Reklama

Reklama

El. ME koszykarek. Żurowska-Cegielska: Iskierka nadziei na przyszłość

Zaangażowanie koszykarek i pomysł trenera Marosa Kovacika na grę reprezentacji to, zdaniem byłej kadrowiczki Justyny Żurowskiej-Cegielskiej, największe pozytywy w postawie drużyny w ostatnim okienku eliminacji mistrzostw Europy w Rydze.

"Biało-Czerwone" sprawiły sensację w pierwszym meczu grupy F w "bańce" w Rydze pokonując faworyta Białoruś 68:56 i przedłużyły szanse na awans na Eurobasket.

"Mecz wyglądał bardzo fajnie. Jak tylko Agnieszka Skobel rzuciła się na parkiet już przy pierwszej piłce, to wiedziałam, że będzie dobrze. W każdym zachowaniu dziewczyn było widać, że chcemy wygrać i jesteśmy pozytywnie nastawione.

- Był zespół, który cieszy się z każdej udanej akcji. Jest zaangażowany trener, który ma pomysł na drużynę. Było też wykonanie założeń taktycznych. Postawa dziewczyn godna podziwu, taka jak powinna być w meczach reprezentacji" - powiedziała PAP trzykrotna mistrzyni Polski, uczestniczka trzech Eurobasketów i dwóch Uniwersjad.

W sobotę Polki zmierzą się z tym rywalem po raz drugi, ale poprzeczka zawieszona jest znacznie wyżej. Białoruś ograła bowiem w czwartek Wielką Brytanię 67:57, co sprawiło, że Polska musi pokonać rywala co najmniej różnicą 28 pkt, by zachować szanse na awans do finałów Eurobasketu - zająć jedno z dwóch pierwszych miejsc w grupie F.

"Wydaje mi się, że koncentracja zawodniczek Białorusi była skupiona na meczu z Wielką Brytanią, o pierwsze miejsce w grupie. W sobotę rywalki zagrają z innym nastawieniem. Jeśli jutro powtórzmy sukces, to będzie on miała inny wymiar i znaczenie. Białoruś to naprawdę dobry zespół. 28 punktów przewagi wydaje się niemożliwe, ale sport jest właśnie przez to piękny, że nieprzewidywalny. Super, że sobotni mecz nie jest tylko o honor, że mamy nadal szanse na wyjście z grupy" - podkreśliła.

Żurowska-Cegielska była najskuteczniejszą koszykarką (20 pkt) w meczu z Białorusią w 2015 r. w el. ME 2017, gdy w Wałbrzychu Polska także sprawiła sensację pokonując faworyta 65:56 dzięki niesamowitej czwartej kwarcie - 19:1. Potem Białoruś wygrał trzy kolejne spotkania w eliminacjach 2017 i 2019.

"Oglądając mecz z odtworzenia, bo jako mama dwójki maluchów nie miałam czasu na śledzenie walki +na żywo+, patrzyłam tylko na fajną grę dziewczyn. Nie wracałam myślą do meczu z Wałbrzychu - to historia. Teraz liczy się tylko przyszłość drużyny. Jest iskierka nadziei, ale przed kadrą dużo pracy, by wejść na koszykarskie salony" - powiedziała.

Była skrzydłowa reprezentacji jest pod wrażeniem gry młodych wysokich zawodniczek.

" Cieszę się, że w reprezentacji pojawiły się dziewczyny, które mają odpowiedni wzrost, a przy tym dobrą motorykę i technikę rzutu. Byłam zachwycona patrząc na nie. Mają potencjał, powinny go wykorzystać. Przed nimi praca nie tylko nad rzemiosłem koszykarskim, ale i poprawieniem fizyczności. Mówiąc krótko jest +baza+, by za kilka lat Polska była mocna pod koszem" - dodała.

Pochodząca z Gryfina zawodniczka, żona byłego żużlowca Krzysztofa Cegielskiego, marzy, by reprezentacja Polski poszła śladem Belgii. Ta drużyna w ostatniej dekadzie zrobiła niesamowity progres awansując o ponad 10 pozycji w rankingu FIBA. Belgia to brązowy medalista ME 2017, czwarta drużyna MŚ 2018, piąta Eurobasketu 2019 i uczestnik turnieju olimpijskiego w Tokio 2021.

"Marzę, by Polska poszła śladem Belgii. Na jej sukcesy złożyła się zespołowa praca całej tamtejszej federacji. To był projekt zbiorowy, czego niestety u nas nie widzę. Mamy jednostki, ale potrzeba systemu. Dziewczyny muszą też grać w dobrych klubach, które walczą na europejskich parkietach. Taką drogę kariery obrała m.in. Agnieszka Bibrzycka. Teraz w jej ślady musi iść więcej koszykarek, by korzyści z tego miała także w perspektywie reprezentacja" - dodała.

Olga Przybyłowicz

Reklama

olga/ sab/

Dowiedz się więcej na temat: El. ME koszykarek | Justyna Żurowska-Cegielska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje