Awans reprezentacji Polski w wielkim stylu. Biało-czerwoni zdominowali rywali
W piątek Jordan Loyd i Mateusz Ponitka poprowadzili zespół do wygranej z Łotwą i zdobyli dla Polski aż 64 z 84 punktów. W rewanżu w Gdyni zobaczyliśmy popis zespołowej gry Biało-czerwonych w obronie i ataku. Punktowali niemal wszyscy koszykarze, a podopieczni trenera Igora Milicicia wygrali 92:72 i już zapewnili sobie awans do drugiej fazy kwalifikacji do mistrzostw świata.

Z polską kadrą koszykarzy nie sposób się nudzić. Rzadko kiedy spotkania są nudne i jednostronne. Zwykle kończą się ogromnymi emocjami i nerwową końcówką. Tak było pół roku temu podczas mistrzostw Europy. Tak jest też teraz w trakcie kwalifikacji do mistrzostw świata.
W meczu z Holandią przegrywali 21 punktami w ostatniej kwarcie, ale odrobili straty i wygrali. W piątek w Rydze to oni w czwartej części prowadzili z Łotyszami 76:67, by roztrwonić przewagę. Uratował ich rzutem w ostatniej sekundzie Jordan Loyd.
50 godzin później rozpoczęli rewanż z Łotwą. W innym meczu naszej grupy Holandia niespodziewanie uległa Austrii i wygrana zapewniłaby Biało-czerwonym awans do kolejnej rundy kwalifikacji do mistrzostw świata w Katarze.
Początek był po myśli Biało-czerwonych. Łotysze skończyli tylko jedną na siedem akcji, gospodarze byli dużo bardziej skuteczni. W czwartej minucie wygrywali 10:2 i trener rywali zarządził czas. Niewiele to pomogło, bo przewaga się utrzymywała. Mało tego po akcji Przemysława Żołnierewicza było 16:6.
W końcu zdobywanie punktów rozkładało się na większą liczbę zawodników. W Rydze głównie trafiali Loyd i Mateusz Ponitka, a teraz w pierwszej kwarcie punktowało już siedmiu polskich koszykarzy. W końcówce Łotysze przypomnieli o swojej mocnej broni i dwa razy trafili z dystansu (23:16).
Początek drugiej części była już bardziej wyrównany. Obie drużyny twardo grały w obronie i trafianie do kosza przychodziło z trudem. Polacy nadal wykorzystywali więcej opcji do zdobywania punktów. I zaczęli uciekać rywalom - po akcji 2+1 Loyda było 34:21.
Szybkie pięć punktów rywali sprawiło, że trener Igor Milicić poprosił o czas. Goście zaczęli coraz częściej trafiać za trzy, ale Polacy utrzymywali dystans. Pojawił się jednak problem, bo Ponitka złapał trzeci faul. Na szczęście w zdobywaniu punktów zastąpił go koledzy - m. in. Żołnierewicz i Dominik Olejniczak. Po wsadzie środkowego Polacy wygrywali 47:33. A tuż przed przerwą przewaga wzrosła do 18 punktów.
Po zmianie stron Biało-czerwoni nie pozwalali rywalom zmniejszać dystansu. Twarda gra w obronie zdawała egzamin. Polacy nie spieszyli się i starali się długo rozgrywać akcje. W efekcie po pięciu minutach trzeciej kwarty obie drużyny zdobyły w sumie tylko 12 punktów.
W ostatnich minutach trzeciej kwarty po akcji 2+1 Michała Sokołowskiego przewaga osiągnęła 19 punktów. Za chwilę nerwy puściły trenerowi Łotyszy i Sito Alonso został ukarany przewinieniem technicznym. Ręka nie zadrżała Sokołowskiemu i było już 70:49. W końcówce goście zdobyli jednak pięć punktów z rzędu i jeszcze wygranej nie można było świętować.
I Łotysze wzięli się do roboty. Wystarczyło 80 sekund czwartej kawarty i przewaga zmalała do 12 punktów. Trener Milicić wziął czas. Jego zawodnicy zaczęli popełniać proste błędy, nawet przy wprowadzaniu piłki zza linii końcowej. Szybko wzięli się w garść i zaczęli grać mądrze. W 35. minucie Polacy prowadzili 75:61. Dwie minuty przewd końcem goście zmniejszyli straty do 12 punktów i jeszcze selekcjoner poprosił o czas. Wygrana była jednak niezagrożona.
Polska - Łotwa 92:72 (23:16, 31:20, 16:18, 22:18)
Polska: Loyd 21, Sokołowski 20, Olejniczak 14, Ponitka 9, Łączyński 3 oraz Witliński 2, Pluta 6, Żołnierewicz 7, Zyskowski, Garbacz 3, Urbaniak 7.













