Korekta w przerwie, sędziowie zabrali punkt Polkom. Odpowiedź przyszła po chwili
Po raz ostatni reprezentacja Polski grała w kobiecym Eurobaskecie 15 lat temu, później były lata zapaści i niepowodzeń w kluczowych momentach. Czy to się zmieni, jeszcze nie wiadomo. Są jednak pozytywne symptomy, bo przecież w losowaniu pierwszej fazy eliminacji to Słowacja była wyżej od nas notowana. A tymczasem jesienią podopieczne trenera Karola Kowalewskiego wygrały z nią na wyjeździe, pokonały też Rumunię i Cypr. I dziś z kompletem punktów przystępowały do fazy rewanżów. Ta zaś zaczęła się od potyczki w Koszalinie ze Słowacją. I dość jasno pokazała, kto powinien awansować z 1. pozycji.

Dwie dekady temu Polska liczyła się w walce o medale mistrzostw Europy - to były czasy Małgorzaty Dydek, a później Agnieszki Bibrzyckiej w roli liderek kadry. Następczyń tej klasy zawodniczek nie ma, ale trener Karol Kowalewski buduje zespół potrafiący po długiej przerwie w końcu awansować na Eurobasket. A tu droga prowadzi przez dwie fazy eliminacyjne - właśnie zaczęła się druga połowa tej pierwszej.
W swojej grupie Polki rywalizują ze Słowacją, Rumunią i Cyprem. Najwyżej notowana była tu Słowacja, a jednak w listopadzie nasz zespół wygrał z nią w Bratysławie. A później rozbił w Sosnowcu Rumunię i Cypr. Awans do drugiego etapu był już właściwie pewny, dziś w Koszalinie Biało-Czerwone mogły postawić kropkę.
Znów w potyczce ze Słowacją.
Polska - Słowacja w eliminacjach Eurobasketu. Kluczowy mecz w walce o pierwsze miejsce
Pierwsza kwarta była popisem Stephanie Mavungi. Liderka polskiego zespołu zaczęła od trafienia z dystansu, już w pierwszej akcji. I długo nie mieliśmy żadnego innego atutu. W 4. minucie Polska prowadziła 8:6, ale równie dobrze można powiedzieć, że to 31-letnia skrzydłowa prowadziła z rywalkami. Dwa razy trafiła zza łuku, a raz też nadepnęła na linię, więc zaliczono jej dwa punkty. A później dołożyła jeszcze pięć oczek, była bezbłędna, Biało-Czerwone wygrywały 15:13. Jej koleżanki dołożyły tylko trafienie Weroniki Telengi.

Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby nie ta fenomenalna dyspozycja urodzonej w Harare zawodniczki. Szwankowało rozegranie, za dużo było strat i pudeł spod kosza. Słowaczki miały przebłyski, zwłaszcza Terezia Palenikova, ale w ofensywie też niezbyt wiele potrafiły zaproponować. Zwłaszcza że nasz zespół miał przewagę wzrostu, a do tego przyzwoicie bronił.
W końcówce pierwszej kwarty wreszcie było kilka kontr ze strony Polek, na sam koniec świetnie przymierzyła za trzy Liliana Banaszak. To dało prowadzenie 22:17.
I na dobrą sprawę już po drugiej kwarcie Polki powinny być niemal pewne zwycięstwa. Powinny, ale nie były. Żal wszystkich zmarnowanych szans spod kosza, liczba pudeł dobiła pewnie w okolice dziesięciu. Nawet Mavunga dwukrotnie się pomyliła, sama była tym zdegustowana. Trener Karol Kowalewski szukał różnych sposób na Słowaczki - rozrysowywał akcje kończone rzutami z dystansu, wpadł tylko jeden, Klaudii Gertchen. Były akcje po zasłonach, wejścia pod kosz, ale wciąż szwankowała skuteczność. Na szczęście Słowaczki seryjnie pudłowały z rzutów wolnych.
Do szatni oba zespoły udały się przy wyniku 33:26 dla Polski, ale gdy z niej wróciły, na tablicy było 32:26. W przerwie stolik sędziowski jeszcze raz przeanalizował rzut Mavungi zza łuku z pierwszej kwarty - uznano, że jednak skrzydłowa reprezentacji Polski nadepnęła na linię.
A później była już świetna gra Biało-Czerwonych pod koszami, brylowała najwyższa na parkiecie Kamila Borkowska. Trafiała w ataku, ale chyba jeszcze większą frajdę sprawiła jej perfekcyjna "czapa" na Kyrze Lambert.
Nasz zespół uciekł na 10, później na 11 punktów. To przewaga w miarę bezpieczna, ale przecież w pierwszej potyczce w Bratysławie Polki miały już 16 oczek zaliczki, a w końcówce było trochę nerwowo. A teraz też wszystko zaczęło się trochę psuć już pod koniec trzeciej kwarty. Za dużo znów pojawiło się niedokładności w ofesywie, Słowaczki zmniejszyły starty do siedmiu punktów (40:47). A jeszcze miały ostatnią akcję i rzut za trzy na sam koniec. Na szczęście dla nas - niecelny.

Na sześć minut przed końcem Kowalewski musiał prosić o przerwę, przewaga Polek zmniejszyła się do pięciu punktów (54:49). Za dużo znów pojawiło się niedokładności w ataku, ale przecież w drugiej kwarcie było podobnie. Tyle że teraz zagrywki Słowaczek rozbijały polską defensywę, nie wyglądało to dobrze. Sama Borkowska zaś nie wystarczyła pod koszem, wciąż dyspozycji z początku meczu nie potrafiła znaleźć Mavunga.
Na szczęście w końcu znalazła, dwa razy trafiła, w tym drugim przypadku po kapitalnym podaniu Niemojewskiej. Polki odzyskały w miarę bezpieczne prowadzenie (60:51). I w samej końcówce nie było już tak wielkich emocji, na jakie zapowiadało się na początku ostatniej kwarty. Nasz zespół odniósł czwarte zwycięstwo.
W sobotę Polska zagra w Rumunii, a w następny wtorek - na Cyprze. I już trener Kowalewski może szykować się do zdecydowanie ważniejszej drugiej rundy, decydującej o awansie na Eurobasket. Sześć czterozespołowych grup zacznie zmagania w listopadzie - w każdej z nich cieszyć się będą dwie ekipy.
Dokładny zapis relacji na żywo z meczu Polska - Słowacja można znaleźć tutaj.
Polska - Słowacja 63:55
Kwarty: 21:17, 11:9, 15:14, 16:15.
Polska: Mavunga 18 (2x3), Borkowska 13, Gertchen 6 (2x3), Pyka 3 (1x3), Niemojewska oraz Banaszak 9 (1x3), Telenga 8, Wnorowska 4 (1x3), Mielnicka 2, Ulan, Rembiszewska, Wojtala.
Słowacja: Palenikova 14 (2x3), Mistinova 8 (2x3), Dudasova 8 (1x3), Jakubcova 8, Moravcikova 3 (1x3) oraz Mikulasikova 6, Lambert 5, Martiskova 3, Tarkovicova, Buknova, Sedlakova.













