Reklama

Reklama

"Prokom to drużyna własnej hali"

W czwartek koszykarze Prokomu Trefla Sopot rozegrają na własnym parkiecie bardzo ważne spotkanie euroligowe. Tym razem do Polski zawita TAU Ceramica, której graczem jest Frederick House.

- Fred, tradycyjne pytanie na początek. Opowiedz mi o swoich początkach z koszykówką...

Reklama

- Zacząłem grać w wieku dziesięciu lat. Na początku bardziej kochałem baseball, niż koszykówkę. Później ojciec zabrał mnie i mojego brata na mecz koszykówki! Mój tata był wtedy w wojsku, a ten mecz był dla mnie fantastycznym przeżyciem.

Potem pewnego dnia moja mama przyszła i powiedziała "Hej, zapisałam Cię na treningi koszykówki". Dzień później ćwiczyłem już z trenerem i dziewięcioma dzieciakami basket. Czas tak szybko leciał, a teraz siedzę obok Ciebie tutaj i miło mi się to wspomina.

- Jak się czujesz w nowej drużynie?

- Bardzo mi w niej dobrze. To jest ekipa, która ma przeszłość w Final Four oraz bogatą historię. Wszyscy gracze traktują siebie jak członków rodziny i to jest świetne. Mamy chemię w zespole i jestem zdania, iż znajomości, które zawarłem tutaj będą trwać bardzo długo.

- Co chcecie wygrać w tym sezonie?

- Mamy za sobą bardzo dobry okres przedsezonowy, więc nie mam prawa nie być optymistą. Codziennie ciężko trenujemy, aby wygrywać w ACB i Eurolidze. Nie będzie to łatwe, ale nigdy nie byłem w drużynie, w której tak solidnie wszyscy trenują! Wszyscy wspólnie odnaleźliśmy powody, dla których mamy motywację do ciężkiej pracy. Mamy wspólny cel!

- Strasznie chwalisz tych swoich kolegów. Co w takim razie powiesz o trenerze i kibicach TAU?

- Lubię taka pytania (śmiech). Nie wiem jak mój trener grał w przeszłości, ale byłem w szoku kiedy zobaczyłem kiedyś jego nazwisko na ścianie. On jest świetnym facetem. Kiedy przychodzi na trening zawsze na jego twarzy widać optymizm i uśmiech. Ale podczas treningu uśmiech zanika i przychodzi czas pracy (śmiech).

Natomiast kibice są super! Oni kochają to co my robimy i z przyjemnością mi się tutaj gra. Szaleją na trybunach po każdej udanej akcji, to jest piękny widok. To miasto serio kocha koszykówkę.

Mogę Ci powiedzieć, że ostatnio spotkało mnie coś miłego. Kiedy robiłem zakupy w hipermarkecie zaczepiła mnie kobieta i spytała czy jestem nowym koszykarzem TAU. Powiedziałem, że tak, a ona z wielkim uśmiechem na twarzy powiedziała, że bardzo jej miło, że gram dla jej kochanej drużyny. Było mi bardzo miło!

- Dlaczego wybrałeś właśnie grę w TAU?

- Podczas ligi letniej próbowałem dostać się do NBA, jednak doskonale wiemy, że każdy szedł w tym kierunku. Miałem kilka ofert z Europy, jednak oferta TAU była najlepsza pod każdym względem. No i oto jestem teraz ich zawodnikiem i staram się grać jak najlepiej dla tego klubu.

- Przez jakiś czas już grasz w Europie. Czy życie toczy się tak samo jak w Stanach Zjednoczonych?

- Jest bardzo wiele różnic. W USA jestem z rodziną i przyjaciółmi. Spędzamy wiele czasu w Las Vegas, w domu leżę do góry brzuchem i po prostu odpoczywam. W Europie lubię zwiedzać i poznawać nowe kraje. Podróżując uczę się trochę języków, kupuję dużo rzeczy i wysyłam je do domu. Myślę, że pokochałem Europę, podoba mi się ten styl życia.

- W czwartek gracie w Gdańsku z Prokomem. Dla nich to bardzo ważny mecz. Co możesz powiedzieć o Waszym przeciwniku?

- Wiem, że mają bardzo dobrą drużynę. Mają kilku nowych zawodników, dobrze grają do środka i na zewnątrz. W Europie postrzegani są za zespół, który najlepiej gra we własnej hali. Jeśli my zagramy odważnie i przede wszystkim szybko w ataku to myślę, że możemy wygrać ten mecz. Jeśli okaże się, że to oni narzucą nam swoje tempo gry oraz zaczną trafiać z każdych pozycji to przed nami będzie długa droga do Hiszpanii. Mimo wszystko jesteśmy gotowi na ciężki bój o każdą klepkę na parkiecie.

- Mieszkając w Europie nie narzekasz pewnie na brak wolnego czasu. Co robisz w wolnych chwilach?

- Lubię czasami pójść na zakupy lub wyskoczyć z kolegami i przyjaciółmi na miasto. W domu przez większość czasu gram w gry video, czytam lub eksperymentuje w kuchni. Nie muszę chyba mówić, że dla sportowca najlepszy jest sen (śmiech).

- Grasz z dosyć nietypowym numerem na koszulce. Dlaczego jest to trzydzieści dwa?

- To jest strasznie skomplikowana sytuacja (śmiech). Ale powiem Ci w skrócie. Chciałem mieć pięć, ale Pablo (Pablo Prignioni - przyp. red.) z nią gra, więc myślałem nad ósemką, ale Igor (Igor Rakocević - przyp. red.) ma ten numer. Pomyślałem, że fajnie by było wrócić do numeru z College?u, ale niestety numer dwadzieścia jeden zajął wcześniej Tiago (Tiago Splitter - przyp. red.). Wtedy zastanawiałem się nad zero albo jeden, ale powiedzieli mi, że nie ma takiej możliwości. Ostatecznie powróciłem do numeru ze szkoły średniej i gram z trzydzieści dwa. Wiem, że pokręcone, ale tak to już jest (śmiech).

Wojciech Zeidler

Dowiedz się więcej na temat: hala | mecz | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje