Reklama

Reklama

Koszykówka 3x3. Szymon Rduch: Specyficzny sezon z finiszem w Arabii Saudyjskiej

"To był specyficzny sezon, ciężko było wstrzelić się z formą" - powiedział PAP Szymon Rduch, reprezentant kraju w koszykówce 3x3, który jako jedyny Polak wystąpił w tegorocznym cyklu World Tour w barwach międzynarodowego zespołu Jeddah z Arabii Saudyjskiej.

Cała historia zaczęła się w minionym roku, gdy skontaktował się z nim słoweński trener Ales Kunc.

"Mówił, że rozpoczyna projekt zbudowania koszykówki 3x3 w Arabii Saudyjskiej. Oprócz mnie złożył także propozycje Francuzowi Kevinowi Corre i Serbowi Nemanji Draskovicowi. Mieliśmy też jednego gracza lokalnego - Khalida Abdela-Gabara, tak naprawdę Kanadyjczyka z saudyjskim paszportem. W tym roku dołączył do nas Nebojsa Kilijan, kolejny Serb. W ten sposób na tym poziomie rozgrywek tworzymy unikatowy, międzynarodowy skład, gdyż tak naprawdę wszystkie zespoły z topu są zazwyczaj tej samej narodowości" - tłumaczył Rduch.

Reklama

Mierzący 196 cm 31-letni koszykarz był jedynym Polakiem, który wystąpił w tegorocznym cyklu World Tour, najwyższej kategorii rozgrywek FIBA 3x3.

"Normalnie w cyklu jest 12 turniejów masters i około 20 challengerów, które dają do nich kwalifikację. W związku z pandemią nie było możliwości zorganizowania tylu imprez. Sezon został skrócony do pięciu turniejów World Tour. Mogło w nich wziąć udział 20 najlepszych zespołów z całego świata. Zamrożony ranking z zeszłego roku pozwolił mnie i drużynie Jeddah na kontynuację występów w tym sezonie" - zaznaczył.

Latem saudyjski zespół z polskim kapitanem odbył miesięczne zgrupowanie w węgierskim Debreczynie, gdzie na początku września wystąpił w dwóch turniejach wznowionego World Tour (6. miejsce w Hungary Masters, 8. w Europe Masters). Potem czekała przygoda na Bliskim Wschodzie, gdzie przez dwa miesiące drużyna przygotowywała się do ostatnich imprez w roku.

"25 września polecieliśmy do Arabii Saudyjskiej. Ten pobyt, jak i cały sezon, był wyjątkowy w związku z obostrzeniami spowodowanymi koronawirusem. Co prawda granice tego kraju były zamknięte, ale mogliśmy funkcjonować normalnie. Mieliśmy dostęp do siłowni i hali. Wszystkie aktywności odbywały się na zasadzie +bańki+. Spotykają się w niej zawodnicy i organizatorzy. Jesteśmy w zamknięciu, możemy korzystać z hoteli oraz boisk do koszykówki. Wszystko jest pod kontrolą: ciągłe wykonywanie testów, sprawdzanie, czy wszyscy są zdrowi. Tak też wyglądały ostatnie turnieje masters" - przekazał.

W listopadowym w Dausze ekipa Jeddah zajęła czwarte miejsce, a w kończącej cykl finałowej imprezie w swoim mieście Dżuddzie (18-19 grudnia) była piąta.

"Nazajutrz po turnieju wróciłem do Polski, a dzień później od znajomego kolegi z Francji dowiedziałem się, że Arabia Saudyjska na tydzień się zamknęła. Wszystkie loty zostały wstrzymane, więc miałem dużo szczęścia. Wiem, że spora część osób związanych z World Tour tam została. Próbują rozwiązać ten problem" - przyznał.

Święta Bożego Narodzenia Rduch spędził w Polsce, z najbliższą rodziną. "Mam 10-miesięcznego synka Fryderyka, więc cieszę się, że byliśmy razem" - wspomniał.

W najbliższych tygodniach najważniejszą sprawą dla wszystkich reprezentantów Polski będzie właśnie drużyna narodowa. Rduch wraz z Michaelem Hicksem, Pawłem Pawłowskim i Przemysławem Zamojskim tworzył zespół, który w marcu pod kierunkiem trenera Piotra Renkiela miał uczestniczyć w kwalifikacyjnym turnieju olimpijskim w indyjskim Bengaluru, odwołanym z powodu pandemii.

"Nie było mnie z kadrowiczami w ostatnim okresie, ale wiem, że chłopaki mieli okazję trenować. Co dwa tygodnie się spotykali na badaniach, campach. Widziałem, że trener testował zawodników z ekstraklasy. Na pewno ma pomysł na zbudowanie czy też rozszerzenie składu. W niedzielę rozpoczyna się trzydniowe zgrupowanie w Giżycku, podsumowujące ten rok i nakreślające plany na następny. Najważniejszy dla nas jest teraz maj i turniej kwalifikacyjny do tokijskich igrzysk w austriackim Grazu. Na tym będziemy się skupiać. Dziś ciężko powiedzieć, jak będą wyglądać przygotowania. FIBA na razie też nie określiła kalendarza rozgrywek i turniejów, w których moglibyśmy uczestniczyć" - zaznaczył najwyżej klasyfikowany polski zawodnik w indywidualnym rankingu 3x3 FIBA, w którym zajmuje 70. miejsce.

Hicks - gwiazdor biało-czerwonych - jest w tym zestawieniu 114., Zamojski - 130., a Pawłowski - 146.

"Im wyższa ranga imprezy, tym więcej punktów dla drużyny i jej zawodników. W ubiegłym roku grałem częściej w turniejach wyższego poziomu. Michaelowi nie udało się zakwalifikować do całego cyklu masters. Miał tylko jedną szansę w Lozannie. W tym roku cały ranking został zamrożony, więc wszystkie punkty, które zdobywałem od września zostaną zaliczone dopiero w maju" - wytłumaczył.

W finałowym turnieju w Dżuddzie Rducha zabrakło jednak w składzie zespołu.

"Przez trzy miesiące przygotowywaliśmy się jako czwórka zawodników. Dwa tygodnie przed ostatnią imprezą dołączył do nas główny rozgrywający reprezentacji Arabii Saudyjskiej w klasycznej koszykówce Abdel-Gabar. Decyzja trenera była taka, że zastąpi mnie. Wprawdzie miałem mikrouraz, ale była to głównie decyzja sportowa. Wspierałem więc drużynę z boku, tylko dobrą radą" - dodał.

Rduch nie narzeka na pozycję w saudyjskim zespole, pozytywnie ocenia swój wkład w jego wyniki.

"Jestem kapitanem tej drużyny, co jest też formą docenienia zawodnika. Sezon był na tyle specyficzny, że ciężko nam było wstrzelić się z formą. Mieliśmy świetne warunki do trenowania, ale ćwiczyliśmy w czwórkę. Nie było możliwości rozgrywania sparingów i gry trzech na trzech, a to jest najważniejsze. W tamtym roku zajęliśmy 10. miejsce w turnieju finałowym cyklu. Teraz piąte, więc jest postęp. Miejmy nadzieję że będzie nam dane kontynuować całą przygodę" - zakończył.

cegl/ pp/

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje