Ewelina Kobryn: To już koniec, pozostały piękne wspomnienia

"Może to nie zostało oficjalnie ogłoszone, ale to już koniec mojej profesjonalnej gry kariery. Pozostały piękne wspomnienia" - powiedziała w wywiadzie dla PAP Ewelina Kobryn, jedna z najbardziej utytułowanych polskich koszykarek.


36-letnia Kobryn może pochwalić się triumfami we wszystkich najważniejszych rozgrywkach klubowych. W 2014 roku została mistrzynią WNBA z Phoenix Mercury. Rok wcześniej z UMMC Jekaterynburg zwyciężyła w Eurolidze, a ostatnio w kwietniu wraz z Galatasaray Stambuł zdobyła Puchar Europy. Ponadto ma w swoim dorobku cztery tytuły mistrza Polski (jeden z Lotosem Gdynia i trzy z Wisłą CanPack Kraków) oraz dwa mistrzostwa Rosji i jedno Hiszpanii z Salamanką. W 2003 roku wraz z reprezentacją Polski wywalczyła czwarte miejsce w mistrzostwach Europy.

Sezon koszykarski w pełni, a pani nie związała się do tej pory z żadnym klubem. Czy to oznacza koniec kariery?
- Tak. Może to nie zostało oficjalnie ogłoszone, ale to już koniec mojej profesjonalnej gry w koszykówkę.

Jakie były tego powody?
- To była przemyślana decyzja, planowałam ją od ponad roku. Poza tym spodziewam się dziecka, a więc to wszystko się fajnie złożyło.

Koniec kariery skłania do podsumowań. Jak ocenia pani swoje koszykarskie dokonania?
- Wydaje mi się, że dopiero teraz przyjdzie czas na przemyślenia i refleksje. Teraz, tak na gorąco, jeszcze trudno wszystko podsumować. Na pewno jednak trofea, które miałam możliwość wywalczyć z różnymi drużynami i przeżycia z tym związane zostaną we mnie na zawsze. A jest co wspominać.

W rywalizacji klubowej osiągnęła pani praktycznie wszystko, bo były mistrzowskie tytułu w WNBA, Eurolidze, Polsce, Rosji i Hiszpanii oraz Puchar Europy. Niewiele koszykarek na świecie może się pod tym względem z panią równać...
- Na pewno był to dla mnie piękny czas i jak wynika z tej wyliczanki bardzo owocny w sukcesy. Można powiedzieć, że wykorzystałam go w stu procentach. To jednak samo nie przyszło, ale było poparte moją ciężką pracą. Tych tytułów nie wywalczyłabym bez pełnego zaangażowania i skupienia się na koszykówce, a także wsparcia rodziny oraz najbliższych.

Które z tych trofeów ceni pani najbardziej?
- Każdy mistrzowski tytuł był dla mnie bardzo cenny, choć wygranie ligi WNBA z Phoenix Mercury było o tyle ważne, że byłam i jestem do tej pory jedyną Polką, której się to udało. To zostanie w historii. Ale powtarzam - każde mistrzostwo tak samo smakowało, było oblane łzami i dawało wielką radość.

Dzięki mistrzostwu WNBA miała pani okazję wraz z koleżankami z Phoenix Mercury odwiedzić Biały Dom na zaproszenie ówczesnego prezydenta Baracka Obamy.
- To było wielkie wyróżnienie. Co tu dużo mówić - głowa tak wielkiego państwa jak USA zaprasza do siebie. Można było zobaczyć na własne oczy to, co normalnie tylko ogląda się w telewizji czy na filmach.

Jeśli chodzi o karierę klubową, to jest pani w pełni spełniona, ale z reprezentacją nie udało się odnieść znaczącego sukcesu...
- To prawda i ten fakt gdzieś we mnie siedzi i pozostawia uczucie niedosytu. Z drugiej strony dla kadry, w której ja grałam, sukcesem były już same awanse do mistrzostw Europy. Myślę, że nie byłyśmy w stanie osiągnąć więcej.

W Polsce była pani związana z dwoma klubami - Wisłą Kraków i Lotosem Gdynia. To były wtedy bardzo mocne i liczące się w Europie zespoły?
- Jestem wychowanką Wisły i mojej serce jest z tym klubem. Tutaj, dzięki pracy wiślackich trenerów, wkroczyłam w dorosłą koszykówkę. Fajnie, że można było bez wyjeżdżania za granicę spełnić marzenia o grze na wysokim europejskim poziomie. Oczywiście do klubu z Gdyni też mam duży sentyment. Zarówno Lotosowi, jak Wiśle wiele zawdzięczam.

Kariera dobiegła końca, jakie ma pani plany na przyszłość?
- Chcę pozostać przy koszykówce. Jestem w trakcie kursu trenerskiego i chciałabym się kiedyś zająć pracą szkoleniową. Wiadomo, że moja wiedza koszykarska, choć jest bardzo duża, musi zostać usystematyzowana. Teraz jednak skupiam się przede wszystkim na tym, co jest we mnie, żeby ten pierwszy okres, po długich latach kariery, był spokojny, żebym mogła się zrelaksować, aby potem ruszyć do innych wyzwań z +kopyta+.

Komentowała pani w telewizji mecze niedawnych mistrzostw świata koszykarek. Czy wiąże pani z tym jakieś plany?
- Jeśli będzie taka możliwość, to chętnie bym się w tym realizowała. To była dla mnie miła przygoda, ale to jednocześnie naprawdę ciężki kawałek chleba. Trzeba być trochę aktorem, mieć jakiś pomysł na komentarz. Posmakowałam tego i mi się spodobało.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje