Reklama

Reklama

Marcin Gortat Camp jak trasa koncertowa

Campy Marcina Gortata, których szósta edycja zakończyła się w piątek w gdańskiej Ergo Arenie, są dla jego organizatorów jak trasa koncertowa. Impreza przeszła olbrzymią metamorfozę. - Od wody i bananów do tabletów - podsumowuje jedyny polski koszykarz w NBA.

- Tę ogromną zmianę uświadomił mi tegoroczny powrót na +stare śmieci+, do rodzinnej Łodzi. Gdy sześć lat temu organizowałem tu pierwszy camp, mieliśmy na parkiecie około 50 dzieciaków i dwudziestkę rodziców na trybunach. Nie wyglądało to tak profesjonalnie, jak dzisiaj. Z każdym rokiem nasza akcja rozwijała się. Doskonaliliśmy organizację, pozyskiwaliśmy partnerów. W tegorocznej edycji w każdym mieście w treningach brało udział około 100 dzieci, było też mnóstwo kibiców na widowni - podkreślił Gortat.

Reklama

Zaznaczył, że sam, stając się dla młodych podopiecznych trenerem, również musiał się doskonalić. Szczególnie pod względem przygotowania pedagogicznego. - Nie ukrywam, że pierwsze zajęcia były dla mnie bardzo trudne. Wielokrotnie zderzyłem się z rzeczywistością. Nie byłem w tym kierunku kształcony, więc moja mama, jako pedagog, musiała mi pomóc. Spotykałem się z różnymi sytuacjami. Przychodziły na campy dzieci głodne, z nieciekawych sytuacji rodzinnych. Dzięki tym zajęciom sam wiele się nauczyłem, dostrzegłem życiowe problemy, z którymi wcześniej się nie stykałem - przyznał.

Akcja Marcin Gortat Camp, prowadzona przez Fundację MG13, szybko stała się poważnym wyzwaniem logistycznym.

- Na co dzień w fundacji pracują cztery osoby. One są głównie odpowiedzialne za organizację całości wydarzenia. Jedna akcja się kończy i z tą chwilą zaczyna się praktycznie nasza praca nad następną. Trzeba szukać sponsorów, dzięki którym campy się odbywają, załatwić hotele, transport, podpisać umowy partnerskie z miastami, które wyrażą chęć przyjęcia uczestników obozu i będą spełniały określone kryteria - przyznał Tomasz Solarek, pracujący w fundacji od początku jej funkcjonowania.

Latem, na czas campów, ekipa organizatorów znacznie się poszerza. Dochodzi ochrona, wolontariusze, lokalni trenerzy, zaprzyjaźnieni szkoleniowcy z całego kraju. Nazwisko Gortata sprawia, że trenerzy chętnie pomagają.

- Jest to przedsięwzięcie, które w jego najważniejszym momencie przypomina trasę koncertową. Jeździmy dwoma busami, od 10 do 18 osób. Samochodów jest więcej, bo partner akcji oddał do dyspozycji trzy samochody: dla Gortata, jego asystenta i gości z zagranicy. Śpimy w tym czasie może po trzy godziny. Osoby pracujący w fundacji są ludźmi związanymi z Marcinem, często grali z nim w koszykówkę, ja na przykład w ŁKS. Staramy się być uniwersalni, uzupełniamy się wzajemnie. Jednego dnia rozwieszam banery, innego wskakuję w sportową koszulkę i staję się jednym z instruktorów, a dziś jestem tłumaczem Jareda Dudleya - mówił PAP Solarek podczas campu w Warszawie.

Akcję Marcin Gortat Camp pozytywnie ocenia Ministerstwo Sportu i Turystyki, które w tym roku po raz drugi było jej partnerem honorowym. - W kraju, gdzie około 30 procent uczniów jest zwolnionych z zajęć wychowania fizycznego, pomaganie młodym ludziom w rozwijaniu ich pasji, pokazywanie drogi sportowej, to rzecz godna pochwały. Marcin Gortat jest w tym względzie pionierem - powiedział podsekretarz stanu w MSiT Tomasz Półgrabski.

Po 2008 roku i pierwszym koszykarskim campie MG13 swoje akcje zaczęli organizować siatkarze Sebastian Świderski i Marcin Możdżonek, piłkarz ręczny Artur Siódmiak, tenisista Łukasz Kubot. Basketmanię w Łodzi wsparł Maciej Lampe.

- Najważniejsze, że nasza akcja dla adeptów koszykówki, ciągle się rozwija, przeszła w międzyczasie ogromną metamorfozę. Na pierwszym campie w Łodzi mieliśmy dla uczestników wodę mineralną i banany, a tegoroczny kończymy wręczając najlepszym tablety. Ja w wieku tych dzieciaków w streetballowym turnieju dostawałem kubek i smyczkę. Dzisiaj nasi uczestnicy otrzymują komputery, oryginalne koszulki meczowe, bilety, sprzęt, piłki. Najlepszych czekają wyjazdy do Stanów na mecze NBA - podkreślił Gortat.

Polski jedynak w NBA na każdym kroku podkreśla, że nie byłoby to możliwe bez zaangażowania partnerów i sponsorów. - Dla mnie to oni są największym pozytywnym zaskoczeniem. Z roku na rok oferują więcej, potwierdzając, że to co robimy jest społecznie pożyteczne i ma sens. Tworzymy jedną wielką rodzinę - podkreślił.

Lidera reprezentacji Polski spotkało jeszcze jedno miłe zaskoczenie. Doczekał się już sytuacji, że uczestnicy jego akcji trafili do kadry narodowej. - Młodzież rozwija się niesamowicie. Pamiętam, przed rokiem w Olsztynie zacząłem mówić dzieciakom, że chciałbym, żeby znalazł się kiedyś koszykarz, który powie, że rozpoczynał od campów u Marcina Gortata. W tym momencie dwóch chłopaków na widowni podnosi ręce i mówią: +my byliśmy na twoim campie w Katowicach trzy lata temu, a teraz jesteśmy w reprezentacji do lat 16+. Łza zakręciła mi się w oku. Dziś otoczyłem specjalną opieką kilku najbardziej utalentowanych z moich słuchaczy. Dostają sprzęt i zawsze mogą liczyć na moją radę - zakończył Gortat.

Dowiedz się więcej na temat: Marcin Gortat | NBA | koszykówka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje