Reklama

Reklama

Krzysztof Szubarga: Po raz pierwszy na mecz jechałem pociągiem

Rozgrywający reprezentacji Polski koszykarzy Krzysztof Szubarga szybko zaaklimatyzował się w ukraińskim MKB Mikołajów, choć niektóre wydarzenia są dla niego nowością. Jak przyznał, po raz pierwszy jechał na mecz pociągiem, a podróż do Charkowa trwała ponad 10 godzin.

29-letni zawodnik, który w minionym sezonie był liderem Anwilu Włocławek - najskuteczniejszym (średnia 12,7 pkt) i najlepiej asystującym (średnia 5,5 w meczu) graczem, teraz spełnia tę samą rolę w Mikołajowie. Ma średnio 15,5 pkt i 6,0 asyst.

- Wszystko jest jak na razie w porządku: organizacja klubu, zespół, szkoda tylko tej pierwszej porażki z Odessą, po dogrywce. Czuję się dobrze w drużynie, w mieście. Z ładnego mieszkania w centrum Mikołajowa, ośrodka mającego ponad sześćset tysięcy ludzi mam do hali 7-8 minut samochodem. Na ulicach nie ma żadnych korków. Uczę się rosyjskiego, bo tu wszyscy mówią właśnie w tym języku, a nie po ukraińsku. Za miesiąc będę już dużo więcej rozumiał i pewnie trochę mówił. W szkole mój kontakt z rosyjskim był krótki i niezbyt intensywny - powiedział Szubarga.

Koszykarz, który podpisał roczny kontrakt z możliwością wcześniejszego zakończenia współpracy, jeśli pojawi się korzystniejsza oferta, zapoznaje się z siłą ligi i specyfiką podróżowania na mecze.

- Po tych kilku spotkaniach trudno jednoznacznie ocenić siłę Superligi. Na początku listopada czekają nas mecze z Budiwielnikiem Kijów występującym w Eurolidze i BC Donieckiem. To będzie dla nas sprawdzian. Naszym celem jest udział w play off. W lidze jest 14 ekip, które rywalizują systemem mecz i rewanż o awans do czołowej ósemki, która walczyć będzie o mistrzostwo. Podróż pociągiem to dla mnie zupełne zaskoczenie, ale biorąc pod uwagę odległości to rzeczywiście lepsze rozwiązanie niż autokar, a samolot w naszym klubie nie wchodzi w grę - wspomniał.

Szubarga cieszy się, że trafił do miasta, w którym jest zainteresowanie koszykówką.

- Nawet na spotkania sparingowe, przedsezonowe przychodził do hali komplet publiczności - ponad 2000. To było dla mnie zaskoczenie. Widać, że kibice kochają tu koszykówkę. Takie nastawienie jest ważne dla nas, zawodników. Wiem jednak, że nie wszędzie jest taka frekwencja. Brakuje mi tu w Mikołajowie tylko jednego - rodziny. Córka chodzi do szkoły, więc najbliżsi zostali w Polsce. Przyjadą do mnie na kilka dni, a potem zobaczymy się w grudniu, na święta - powiedział.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL