Koncertowa demolka Polek. Trzy razy za trzy w 86 sekund. Ale co się stało później
Trzy dni temu w Bratysławie polskie koszykarki w piękny sposób otworzyły sobie drogę do awansu, pokonały w Bratysławie teoretycznie najgroźniejszą w naszej grupie Słowacją. To zwycięstwo byłoby jednak niewiele warte, gdyby w sobotę w Sosnowcu Biało-Czerwone dały się zaskoczyć Rumunii. Tymczasem nie minęło 90 sekund, a Klaudia Gertchen, pełniąca w tym spotkaniu funkcję kapitana, trzy razy trafiła zza łuku. I Polki popłynęły już dalej na tej entuzjastycznej fali, wygrały drugi mecz w tych eliminacjach. We wtorek zagrają z Cyprem.

20 lat temu polska koszykówka kobieca jeszcze się w Europie liczyła. W klubowych zmaganiach Lotos Gdynia regularnie meldował się w Final Four Ligi Mistrzyń, kadra grała w najważniejszych turniejach. Nawet gdy karierę zakończyła Małgorzata Dydek, to jej rolę przejęła Agnieszka Bibrzycka.
Po raz ostatni Polki grały w finale Eurobasketu w 2015 roku, później próby dostania się do najważniejszej drużyny na kontynencie kończyły się niepowodzeniem. Choć w ostatnim czasie bywało już lepiej, nasz zespół potrafił pokonać dwa lata temu na wyjeździe Belgię, aktualnego wtedy mistrza Europy. I minimalnie przegrać rewanż, co okazało się kluczowe.
Niemniej trener Karol Kowalewski zaczął budować zespół, który teraz dostał nowe oblicze. Już bez koszykarek pochodzących z Poznania, bo Agnieszka Skobel zakończyła karierę, a Weronika Idczak doznała poważnej kontuzji. Na razie Biało-Czerwone mają pewnie awansować do drugiej fazy eliminacji, to powinna być formalność. Kowalewski wymaga jednak koncentracji, nawet w starciach ze słabszymi rywalami.
W czwartek Polki dobrze zaczęły te eliminacje, ograły w Bratysławie Słowację, której również daleko do czasów świetności sprzed kilkunastu lat. Dziś w Sosnowcu podejmowały Rumunię, tu też można było oczekiwać zwycięstwa. Styl i rozmiar przekroczył jednak oczekiwania.
Polska - Rumunia w eliminacjach Eurobasketu. Niewiarygodny początek w Sosnowcu, 86 sekund na miarę NBA
W rankingu FIBA wyżej od Polek są właśnie Słowaczki, ale nasz zespół w czwartek imponował w Bratysławie przez trzy kwarty. Czwarta była gorsza, ale i tak nasza drużyna wygrała 62:55.
Straciła jednak kapitan Julię Niemojewską, która dziś nie znalazła się na ławce, a opaskę od niej przejęła Klaudia Gertchen. Rola rozgrywającej przypadła zaś Aleksandrze Wojtali. I to one były bohaterkami w pierwszej fazie meczu.

Polki wygrały na środku walkę o piłkę, już w piątej sekundzie Wojtala zagrała na obwód do Gertchen, a ta trafiła zza łuku. Minęło 37 sekund, a w drugiej akcji meczu Gertchen powtórzyła ten wyczyn. Mało? No to trzecia "trójka", po 86 sekundach gry. W czwartek skrzydłowa AZS AJP Gorzów nie zdobyła punktu, dziś chwilę po starcie meczu miała ich już dziewięć.
Polki poszły za ciosem, jedyny problem miały z rozgrywającą rywalek. Ale o in został w końcu rozwiązany, a popłoch pod koszem zaczęła siać Liliana Banaszak. To ona wyrwała piłkę rywalce w 8. minucie i pobiegła pod kosz, podwyższyła na 21:8. Trener Rumunii zareagował czasem, ale niewiele mógł zmienić. Różnica była zbyt wyraźna, by można ją było jakoś załatać.
Zwłaszcza że Polki miały wiele atutów, dość szybko mogła usiąść na ławce liderka naszej drużyny Stephanie Mavunga. Może przestały "siedzieć rzuty z dystansu, może i słabsza już była ofensywa polskiej drużyny w drugiej kwarcie, ale prowadzenie ani przez chwilę nie było zagrożona. A wręcz się powiększało. W połowie meczu zespół Kowalewskiego prowadził już 39:15, świetny okres miała Magdalena Szymkiewicz.
A w trzeciej kwarcie jej rolę przejęła Kamila Borkowska, teraz to ona imponowała. I nie tylko rzucała prawą ręką, ale gdy sytuacja wymagała, przerzuciła sobie piłkę na lewą. I też trafiła, na 56:19.

Rumunia trzy dni temu pokonała Cypr, który dziś też "wymęczył" na swoim terenie Słowację. Choć przegrał. W Sosnowcu Polki pokazały, że tę grupę powinny wygrać z kompletem sześciu zwycięstw. A wyzwaniem powinny być dla nich dopiero mecze w drugim etapie, już z udziałem siedmiu europejskich potentatów. Ale i tak o awans powinno być stosunkowo łatwiej niż w poprzednich latach. Zwłaszcza z taką grą.
W końcówce meczu można się było zastanawiać, czy "pęknie" 50 punktów różnicy. Było 81:35 i ponad cztery minuty do syreny. Polki doprowadziły do wyniku 86:37, skończyło się na 86:41.
Minutowy zapis relacji z meczu Polska - Rumunia w Sosnowcu jest dostępny TUTAJ.
Polska - Rumunia 86:41
Kwarty: 26:8, 13:7, 24:10, 23:16.
Polska: Wojtala 2, Makurat 13 (2x3), Gertchen 9 (3x3), Mavunga 2, Telenga 5 oraz Szymkiewicz 12 (1x3), Borkowska 19 (1x3), Ullmann 2, Mielnicka 3, Pyka 3, Banaszak 9 (1x3), Rembiszewska 7 (1x3).
Rumunia: Virjoghe 6, Catinean 4, Armanu 11 (3x3), Irimia 2, Manea 1 oraz Lipovan 3 (1x3), Nan 2, Ghita 4, Orban 1, Ivan 0, Bobar 5 (1x3), Panait 2.















