Polska koszykówka kobieca potrzebuje przełomu, jakiego ponad ćwierć wieku temu dokonała kadra Tomasza Herkta. Mieliśmy wtedy zawodniczki światowej klasy, z Małgorzatą Dydek na czele. A gdy ona już kończyła karierę, rolę liderki przejęła Agnieszka Bibrzycka.
Teraz Polska też ma szansę na powrót na salony - kadra prowadzona przez Karola Kowalewskiego w znakomitym stylu wygrała pierwszą część kwalifikacji do mistrzostw Europy. Jesienią zacznie drugą, decydującą. I można czekać na te mecze z optymizmem.
Ważne jest jednak, aby ten dorosły zespół miał już wsparcie młodzieży, właśnie ze strony zawodniczek, które teraz walczą na Litwie w mistrzostwach Europy do lat 20. 18-letnią Marię Burligę Kowalewski już zresztą sprawdził w dorosłej kadrze, zaliczyła kapitalny debiut. I to ona jest jedną z liderek drużyny, którą dziś w Kłajpedzie prowadził Wojciech Szawarski, klubowy trener wicemistrzyń Polski z Poznania. A na ławce wspomaga go m.in. legendarny Tomasz Herkt.
Mistrzostwa Europy do lat 20. Polska grała z Izraelem o strefę medalową. Kapitalna druga kwarta Biało-Czerwonych
W tym turnieju Polki spisywały się świetnie - wygrały wysoko wszystkie trzy mecze w fazie grupowej, imponowały w defensywie, Serbkom pozwoliły rzucić zaledwie 37 punktów. Później w środę było zwycięstwo w 1/8 finału ze Słowenią - 56:47. A dziś rywalem był Izrael - zespół niższy, mający trzy ciężkie przeprawy w pierwszej fazie, ale i pewne zwycięstwo z Węgrami w boju o ćwierćfinał. I to ta drużyna, zdaniem ekspertów, była minimalnym faworytem.
Polki nie zaczęły tego meczu źle, ale dość szybko przekonały się, że nie można zostawiać swobody rywalkom za łukiem. Zwłaszcza Gal Raviv, która jak snajper trafiała zza łuku. To jej rzuty sprawiły, że Izrael powiększał przewagę - aż do 23:13 w 8. minucie. Raviv zaś miała pięć celnych trójek - na sześć prób.

Polki z kolei pudłowały z wolnych, miały przewagę wzrostu pod koszami, ale nie potrafiły jej właściwie wykorzystać. Były zaskoczone ruchliwą i agresywną obroną Izraela.
Jakby tego było mało, drugą kwartę Izreal też zaczął od "trójki" - tym razem nie za sprawą Raviv, ale Maayan Cohen. I ta sama zawodniczka w 12. minucie trafiła zza łuku po raz kolejny. Siedem rzutów za trzy w takim krótkim czasie? To rzeczywiście działo się w Kłajpedzie.
Znów więc Biało-Czerwone musiały odrabiać 10-punktową stratę. Na szczęście nieco poprawiła się gra pod tablicami - nie tyle pod względem skuteczności, co zbiórek. Pojawiały się ponowienia akcji, po jednym z nich Julia Wysocka trafiła za trzy, a jeszcze była faulowana. Akcja 3+1 pozwoliła się zbliżyć na cztery punkty, za moment Martyna Główczak znów celnie rzuciła z dystansu. To był wreszcie świetny moment Polek, poparty też walką w defensywie.
Wszystko nagle się odmieniło.
Polkom pozostało więc grać spokojnie, cierpliwie, szukać tej przewagi pod tablicami. I wykonywały to zadanie perfekcyjnie. Haegebarth, Rutkowska - to one sprawiły, że Polki odskoczyły na 44:34. W siedem minut zdobyły o 20 punktów więcej od rywalek z... Azji! Izrael stać było na rzuty rozpaczy, choć i takie znajdowały drogę do kosza. Po 20 minutach Polki prowadziły 48:40, ale imponujące wrażenie robił wynik walki pod tablicami. Nasz zespół miał 13 zbiórek ofensywnych, Izrael zaś - 12 defensywnych. Ten element sprawił, przy poprawie skuteczności z dystansu, że odwróciły się role na parkiecie.
Polki miały więc zaliczkę, ale nie była to jeszcze przewaga bezpieczna. Zwłaszcza że rywalki starały się coraz większą presję wywoływać na trójce sędziowskiej. Aż w końcu trener Izraela Tal Nathan przesadził, co skończyło się faulem technicznym.
Po obu stronach do gry na parkiet wkradł się chaos, sporo było fauli, Izrael stracił po piątym przewinieniu Noę Megged, a dwie inne kluczowe zawodniczki miały po trzy faule. Izrael zaś ma mocną pierwszą piątkę. I znacznie słabsze rezerwy.
Tyle że to Polki pogubiły się po starcie tej ostatniej części meczu - minęły 94 sekundy i już był remis 65:65.

Na niespełna pięć minut przed końcem znów był remis, Izrael poniósł zaś kolejną personalną stratę. Gdyby Polki trafiły rzuty wolne na przyzwoitym poziomie, pewnie w końcówce emocji byłoby niewiele. To jednak wciąż był mankament naszego zespołu. Na 75 sekund przed końcem Raviv wyrównała na 75:75, tym razem wejściem pod kosz. To Polkom trzęsły się ręce, kolejny faul Julii Wysokiej był jej piątym, a Raviv dwa razy trafiła z wolnego (75:77). Szawarski poprosił o przerwę, zostały 44 sekundy. A Polki znalazły się w nowej sytuacji: musiały odrabiać straty. Izrael prowadził pierwszy raz od ponad 20 minut, w samej końcówce ćwierćfinału.
Izrael szybko sfaulował Natalię Rutkowską, ta miała już trzy pudła z wolnych. A teraz spudłowała po raz czwarty, raz trafiła (76:77). W odpowiedzi szybkie przewinienie zapisała Wiktoria Haegenbarth, rywalka też odpowiedziała jednym celnym wolnym.
Trzeba było więc trafić za dwa, a tymczasem Łucja Grządziela... straciła piłkę przy podaniu. I Dominika Puzio musiała faulować, co skończyło się dwoma celnymi rzutami Raviv. Izrael odskoczył na 80:76, Szawarski zareagował czasem na żądanie. Sytuacja zrobiła się skrajnie trudna, zostały 22 sekundy.
Celem był szybki rzut za trzy, a później faul. Spaliła już pierwsza część tego planu, Puzio zaliczyła "air balla". Szybki przechwyt i celna "trójka" Magdaleny Kloski niewiele mogły pomóc. Owszem, zrobiło się 79:80, ale Izrael miał piłkę. I... pół sekundy do syreny.
I nie popełnił błędu przy wyprowadzeniu piłki z boku. Polska nie zdobędzie więc tym razem medalu. Choć była tak blisko półfinału.
Izrael - Polska 80:79
Kwarty: 23:16, 17:32, 18:17, 22:14.
Izrael: Raviv 37 (7x3, 8 zbiórek, 6 asyst, 5 przechwytów), Zilbershlag 16 (2x3), Oren 13 (3x3), Cohen 8 (2x3), Zemmel 2 oraz Megged 4, Elmaliah 0, Mintz 0, Mayshar 0.
Polska: Główczak 19 (4x3), Wysocka 19 (2x3), Rutkowska 14 (11 zbiórek, 9 asyst), Burliga 11 (1x3), Tomaszkiewicz 4 oraz Haegenbarth 5 (8 zbiórek), Kloska 3 (1x3), Chałupka 2, Grządziela 1, Puzio 1.












![Pierwsza porażka Vikings Vienna w sezonie. Panthers Wrocław lepsi w Wiedniu [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N5KJXB3IDCM6V-C401.webp)
