Reklama

Reklama

"Polska koszykówka jest w kryzysie"

- Polska koszykówka jest już w kryzysie, dołuje od dłuższego czasu - mówi skrzydłowy włoskiego Pierrel Capo d'Orlando i jeden z najlepszych polskich koszykarzy ostatnich lat Adam Wójcik.

Wczoraj Pana zespół pokonał różnicą 3 punktów [105:102 - przyp. red.] najsłabszą drużynę ligi włoskiej - Cimberio Varese. Obecnie Pierrel Capo d'Orlando z bilansem 10-6 zajmuje 6. miejsce w lidze. Jak ocenia Pan wyniki drużyny?

- Adam Wójcik: Myślę, że są bardzo dobre. Jest to zespół, który się utrzymał w lidze włoskiej, jest naprawdę duża różnica pomiędzy tym sezonem a poprzednim. Bardzo nam zależało żeby grać w Pucharze Ligi Włoskiej i tym meczem zagwarantowaliśmy sobie udział w tych rozgrywkach. Wszyscy są zadowoleni, bo to jest historyczny awans dla Capo.

Reklama

Ze swojej indywidualnej dyspozycji w całym sezonie chyba może Pan być zadowolony, średnia prawie 10 punktów na mecz w silnej lidze włoskiej to dobry wynik?

- Tak, jestem zadowolony. Drużyna jest naprawdę bardzo wyrównana, dobrze się dogadujemy. To jest dla mnie najważniejsze. W każdym zespole jest to potrzebne i pod tym względem jest rzeczywiście dobrze. Muszę przyznać, że jestem naprawdę zadowolony z gry w d'Orlando.

Już podpisał Pan przedłużenie kontraktu na kolejny rok, czym było to spowodowane?

- Zawsze mówiłem, że będę grał tam, gdzie będą mnie chcieli. Prezes i menedżer klubu zaproponowali mi taki kontrakt, zastanawiałem się przez dwa tygodnie i w końcu go podpisałem.

Można z tego wywnioskować, że dobrze żyje się Panu we Włoszech?

- No, można powiedzieć, że dobrze się żyje, ale zawsze jest to rozłąka z rodziną, bo dzieci chodzą do szkoły w Polsce. Także jest trochę wyrzeczeń, ale takie jest życie, taki jest sport. Czasami rzuca zawodnika do innego kraju i trzeba sobie jakoś z tym radzić.

Wiem, że na Boże Narodzenie nie wracał Pan do Polski. Jak spędził Pan Święta?

- Rodzina do mnie przyjechała, więc Święta spędziliśmy razem. Niestety były to tylko dwa dni, bo już 26. grudnia wyjechaliśmy na mecz do Varese. Ale zawsze to jest coś, Nowy Rok też będziemy spędzać razem, chłopaki [dwóch synów Jaś oraz Szymek - przyp. red.] mają ferie zimowe, także będą mogli ze mną spędzić więcej czasu.

Podczas gdy koszykarze z DBE mają dwa tygodnie przerwy od gry, w lidze włoskiej gra się nieprzerwanie i nikt nie otrzymuje świątecznych urlopów. Pana zdaniem, która sytuacja jest lepsza?

- W lidze włoskiej zawsze ta przerwa świąteczna była, bo rozmawiałem tutaj z chłopakami i ludźmi z klubu. W tym roku jest to uwarunkowane tym, że przed Mistrzostwami Europy Włosi byli pewni, że zakwalifikują się na Igrzyska Olimpijskie i żeby przygotowania rozpocząć jak najszybciej zaplanowali szybsze zakończenie rozgrywek Lega Basket. Dlatego nie ma przerwy świątecznej. Wydaje mi się, że taka przerwa jest jednak przydatna dla zawodników, żeby te wyeksploatowane akumulatory podładować. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie - spotkać się z rodziną. Wiadomo, że wielu obcokrajowców gra nie tylko w lidze polskiej, ale tak samo we włoskiej czy innych ligach. Spotkanie z rodziną i przyjaciółmi jest, moim zdaniem, naprawdę ważne. Żeby chociaż tydzień czasu odetchnąć od koszykówki.

Obecnie polska koszykówka jest w głębokim kryzysie, jak Pan myśli - co jest potrzebne aby liga stała się bardziej medialna, popularna?

- (śmiech) Taa... Polska koszykówka jest już w kryzysie, dołuje od dłuższego czasu. Troszkę drgnęło to przez reprezentację, przez eliminacje, po których awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Już na samych mistrzostwach nie było tak, jakby wszyscy chcieli, mogliśmy wygrać chociaż ten jeden mecz. Jednak trzeba przyznać, że do Mistrzostw Europy przystąpiliśmy w gorszym składzie niż do eliminacji. Ja myślę, że z tym składem, którym dysponowaliśmy, nawiązanie równorzędnej walki z czołowymi europejskimi reprezentacjami było sporym sukcesem. A wracając do naszej ligi - myślę, że istotną kwestią jest sprawa telewizji. Koszykówkę można oglądać na kanałach kodowanych, do których nie każdy ma dostęp. Nie każdy odbiera albo Canal Plus, gdzie można oglądać Euroligę, albo Polsat Sport. Koszykówka nie jest już tak dostępna jak była kiedyś w telewizji publicznej, w programie trzecim, na "Dwójce" czy też "Jedynce". Wtedy każdy miał do tych telewizji dostęp i mógł oglądnąć mecz, a obecnie tak nie jest.

Popularność dyscypliny w naszym kraju budują wyniki kadry. Co, według Pana, byłoby podstawą silnej polskiej reprezentacji?

- Muszę powiedzieć, że sytuacja kadru nie została zaprzepaszczona rok czy dwa lata temu, bo dopiero od tego czasu zaczęto odbudowywać tę reprezentację. To 10 lat temu po ostatnich Mistrzostwach Europy zostało to wszystko gdzieś zmarnowane. Myślano, że to będzie "się pasło" własnym życiem. Niestety tak nie jest. Teraz trzeba wszystko systematycznie odbudowywać. Wiadomo, że ciężko jest odbudować w jednej chwili reprezentację Polski, bo na to trzeba kilku lat i naprawdę dużo ciężkiej pracy. Nie tylko zawodników, ale również i trenerów. Myślę, że ten mały kroczek wspólnie z naszą reprezentacją już zrobiliśmy. A jak będzie dalej? Ciężko mi powiedzieć...

Rozmawiał: Tomasz Sulka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL