Reklama

Reklama

ME koszykarzy. Rosiński: Francja nie pozwoli sobie na porażkę z Polską

- Francja nie pozwoli sobie na porażkę z Polską - uważa były koszykarz, olimpijczyk z Moskwy Wojciech Rosiński. Jego zdaniem biało-czerwoni szansy na awans do 1/8 finału mistrzostw Europy muszą szukać z Grecją, ale ją także uważa za lepiej zbilansowany zespół.

Polacy w trzech dotychczasowych meczach ME ponieśli dwie porażki. Szczególnie ważna w ostatecznym rozrachunku może okazać się niedzielna przegrana 87:90 po dwóch dogrywkach z gospodarzem grupy A - Finlandią.

- Bardzo szkoda meczu z Finlandią, gdyż przed rozpoczęciem turnieju stawiałem, że uda nam się zająć trzecie bądź czwarte miejsce w grupie i awansować dalej. Teraz będzie o to niesamowicie trudno - powiedział Rosiński.

Wychowanek Noteci Inowrocław wrócił do końcówki regulaminowego czasu gry, w którym biało-czerwoni roztrwonili dziewięciopunktowe prowadzenie.

Reklama

- Mamy dobrych, doświadczonych zawodników, bo przecież do ligi hiszpańskiej czy tureckiej, gdzie grają, nie bierze się słabych koszykarzy. Ktoś musi brać w kadrze na siebie odpowiedzialność, a wyglądało to tak, że trener Polaków bierze czas i coś rozrysowuje, a potem podajemy piłkę prosto w ręce rywali. Nie może być takich sytuacji, to niedopuszczalne. Być może lepsze było podejście Bogdana Wenty, który kiedyś opowiadał o przerwach w grze w takim momencie i mówił, że pozwala wtedy doświadczonym graczom, by sami wybrali rozwiązanie. Może to byłoby lepsze i teraz - podkreślił Rosiński.

Jak dodał, patrząc z boku zauważył braki kondycyjne polskich zawodników. Ci, jego zdaniem, "spuchli" w trakcie drugiej dogrywki. Negatywnie ocenił fakt, że od kilku lat kadra nie wypracowała sposobów współpracy i gry z wysokimi zawodnikami.

- Przecież mając takiego Karnowskiego musimy w meczu z Finami siać spustoszenie pod koszem. On powinien dostać 13 na 15 piłek i robić swoje. Wiadomo było, że oni nas nie zdominują pod koszem i będą punktować "trójkami". Powinniśmy szukać swoich przewag pod tablicami. Do tego w dzisiejszej koszykówce, co obserwujemy wśród innych ekip, postawiono na atletyzm i grę jeden na jeden. Każdy ma takich graczy i oni wykonują swoją robotę. Nas załatwił młokos. Możliwe, że bardzo zdolny, ale 20-latek. Można było wzmocnić grę, wystawić dwóch centrów i nie dać mu zdobywać tylu punktów - analizował Rosiński.

Martwi go również fakt, że w polskiej koszykówce nie kreuje się nowych gwiazd. Poziom ligi pozostawił bez komentarza kwitując, że w wielu meczach na ławce rezerwowych mógłby usiąść woźny, a gra i pomysł na nią byłyby lepsze.

W jego ocenie szanse na awans Polaków z grupy są obecnie niewielkie.

- Bardzo skomplikowaliśmy sobie ewentualny awans. Francja, moim zdaniem, nie pozwoli sobie na porażkę z Polską. Oni mają inne kłopoty niż my - kłopoty bogactwa. Trzeba szukać swoich szans w meczu z Grecją, ale i to jest lepiej zbilansowany zespół. Może jednak wzniesiemy się na wyżyny swoich umiejętności i pokażemy charakter. Oby, bo prestiż naszej koszykówki po tym, jakbyśmy odpadli wraz z Islandią w tej grupie, będzie spadał. A mi zależy bardzo na tym, żeby rósł - wspomniał.

Były reprezentant kraju nie uważa, że lekiem na całe zło byłby udział w Eurobaskecie polskiego jedynaka z NBA Marcina Gortata.

- Naszą siłą musi być kolektyw. Przecież Marcin też nie jest koszykarzem, który weźmie piłkę i przeprowadzi przez całe boisko kończąc akcję wsadem. On potrzebuje dobrych podań. Z nich żyje i je umie wykończyć. Nie możemy cały czas mówić tylko o dobrej atmosferze w kadrze i nieszablonowej grze. Niekonwencjonalnie to grają momentami Słoweńcy, ale do tego trzeba mieć zawodników. No i Islandczycy, ale oni bawią się koszykówką i dla nich sam udział w ME jest wydarzeniem. A my? Wyrzucamy wiele piłek w aut. Chciałbym się mylić i wierzyć w to, że jest pomysł na grę kadry - podsumował Rosiński.

W reprezentacji Polski grał on w latach 1977-81. Wystąpił w 61 spotkaniach uzyskując 236 pkt. Reprezentował biało-czerwone barwy podczas igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 r, gdzie drużyna zajęła siódme miejsce. Wynik ten osiągnął także podczas ME w Czechosłowacji w 1981 roku oraz dwa lata wcześniej we Włoszech. Występował m.in. w Wybrzeżu Gdańsk i lidze węgierskiej. Później pracował jako trener, m.in. jeszcze do niedawna wychowywał z powodzeniem kolejne pokolenia koszykarek w Głuchowie w gminie Chełmża (kujawsko-pomorskie).

Tomasz Więcławski

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy