Reklama

Reklama

Unia-Wisła Paged - Anwil Włocławek 78 : 84

Punkty: Unia-Wisła: Michael Ansley 20, Brandun Hughes 18, Mujo Tulikovic 16, Aleksandar Avlijas 15, Piotr Szybilski 5, Łukasz Seweryn 2, Wojciech Żurawski 2 Anwil: Armands Skele 19, Dusan Bocevski 15, Gatis Jahovics 13, Sharone Wright 11, Vladimir Krstic 8, Tomas Nagys 7, Donatas Zavackas 6, Janis Blums 5, Robert Witka 0

Unia-Wisła Paged - Anwil Włocławek 78:84 (17:17, 20:25, 24:22, 17:20).

Koszykarze Unii/Wisły Paged po raz pierwszy w tym sezonie przegrali mecz w Krakowie. Ulegli samym mistrzom Polski, Anwilowi Włocławek, ale po zaciętej i wyrównanej grze. Było to ciekawe i stojące na dobrym poziomie spotkanie. Nieznacznie lepszym zespołem okazali się goście i zasłużenie wygrali.

Gospodarze rozpoczęli spotkanie nerwowo, kilka razu pudłując, a pierwsze punkty zdobyli dopiero w czwartej minucie, gdy już przegrywali 0:4. W zespole Unii/Wisły znalazł się w składzie Brandun Hughes, chociaż zapowiadano, że wskutek skręcenia nogi będzie pauzował. Natomiast w Anwilu zabrakło Gintarasa Kadziulisa, który jest kontuzjowany.

Reklama

Pierwsza kwarta była wyrównana. Raz jedna, raz druga drużyna obejmowała prowadzenie, ale żadna nie mogła zdobyć wyraźnej przewagi punktowej. Sporo było twardej walki pod koszami, natomiast wiele do życzenia pozostawiała skuteczność koszykarzy obydwu drużyn. W 9. min. prowadzili gospodarze, w chwilę potem goście, a kwarta zakończyła się sprawiedliwym remisem.

W drugiej kwarcie nadal trwała zacięta walka. Dużo było przepychanek i fauli pod koszami. W zespole Unii/Wisły słabo spisywał się Brandun Hughes, który miał kilkudniową przerwę w treningach z powodu kontuzji. Gospodarze popełniali zbyt wiele błędów, co natychmiast wykorzystywali koszykarze Anwilu, którzy w 14. minucie prowadzili już 30:22. Unia/Wisła walczyła ambitnie i systematycznie odrabiała straty, przegrywając w 16. minucie tylko jednym punktem.

Krakowsko-tarnowska drużyna grała jednak nierówno. Po dobrym okresie gry miała przestoje. Włocławianie, mający bardziej wyrównany skład od krakowian, wykorzystywali każde potknięcie rywala i drugą kwartę wygrali pięcioma punktami.

W trzeciej kwarcie koncert gry dał wreszcie Brandun Hughes, który brylował na parkiecie. Rywale nie byli w stanie go powstrzymać. Znakomicie rozgrywał piłkę i celnie rzucał. Miał wsparcie przede wszystkim w Aleksandarze Avlijasie. Ta dwójka zawodników spowodowała, że gospodarze odrobili straty i w 29. min prowadzili 61:56. Ale w końcówce zagrali słabo i szybko stracili przewagę. W ostatnie sekundzie tej kwarty krakowian dobił Gatis Jahovics rzutem za trzy punkty i Anwil wyszedł znów na prowadzenie.

W ostatniej kwarcie krakowianie opadli z sił. Popełniali wskutek tego zbyt wiele błędów, które zadecydowały o końcowym wyniku. Dwukrotnie w niegroźnych sytuacjach piłki stracili Brandun Hughes i Aleksandar Avlijas, a włocławianie natychmiast wykorzystali te prezenty, zwiększając przewagę. W tej kwarcie

Unia/Wisła prowadziła tylko raz. Cały czas starała się odrobić punktowe straty, ale rywal nie pozwolił sobie odebrać zwycięstwa.

W zespole Anwilu najlepiej zagrali Armands Skele - który w decydujących momentach meczu wykazał zimną krew, celnie rzucając, a ponadto potrafił poderwać kolegów do walki - skutecznie walczący w obronie Gatis Jahovics oraz Sharone

Wright. W drużynie gospodarzy wszyscy zawodnicy grali nierówno.

Trener Unii/Wisły Mariusz Karol: - Był to mecz wyrównany,zacięty i stał na dobrym poziomie. Dwa nasze szkolne błędy w czwartej kwarcie przesądziły o porażce. Straciliśmy dwie piłki i cztery punkty. Szkoda, że Hughes nie trenował ostatnio z powodu kontuzji. W pierwszej połowie był niewidoczny, dopiero w trzeciej kwarcie się rozegrał. Ale i tak zagrał w sumie znacznie poniżej swych możliwości. Anwil miał lekką przewagę i wygrał zasłużenie.

Trener Anwilu Andrej Urlep: - Wiedzieliśmy, że gospodarze chcą wygrać, by znaleźć się w pierwszej czwórce drużyn po rundzie zasadniczej. I dlatego będą walczyć z determinacją. Tak też było. Moja drużyna zagrała dobrze w obronie i mądrze w ataku. Mieliśmy mało strat, co okazało się bardzo ważne w ostatecznym rozrachunku. Wygraliśmy zasłużenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje