trzecim Maciej Zieliński (16). Wysokie zwycięstwo nie zmieniło sytuacji polskiej drużyny w grupie - na awans na ME nie było już szans po wcześniejszych porażkach m.in. z Węgrami i Macedonią. Po meczu w Tarnowie do dymisji podał się trener Eugeniusz Kijewski, pod wodzą którego biało-czerwoni zajęli siódme miejsce na ME w 1997 r. w Hiszpanii.

Jankowskiemu mecze z Rumunią kojarzą się też z długą podróżą pociągiem, aspiryną i... karaluchami w hotelu.

“To było znacznie wcześniej, w czasach młodzieżowych. Pamiętam, że jechaliśmy na mecze do Rumunii pociągiem, kilkanaście godzin. Na sprzedaż wieźliśmy aspirynę, bo to był wówczas towar chodliwy w Rumunii. W hotelu przywitały nas hordy karaluchów. To były takie czasy" - dodał zawodnik, który podczas jednego z meczów el. ME 1991, z Portugalią we Wrocławiu, tak nieszczęśliwie zahaczył ręką o obręcz przy wsadzie piłki do kosza, że stracił kawałek palca lewej dłoni.

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Jankowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje