Reklama

Reklama

El. ME koszykarzy. Arena Gliwice całkiem inna niż przed rokiem

20 lutego 2020 polscy koszykarze grali z Izraelem w Arenie Gliwice w obecności ponad 12 tysięcy kibiców. Rok później otoczka meczu eliminacji mistrzostw Europy była całkiem inna - bez kibiców i w ostrym reżimie sanitarnym z powodu pandemii COVID-19.

Tamtym spotkaniem, przegranym 71:75, biało-czerwoni rozpoczęli walkę o awans do Eurobasketu. O groźbie pandemii w Europie jeszcze się niewiele mówiło, a hala tętniła dopingiem. Padł rekord frekwencji - 12 043 osoby - na meczu reprezentacji Polski; poprzedni z 2009 roku z łódzkiej Atlas Areny wynosił 10 100.

W piątkowy wieczór było zupełnie inaczej. Hala z zewnątrz sprawiała wrażenie zamkniętej. Z racji braku klientów nie było żadnych stoisk z gadżetami czy cateringiem, puste były parkingi.

Na trybunach zasiadła - na wyznaczonych miejscach - garstka dziennikarzy i fotoreporterów, którzy zdjęcia mogli robić tylko z daleka, a nie z poziomu parkietu. Przy wejściach - zarówno z zewnątrz, jak i do poszczególnych pomieszczeń - zainstalowano dozowniki z płynem dezynfekującym.

Przedstawiciele mediów dostali papierowe torebki z jednoazowymi kubkami na kawę czy herbatę i dwoma butelkami wody mineralnej. Każdy musiał sobie sam zapiąć na nadgarstku wejściówkę-opaskę, co nie wszystkim poszło łatwo.

Spiker prowadził zawody tak, jakby trybuny były pełne. Przedstawił zawodników, poprosił zebranych o powstanie przed odegraniem hymnów. Zapowiedział, że zacznie się "wielki show", a potem na bieżąco podawał informacje o zdobywcach punktów, zmianach, faulach.

Reklamy sponsorów wyświetlane były na telebimie podwieszonym pod sklepieniem hali.

Zawodnicy rezerwowi i członkowie sztabu szkoleniowego zajmowali oddalone od siebie krzesła. Na stolikach mieli do dyspozycji płyn dezynfekujący, podobnie wyposażony był stolik sędziowski. Prowadzący spotkanie arbitrzy korzystali z dozowników podczas przerw między kwartami.

Siedzący za koszami chłopcy gotowi do wycierania parkietu mieli założone maseczki i gumowe rękawiczki, ale... "interweniować" nie musieli.

Mimo braku kibiców gra nie toczyła się w ciszy. Organizatorzy zadbali o zwyczajową, czyli głośną oprawę muzyczną, a w trakcie akcji słychać było z głośników delikatny szum wirtualnej widowni, przez który przebijały się okrzyki zawodników i trenerów. Nie było za to tradycyjnych występów cheerleaderek podczas przerw.

Spotkanie dostarczyło mnóstwa emocji. Jego losy rozstrzygnęła ostatnia akcja. Przy stanie 88:88 Fran Guerra 0,6 sekundy przed końcem wykorzystał jeden rzut wolny i dał Hiszpanom zwycięstwo.

Po końcowej syrenie zawodnicy obu zespołów podziękowali sobie podaniem ręki za mecz, a potem goście w tanecznym kółeczku fetowali wygraną.

Awans do przełożonych na 2022 rok mistrzostw Europy zapewniły sobie wcześniej obie drużyny, podobnie jak także grający w Gliwicach Izreal. W niedzielę także w gliwickiej "bańce" biało-czerwoni zakończą kwalifikacje spotkaniem z najsłabszą w grupie Rumunią.

Piotr Girczys

Dowiedz się więcej na temat: Arena Gliwice

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje