Reklama

Reklama

Polonia Warbud Warszawa - Prokom Trefl Sopot 78 : 75

Punkty: Polonia: Jeff Nordgaard 23, Rolandas Jarutis 19, Eric Elliott 13, Michał Hlebowicki 11, Walter Jeklin 5, Krzysztof Sidor 3, Antonio L Harvey 2, Samir Leric 2 Prokom: Goran Jagodnik 21, Tomas Masiulis 12, Filip Dylewicz 10, Dragan Markovic 10, Travis Conlan 9, Andrzej Pluta 7, Gintaras Einikis 6

Polonia Warbud Warszawa - Prokom Trefl Sopot 78:75 (15:20, 19:24, 22:17, 22:14).

Koszykarze Polonii, mimo przewagi Prokomu przez większą część meczu, nieobecności kontuzjowanego Leszka Karwowskiego i słabej dyspozycji środkowych: Antonio Harveya i Samira Lerica zdołali

pokonać zespół wicemistrza Polski po dramatycznej końcówce. Sopocianie po raz kolejny źle rozegrali taktycznie ostatnie fragmenty meczu na co wpływ miała także nieobecność chorego pierwszego rozgrywającego Litwina Tomasa Pacesasa. Podkreślał to na konferencji trener Prokomu Eugeniusz Kijewski.

Reklama

Po pierwszej, najbardziej wyrównanej kwarcie (pięć remisów) w drugiej części meczu goście szybko uzyskali prowadzenie. Po czterech z rzędu rzutach wolnych Filipa Dylewicza Prokom wygrywał w 13. minucie 30:24. Gospodarze mieli kłopoty w obronie, ale przede wszystkim w ataku. Harvey rzucał z nieprzygotowanych pozycji i niemalże w co drugiej akcji popełniał błąd kroku.

W 15. minucie, po rzucie za trzy punkty Jeffa Nordgaarda, Polonia przegrywała tylko 29:30, ale kolejne pięć minut tej kwarty należało do wicemistrza Polski. Dzięki akcjom najlepszych na parkiecie Filipa Dylewicza i Gorana Jagodnika po 20 minutach Prokom wygrywał 44:34.

Trzecia kwarta toczyła się nadal pod dyktando zespołu z Sopotu, mimo że koszykarze Prokomu mieli fatalną skuteczność w rzutach za trzy punkty (w całym meczu tylko pięć procent - 1/17). Zawodnicy

Prokomu przeważali jednak pod tablicami, grali sporo kontratakiem, a w decydujących akcjach nie zawodzili Jagodnik i amerykański rozgrywający Travis Conlan. To właśnie na początku tej kwarty, po

jednym z kontrataków zakończonych punktami Jagodnika, Prokom uzyskał najwyższe prowadzenie 46:34.

W czwartej kwarcie gospodarze na samym początku zmniejszyli przewagę sopocian do dwóch punków (59:61) po rzucie za trzy punkty Waltera Jeklina. Potem Prokom, mimo że jego zawodnikom kilkakrotnie zdarzyło się zgubić piłkę, prowadził różnicą 6-8 punktów.

Na dwie 2 minuty 27 sekund przed końcem meczu wicemistrzowie Polski wygrywali 74:67. Faulowany przy próbie rzutu za trzy punkty Rolandas Jarutis trafił dwa z trzech rzutów wolnych, a w kolejnej akcji podopieczni trenera Kijewskiego (przez cztery minuty grali bez swojego lidera Słoweńca Jagodnika) popełnili błąd 24 sekund. Na 50 sekund przed końcem goście nie zebrali piłki po niecelnym rzucie rywali, a kosz Michała Hlebowickiego zmniejszył przewagę Prokomu do jednego punktu (73:74). Decydującą o zwycięstwie gospodarzy akcję - rzut za trzy punkty - oddał Jeff Nordgaard na 18 sekund przed końcową syreną. Po jego trafieniu Polonia prowadziła 76:74. Andrzej Pluta pomylił się przy

próbie rzutu zza linii 6,25 m, a wygraną gospodarzy przypieczętował rzutami wolnymi amerykański rozgrywający Eric Elliott. Była to trzecia wygrana polonistów na Torwarze. Tym razem do hali przyszło ponad 4,5 tysiąca kibiców. Prokom przegrał po raz drugi w tym sezonie, drugi raz na wyjeździe.

- Szczęście w końcówce dało nam zwycięstwo w tym niezwykle ważnym meczu - powiedział zadowolony trener Polonii, Wojciech Kamiński. - Cieszę się z wygranej nie tylko dlatego, że to był bardzo istotny mecz, ale także dlatego, że wygraliśmy to spotkanie dla kibiców, których tak wielu przyszło nas dopingować. W zwycięstwie pomogła nam wspaniała atmosfera - dodał szkoleniowiec Polonii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje