Reklama

Reklama

Marcin Gortat Camp 2019. "Pierwszy raz jako bezrobotny"

W sobotę w Rumi zainaugurowano 12. edycję Marcin Gortat Camp. Najlepszy polski koszykarz spotka się w czerwcu z młodzieżą także w Warszawie, Karpaczu oraz Łodzi. - Czuję się trochę nieswojo, bo po raz pierwszy prowadzę tę imprezę jako bezrobotny - zażartował Gortat.

Pierwszy camp odbył się w 2008 roku w rodzinnym mieście Gortata, czyli w Łodzi, natomiast w Rumi ta impreza gości piąty raz z rzędu.

- Cieszy mnie ogromne zainteresowanie tymi spotkaniami. Teraz jest rotacja, pojawiają się ciągle nowe dzieci, natomiast w pierwszych latach wiele osób uczestniczyło w kilku kolejnych campach. W Rumi jest z nami chłopak, który do tej pory trzy razy był obecny na trybunach, ale dopiero teraz ma okazję z nami trenować - powiedział Gortat.

Jedyny Polak w NBA nie ukrywa, że spotkania z dziećmi wciąż sprawiają mu ogromną satysfakcję.

Reklama

- Najmłodsi dają mi niesamowitą energię i po tych campach jestem jak nowo narodzony. W Rumi w zajęciach uczestniczyło ponad 200 osób, ale staramy się do każdego uczestnika podejść indywidualnie, czyli porozmawiać i nawiązać bliższy kontakt. Nie jesteśmy w stanie, także ze względów bezpieczeństwa, przyjąć wszystkich chętnych, dlatego zapraszam na swoje campy już za rok. Nie wykluczam jednak, że po raz pierwszy zorganizujemy je także zimą - dodał.

Jak każdy poważny trening również te zajęcia poprzedziła profesjonalna rozgrzewka poprowadzona przez Gortata, który ordynował ćwiczenia i sam je demonstrował.

- Pięta do pośladka, musi go dotykać. I zmiana. Teraz dociągamy kolanko, trzymamy, nie przewracamy się. I siad płotkarski. I skłony. A teraz prawa noga za lewe kolano i zmiana - instruował.

Główny bohater imprezy od razu też skrócił dystans do młodzieży. - Możecie do mnie i do trenerów mówić po imieniu. Pamiętajcie natomiast - kiedy jest gwizdek, nie odbijajmy piłek tylko słuchamy. Zresztą piłki i koszulki, które dostaliście przez treningiem, są już wasze. Przygotowaliśmy dla was także mnóstwo prezentów i gadżetów. Nagrody mamy również dla rodziców. Za to, że przyprowadziliście swoje pociechy - stwierdził.

Podczas tych campów Gortata wspomagają koszykarze Adam Waczyński, Karol Gruszecki i Kamil Chanas (w kolejnych campach powinien także uczestniczyć Tomasz Gielo). Na trybunach pojawił się ponadto mistrz Polski z Anwilem Włocławek Szymon Szewczyk.

Prawdziwym weteranem w tym gronie jest Waczyński, który siódmy raz bierze udział w tej imprezie.

- Cieszę się że mogę pomóc, bo co roku jest coraz więcej dzieci. Widać, że dla nich możliwość trenowania z Marcinem to wielkie przeżycie i dodatkowa motywacja. Dzisiaj jestem jednak w podwójnej roli, nie tylko trenera, ale także rodzica. Ćwiczą z nami mój pięcioletni syn i ośmioletnia córka. Aleks ma zacięcie i charakter, bo już rzuca do normalnych koszy i trafia. Z kolei Julka wygrała w tym roku mistrzostwa Andaluzji w swojej kategorii wiekowej - skomentował "Waca".

Jego starszy kolega zaznaczył, że camp w Rumi miał dla niego sentymentalne znaczenie.

- Przed imprezą przedstawiłem się wszystkim, że jestem bezrobotny, bo raz pierwszy prowadzę ją bez angażu w NBA. Specjalnie na tę imprezę założyłem buty i opaski meczowe, których nie nosiłem od 6 lutego, czyli od mojego ostatniego spotkania, które rozegrałem na wyjeździe z Charlotte Hornets - zdradził.

Po typowo koszykarskich zajęciach nie brakowało pytań do Gortata, który przy okazji sam postanowił udzielić uczestnikom campu rady.

- Jesteście młodzi, macie piękną pogodę, dlatego proszę, zostawcie wasze telefony i tablety, które kradną wam czas i dzieciństwo. Idźcie na osiedle, pójdźcie na podwórko, odwiedźcie koleżanki i kolegów. Korzystajcie z tego, ze jesteście młodzi. Za 20-30 lat te gry i telefony też będą, zapewne jeszcze lepsze i wtedy bawcie się nimi do woli - ten apel spotkał się z owacją niemalże na stojąco, ale głównie z trybun, które zajmowali rodzice.

Wspomniał także Steve'a Nasha, z którym miał okazję występować w Phoenix Suns.

- To był najlepszy rozgrywający, z jakim miałem okazję występować w jednym zespole. Steve, dla którego nie miało znaczenia, czy wykonuje coś lewą czy prawą ręką, z niewidomego zrobiłby najlepszego strzelca NBA. Najgorzej współpracowało mi się natomiast z rozgrywającymi nastawionymi na rzucanie i zdobywanie punktów. Mówiliśmy o nich, że mają klapki na oczach, bo widzieli tylko kosz, a nie ustawionych z boku kolegów - wyjaśnił.

Kolejne campy, z których ośmioro wybranych dzieci poleci na przełomie października i listopada do Stanów Zjednoczonych na mecz NBA, zaplanowano w poniedziałek w Warszawie, w czwartek w Karpaczu oraz w następną sobotę i niedzielę w Łodzi. Całość tej edycji zwieńczy ósma już konfrontacja Gortat Team z Wojskiem Polskim, do której dojdzie 13 lipca w łódzkiej Atlas Arenie.

- Szczególne znaczenie ma dla mnie ostatni camp, w którym wezmą udział dzieci niepełnosprawne ruchowo. Muszę przyznać, że pierwsze dwa lata były dla mnie bardzo trudne, bo zderzyłem się z inną rzeczywistością. Nie wiedziałem do końca jak z nimi pracować i bez pomocy zawodników z reprezentacji Polski na wózkach, nie dałbym rady. Oni podpowiedzieli mi jak te zajęcia prowadzić, a teraz efekt jest taki, że po naszych spotkaniach wielu chłopaków idzie trenować do klubów - podsumował.

Autor: Marcin Domański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje