Reklama

Reklama

Marcin Gortat: Zaakceptowałem to, że muszę zejść ze sceny

Teraz mieszka pan w Polsce czy w USA?

Reklama

- W Polsce skaczę między Łodzią i Warszawą. W Łodzi ma siedzibę moja fundacja, w Warszawie mam spotkania, rozmowy biznesowe. Stany będą ucieczką, żeby odpocząć, zresetować baterie. Będę kursował między Polską i USA.

Zorganizuje pan w tym roku Polski Dzień w NBA?

- Odbędzie się 15 lutego tym razem w formie balu z tego względu, że nie jestem zawodnikiem. Będzie około 250-270 gości. Bal jest wyprzedany. Na koniec zaśpiewa Edyta Górniak. Pojawi się sporo dyplomatów, kongresmenów, senatorów, ze świata sportu będą Adam Kownacki i Andrzej Fonfara, ze świata filmu Maciek Musiał, Rafał Zawierucha. Z branży militarnej będzie dwóch specjalnych gości, ale nie powiem jeszcze kto. Ta organizacja kosztuje dużo nerwów, ale ma swój pozytywny wydźwięk.

Grał pan w USA przez wiele lat. Dziś w NBA nie ma Polaka, ale do amerykańskiej ligi piłki nożnej MLS trafiają zawodnicy z Polski. Gra Przemysław Frankowski, teraz przychodzą Adam Buksa, Jarosław Niezgoda. Co by pan poradził tym zawodnikom?

- Niech to wykorzystają. Liga amerykańska na każdej płaszczyźnie -  marketingowej, społecznościowej, biznesowej - daje bardzo dużo. Niech wykorzystają każdy moment w tym kraju i w danym mieście. Druga sprawa, niech pamiętają, że reprezentują nasz kraj nie tylko siebie, swoją rodzinę i swój klub. Ważne, żeby kontynuowali to, co wielu sportowców dobrego robiło. Co robili: Tomek Adamek, Andrzej Gołota, Mariusz Czerkawski czy ja. Niech promują nasz kraj, najlepiej jak się da. Moja podpowiedź - niech dobrze nauczą się angielskiego, a dumę niech schowają do kieszeni. Jeśli ktoś będzie się z nich śmiał, niech oni się też śmieją z siebie. Ale we wszystkim najbardziej pomoże im to, jeśli regularnie będą strzelali gole.

A Tomasz Salski, prezes piłkarskiego ŁKS-u, nie proponował panu angażu do klubu?

- Proponowałem Tomkowi Salskiemu moje usługi. Tomek mnie zna. Widział, jak strzelałem gola myśliwym w meczu charytatywnym. Wygraliśmy 14-7, ja strzeliłem gola, podawałem przy bramce Markowi Saganowskiemu. To dla mnie wielka sprawa. Zdaję sobie sprawę, że mają dużo teraz na głowie, walczą o utrzymanie. Mam ogromną satysfakcję, że pięciu chłopców z mojej szkoły sportowej pojechało na obóz sportowy ŁKS-u.

Wysłuchał Olgierd Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: Marcin Gortat | NBA | łks łódź | PZKosz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje