Biało-czerwony walec ruszył po kwadransie. Wątpliwości już rozwiane
Reprezentacja Polski poleciała do Sybinu pewna awansu do finałowej fazy eliminacji Eurobasketu, o tym przesądził czwartkowy mecz ze Słowacją. A dziś mogła ostatecznie zapewnić sobie pierwsze miejsce w grupie. I nawet mimo braku Stephanie Mavungi, dość nieoczekiwanie przez pierwszy kwadrans było to spotkanie dość wyrównane. A później zaczął się zdecydowany odjazd faworyta.

Po czwartkowym zwycięstwie w Koszalinie ze Słowacją Polki zagwarantowały sobie awans do decydującego etapu eliminacji Eurobasketu. Teoretycznie nie miały jeszcze zapewnionego pierwszego miejsca, mogła je wyprzedzić... Rumunia. Ale to rzeczywiście byłby scenariusz fantastyczny, zakładający porażkę Biało-Czerwonych w Sybinie różnicą niemal 50 punktów, a później jeszcze wpadkę na Cyprze.
Zdecydowanie ważniejsze było to starcia dla Rumunek. One w listopadzie bardzo wysoko przegrały ze Słowaczkami, za trzy dni czeka je wyjazdowy rewanż. A z bilansem 0:4 w starciach z dwoma najlepszymi zespołami grupy C nie mają szans na awans z trzeciej pozycji. Ten wywalczą tylko trzy najlepsze zespoły z siedmiu grup.
Jesienią w Sosnowcu Polska rozbiła Rumunię 86:41, Klaudia Gertchen już w pierwszych dwóch minutach trafiła za trzy punkty. Wtedy po pierwszej kwarcie było jasne, kto wysoko wygra.
Tym razem scenariusz był nieco inny. Choć koniec - bardzo podobny.
Rumunia - Polska w eliminacjach Eurobasketu. Celem piąte zwycięstwo Biało-Czerwonych
W Sybinie Polska wystąpiła już bez Stephanie Mavungi - gwiazda naszego zespołu dostała wolne już po starciu ze Słowacją, zabraknie jej też we wtorek na Cyprze. Oznaczało to oczywiście osłabienie drużyny, obniżenie składu, ale w listopadzie urodzona w Harare zawodniczka też grała tylko w początkowej fazie spotkania. A później usiadła na ławce.
To jednak nie brak Mavungi sprawił, że dziś drużyna Karola Kowalewskiego dość długo nie potrafiła uciec słabszemu rywalowi. Jeszcze pod koszem radziła Weronika Telenga, ale szwankowała defensywa. To nawet Rumunia prowadziła 15:14, wtedy za trzy trafiła Amalia Rembiszewska. I to nie była jej ostatnia tak udana próba w Sybinie. Świetnych akcji Polek było jednak niewiele, stąd i zaledwie 19:17 po 10 minutach gry.

Ciężko było w tej sytuacji liczyć na powtórkę wyniku z Sosnowca, ale znacznie lepsza defensywa Polek sprawiła, że jednak w drugiej kwarcie ta różnica zaczęła się zwiększać. Nie jakoś mocno, atak wciąż kulał. Tyle że nasz zespół świetnie odcinał rywalkom drogę pod kosz, tam na Rumunki czekały Kamila Borkowska, Weronika Telenga czy Lilianna Banaszak. Zostawały rywalkom rzuty z obwodu, ale tu już szwankowała skuteczność.
Przez ponad cztery minuty Rumunki nie zdobyły punktu, nasz zespół dwukrotnie skontrował. A gdy Borkowska rzuciła na 25:17, trener Rumunii poprosił o przerwę.
To był jednak ten czas, gdy zespół Karola Kowalewskiego zaczął wyraźnie pokazywać swoją wyższość. W dwie minuty udało się odskoczyć na 32:18, taka przewaga dawała już spokój. A Telenga, ze swoimi blokami, zaczynała coraz mocniej odstraszać rywalki.
Końcówka tej kwarty ostatecznie rozwiała już wątpliwości. A rzut Julii Niemojewskiej, w ostatniej sekundzie, pogrążył wręcz Rumunki. Nasza rozgrywająca dostała piłkę na ósmym metrze, była tyłem do kosza. Odwróciła się, rzuciła, byle szybko, bo wiedziała już, że zaraz będzie syrena. I trafiła - na 45:25.

Losy spotkania były więc rozstrzygnięte, trener Kowalewski mógł testować rozwiązania taktyczne już pod kolejny etap eliminacji. A ten zacznie się w listopadzie, w czterozespołowej grupie zapewne dostaniemy jakiegoś potentata. Można było mieć sporo zastrzeżeń do skuteczności Polek spod samego kosza. I to tych naszych najwyższych i zazwyczaj najskuteczniejszych zawodniczek: Telengi, Borkowskiej i Banaszak.
Jakość tego spotkania mocno spadła, przez niemal 6,5 minuty oba zespoły zdobyły po sześć punktów. I chyba każdy już chciał, aby w końcu się ono skończyło.
Może poza Katy Armanu, która trzy razy z rzędu trafiła w czwartej kwarcie zza łuku. I młodziutką Heleną Danielewicz, czekającą na swój drugi występ z orzełkiem na piersi. 17-latka weszła na parkiet w 35. minucie i od razu zdobyła punkty.
Polska wygrała z Rumunią 75:50. We wtorek zakończy te eliminacje, spotkaniem w Limassol z Cyprem (godz. 18).
Rumunia - Polska 50:75
Kwarty: 17:19, 8:26, 11:9, 15:21.
Rumunia: Fota 22 (2x3), Armanu 18 (5x3, 4 przechwyty), Virjoghe 4, Catinean 3, Nan 0 oraz Orban 3, Ghita 0, Manea 0, David 0.
Polska: Gertchen 18 (4x3, 3 przechwyty), Borkowska 15 (1x3, 11 zbiórek), Telenga 9 (3 bloki), Niemojewska 3 (1x3, 10 asyst), Mielnicka 2 oraz Rembiszewska 12 (4x3), Danielewicz 5, Banaszak 5, Wnorowska 3, Ułan 3, Wojtala 0, Pyka 0.
W drugim meczu tej grupy Słowacja pokonała Cypr 75:44 (24:13, 19:13, 19:12, 13:6).
- 1. Polska 5-0 - 10 pkt - 382:253
- 2. Słowacja 3-2 - 8 pkt - 343:284
- 3. Rumunia 2-3 - 7 pkt - 297:371
- 4. Cypr 0-5 - 5 pkt - 277:391














