Reklama

Reklama

Szczotka: W końcu trenerzy mnie dostrzegli

Ma 30 lat, zawodowo gra w koszykówkę od trzynastu, jest czterokrotnym złotym medalistą mistrzostw Polski, uczestniczył w rozgrywkach Euroligi, ale dopiero w tym roku Piotr Szczotka otrzymał powołanie do drużyny narodowej.

- Na pewno to jakieś wyróżnienie. Powiedziałbym nawet, że duże, bo tyle lat już gram w polskiej lidze, a powołanie jakoś nie przychodziło. Cieszę się, że w końcu trenerzy reprezentacji mnie dostrzegli i z wielką przyjemnością przyjechałem na zgrupowanie - powiedział zawodnik Asseco Prokomu Gdynia, przyznając, że spodziewał się telefonu od trenera reprezentacji.

- Zaskoczony nie byłem, bo po mistrzostwie kraju prezes PZKosz. Grzegorz Bachański uprzedził, że część z nas dostanie powołania na kadrę. Nie było to jednak do końca pewne i dopóki nie odebrałem telefonu od szkoleniowca była niepewność - dodał.

Reklama

Kadrowicze rozpoczęli przygotowania do ME na Litwie (31 sierpnia - 18 września) ledwie kilka dni temu. Ćwiczyli w Legionowie, a w środę wylecieli na tydzień na Słowenię, gdzie oprócz treningów, mają w planie dwa sparingi - z reprezentacją gospodarzy i Macedonią. 1 sierpnia dołączą do zespołu najbardziej doświadczeni gracze: Marcin Gortat, Łukasz Koszarek, Szymon Szewczyk i Thomas Kelati.

Właśnie dlatego Szczotka nie ma złudzeń, że o wywalczenie miejsca w piątce będzie bardzo trudno.

- Niebawem przyjadą podstawowi gracze i to oni w dużej mierze - nie oszukujmy się - zbudują trzon reprezentacji na ME. Na pewno musimy kilka sparingów zagrać, by stwierdzić, czego nam jeszcze brakuje. Treningi nie odpowiedzą na te pytania, bo całkiem inaczej człowiek reaguje na zajęciach, a inaczej w konfrontacji z przeciwnikiem - ocenił.

Polacy w planach mają 10 sparingów. Zagrają też we Włoszech, Izraelu i na Cyprze. Szczotka nie ma obaw, że czas przygotowań do EuroBasketu jest zbyt krótki.

- Każda reprezentacja ma taki sam okres, by się zgrać, zbudować formę, więc wszystko będzie zależeć od nas. Drużyna jest bardzo młoda i to przede wszystkim rokuje dobrze na przyszłość. W tej chwili będzie ciężko, ale postaramy się o jakąś niespodziankę i mam nadzieję, że nasza gra będzie dobrze wyglądać - powiedział.

Nie ma dla niego znaczenia, że wszystkie mecze towarzyskie zostaną rozegrane na obcym terenie. Jedynie szkoda kibiców.

- Mistrzostwa Europy też gramy za granicą, więc nie ma znaczenia czy będziemy przygotowywać się w kraju, czy poza nim, powiedziałbym nawet, że to chyba lepiej. Szkoda tylko ze względów marketingowych, bo wtedy i kibice, i media mają możliwość spotkania się z nami, więc mogłoby to mieć większy oddźwięk. Jedna rzecz cieszy - gramy z mocnymi przeciwnikami. To ważne, że związkowi udało się zorganizować takich rywali - podkreślił.

Na Litwie "Biało-czerwoni" zagrają w grupie A z broniącymi tytułu Hiszpanami, drużyną gospodarzy, wicemistrzami świata - Turkami, Brytyjczykami i zwycięzcą dodatkowych eliminacji. Turniej będzie stanowił kwalifikację do przyszłorocznych igrzysk w Londynie.

- Jeśli damy z siebie wszystko, a nam nie wyjdzie, to nie będę miał do siebie pretensji. Oczywiście nikt nie będzie zadowolony, jeśli odpadniemy już w pierwszej rundzie, każdy chciałby grać o najwyższe cele i wygrywać, ale zobaczymy jak wypadniemy w konfrontacji z tak mocnymi przeciwnikami. Na pewno czekają nas trudne, ale ciekawe mecze - ocenił.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje