Reklama

Reklama

Koszykówka. Adam Waczyński - polski King Kong porwał Hiszpanów

Tu "cześć", tam uściski, a na trybunach plakaty porównujące go do King Konga. Gdyby stworzyć modelowy przykład aklimatyzacji w zagranicznym klubie, to mógłby on nosić imię Adam Waczyńskiego. Kapitan reprezentacji Polski świetnie czuje się w Unicasze Malaga i niedawno przedłużył umowę o dwa lata.

Na wywiad byliśmy umówieni w środowy wieczór, po meczu jego Unicajy z Valencia Basket w Pucharze Europy. Waczyński jeszcze dobrze nie przekroczył progu sali konferencyjnej, a już któryś z hiszpańskich dziennikarzy na pół pomieszczenia wykrzyczał "Wacińsssssski!". Później kolejny dziennikarz, ktoś z biura prasowego, następnie człowiek z obsługi - każdy chciał zamienić z Polakiem dwa słowa.

Skuteczniejszy od konsula?

Można odnieść wrażenie, że gdyby ktoś coś w Maladze zgubił, czegoś zapomniał lub chciał coś załatwić, to polski koszykarz mógłby być skuteczniejszy od konsula. W Unicasze gra od 2016 r., ale zna wiele osób. Gdy wychodzi na rozgrzewkę, kibice witają go, jakby był wieloletnim kapitanem zespołu, a nie jednym z wielu obcokrajowców, którzy w ostatnich sezonach przewinęli się przez klub. 

- Wszyscy są tu do mnie bardzo pozytywnie nastawieni, więc po prostu oddaję im to, co mi dają. Cieszę się, że gram w Maladze i każdego dnia dziękuję, że tak się złożyło. Wielu ludzi pomaga mi w trudniejszych chwilach, a ja dość mocno przywiązuje się do życzliwych osób - przyznaje Waczyński w rozmowie z Interią.

W Unicasze zapracował na pseudonim "King Kong". Tak zaczęto go nazywać, gdy po udanym meczu świętował z kibicami uderzając się w piersi. Władze Unicajy wierzą jednak, że za tą ksywą kryje się coś więcej. Inaczej pewnie nie przedłużyliby z Polakiem umowy na kolejne dwa lata.

- Adam jest bardzo ważnym zawodnikiem w mojej ekipie. To świetny specjalista od rzutów za trzy punkty, ale sprawdza się też w wielu innych elementach. To bardzo wartościowy koszykarz - mówi Interii Luis Casimiro, trener Unicajy.

Polak ma miejsce w pierwszej piątce zespołu. Przeciwko Valencia Basekt (Unicaja przegrała 69:72) obok niego zagrali Kyle Witler i Brian Roberts (Stany Zjednoczone), Jaime Fernandez (Hiszpania) i Giorgi Szermadini (Gruzja). Polak znów był czołowym punktującym, choć decydujący rzut chybił (w całym meczu zdobył 13 punktów, w jego zespole więcej uzbierał tylko Fernandez - 20).

Reklama

Koszykówka wygrywa z piłką nożną

Waczyński to również przynęta na polskich kibiców. Na półtorej godziny przed meczem pod halą słychać było głównie język polski, ale nic w tym dziwnego, skoro zimą samoloty do Malagi są zapełnione niemal do ostatniego miejsca.

Gdy z kolei w biurze prasowym dowiedzieli się, że zamierzamy przygotować materiał o polskim koszykarzu, to akredytację przyznano nam w ciągu dwóch godzin, choć często trwa to dłużej niż dobę. - Pan z Polski? Zapraszam, akredytacja już czeka. Adam przyjdzie zaraz po meczu - witano nas w progu hali.

- Malaga to jedno z niewielu miast w Hiszpanii, gdzie koszykówka jest ważniejsza niż piłka nożna. Nie wiem dlaczego akurat tutaj tak jest, ale o koszykówce pisze wielu dziennikarzy, którzy zajmują się wszystkimi szczegółami. Na mecze przychodzą tysiące ludzi, a klub jest świetnie zorganizowany - przyznaje kapitan reprezentacji Polski.

Promocja polskiej koszykówki

Teraz Waczyński ma na głowie krajowe rozgrywki (Unicaja zajmuje szóste miejsce w tabeli) i Puchar Europy (jest pewna gry w play-off), ale pod koniec lutego liczyła będzie się tylko kadra. Polacy grają na wyjeździe z Chorwacją i u siebie z Holandią. Jeśli chcą awansować na mistrzostwa świata, muszą wygrać jeden z tych meczów.

- Staram się godnie reprezentować Polskę, choć to duża odpowiedzialność. Robię jednak, co mogę, by w Europie promować polską koszykówkę - podkreśla Waczyński.

Wywiad z kapitanem reprezentacji Polski wkrótce w Interii.

Z Malagi Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy