Reklama

Reklama

Koszykarz wyszedł na boisko w butach z przesłaniem. "Wykonane rękoma niewolników"

Turecki koszykarz grający w zespole Boston Celtics zwrócił na siebie uwagę, wychodząc na boisko w nietypowych butach. Te miały na sobie czerwone plamy farby oraz napisy traktujące o niewolnictwie XXI wieku. Ruch Enesa Kantera wzbudził kontrowersje.

Enes Kanter gra na pozycji środkowego w klubie Boston Celtics. Turecki koszykarz wywołał spore kontrowersje, ubierając na poniedziałkowy mecz z Hornets wyjątkowe buty. Ich zdjęcia natychmiast obiegły sieć, stając się powodem do gorącej dyskusji.

Koszykarz założył na swoje stopy białe buty z plamami czerwonej farby. Te miały przypominać krew. Prawdziwy szok wywołały natomiast napisy, które zostały namalowane na obuwiu.

"Niewolnictwo XXI wieku" i "wykonane rękoma niewolników" - takie między innymi hasła znalazły się na butach Kantera.

Niewolnictwo w Chinach poruszyło Kantera

Hasła miały bezpośrednio uderzyć w producenta butów Nike, do którego zresztą bezpośrednio zwrócił się niedługo po meczu koszykarz. Kanter opublikował bowiem na Twitterze nagranie, podczas którego zwraca się do klientów marki, pytając czy zdają sobie sprawę z tego, kto szyje ich buty. Sportowiec dodał, że Nike milczy, jeśli chodzi o to, co dzieje się w Chinach w przeciwieństwie do niesprawiedliwości, jaka dotyka mieszkańców Stanów Zjednoczonych.

Reklama

"Nike nie mówi o brutalności chińskiej policji, o dyskryminacji społeczności LGBTQ, ani o gnębieniu mniejszości etnicznych" - powiedział koszykarz.

29-latek nie pierwszy raz wykracza poza świat sportu, krytykując kwestie polityczne. Wykorzystuje do tego swoją popularność. Wcześniej głośno wypowiedział się na temat prezydenta Turcji Recepa Erdogana.

"Do właściciela Nike. Phil Knight (prezes Nike - przyp. red.), może zarezerwuję dla nas bilety lotnicze i polecimy razem do Chin. Możemy spróbować odwiedzić te niewolnicze obozy pracy i zobaczyć to na własne oczy" - napisał w dodatku na Twitterze sportowiec.

Jak widać, Enes Kanter we wpisie oznaczył też słynnego koszykarza LeBrona Jamesa.

AB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje