Reklama

Reklama

Żona zatrzymanej w Moskwie koszykarki chce reakcji Bidena. "Została pionkiem"

Zatrzymana w połowie lutego w Moskwie amerykańska koszykarka Brittney Griner wciąż oczekuje w areszcie na rozpoczęcie procesu w sprawie rzekomego posiadania przez nią narkotyków. Żona zawodniczki, Cherelle, po raz pierwszy zdecydowała się na dłuższą publiczną wypowiedź w sprawie losów swojej partnerki. Jak przyznała, nie jest w stanie powiedzieć, czy sprawa jej małżonki naprawdę jest "najwyższym priorytetem" dla władz USA. Wyraziła też nadzieję, że jej słowa dotrą do prezydenta Joego Bidena.

O losach Brittney Griner zrobiło się głośno dokładnie 17 lutego - to wówczas koszykarka została zatrzymana przez funkcjonariuszy rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa na lotnisku Moskwa-Szeremietiewo pod zarzutem próby wywiezienia z kraju nielegalnej substancji - chodziło konkretnie o olejek konopny, którego posiadanie jest w Rosji prawnie zakazane. Sportsmenka miała go transportować we wkładach do e-papierosa.

Od tamtego momentu Griner przebywa w areszcie, który nie tak dawno został przedłużony o kolejny miesiąc i oczekuje na oficjalne rozpoczęcie procesu. W jej ojczyźnie nie mają jednak wątpliwości, że kwestia zatrzymania koszykarki to próba wywierania nacisku politycznego ze strony Kremla na Biały Dom. Wszelkie próby reakcji dyplomatycznych ze strony USA spełzały dotychczas jednak na niczym.

Reklama

Żona Brittney Griner: Chcę dostrzec, że władze traktują tę sprawę poważnie

Teraz głos postanowiła zabrać po raz pierwszy żona zawodniczki, Cherelle, która udzieliła dłuższego wywiadu dla programu stacji ABC "Good Morning America". Już w jednym z pierwszych zdań rozmowy przyznała, że po aresztowaniu swojej partnerki "przez tydzień leżała na kanapie i wypłakiwała sobie oczy".

Na pytanie o to, czy według niej władze Stanów Zjednoczonych - zgodnie z ich deklaracjami - naprawdę uznały sprawę Brittney za "wysoce priorytetową", odpowiedziała pierwotnie krótko: "Nie wiem".

"Jestem wdzięczna za telefon od sekretarza stanu Antony'ego Blinkena" - podkreśliła, dodając jednak szybko, że oczekuje nieco więcej zaangażowania od rządu. "Mówią, że sprawa ma najwyższy priorytet, ale ja chcę to dojrzeć. Myślę, że spostrzegłabym to, gdybym zobaczyła B.G. z powrotem na amerykańskiej ziemi" - orzekła.

Cherelle Griner: Moja partnerka stała się politycznym pionkiem

Jak wskazała, ma nadzieję, że jej słowa dotrą do prezydenta Joego Bidena i pozwolą skupić dodatkową uwagę na kwestii wydostania koszykarki z Rosji.

"Ciągle słyszę, że on ma władzę. A Brittney została teraz politycznym pionkiem" - mówił Cherelle Griner. "Więc jeśli oni [Rosjanie - dop. red.] chcą, by coś zrobić w zamian za jej wypuszczenie - to pragnę, by to zostało zrobione".

Brittney Griner to zawodniczka zespołu WNBA Phoenix Mercury. W przerwach między kolejnymi sezonami amerykańskich rozgrywek występowała również dla rosyjskiego UMMC Jekaterynburg.

Zobacz także: Uratowali się w ostatniej chwili przed odpadnięciem z finału


Reklama

Reklama

Reklama