Reklama

Reklama

FIBA Europe Cup. Trefl Sopot - Sporting Lizbona 72:83

Jedna dobra kwarta to za mało, by pokonać mistrza Portugalii. Sporting wyraźnie lepszy od Trefla na otwarcie rozgrywek grupowych FIBA Europe Cup.

Wydawało się, że trudny czas z przełomu października i listopada już za koszykarzami Trefla Sopot. Przełomem miało być niespodziewane zwycięstwo z Hapoelem Eilat i osiągnięty w dramatycznych okolicznościach awans do kolejnej rundy FIBA Europe Cup. Niesieni pucharową promocją, podopieczni trenera Marcina Stefańskiego wygrali w lidze z Kingiem Szczecin i MKS Dąbrowa Górnicza. Mistrz Portugalii, Sporting Lizbona okazał się jednak za mocny.

Początkowo mecz wyglądał tak jakby Trefl miał zostać zmieciony z parkietu, czy "z planszy" jak mawia młodzież. Jedyny pozytywne aspekty pierwszej kwarty dla miejscowych to blok wracającego po kontuzji DeAndre Davisa i równe z syreną punkty 18-letniego rozgrywającego Huberta Łałaka.

Reklama

FIBA Europe Cup. Trefl Sopot gorszy od Sportingu Lizbona

W drugiej kwarcie jakby coś się ruszyło w grze. Było już tylko 26:33 po punktach Yannicka Franke. Holender i Karol Gruszecki starali się utrzymywać drużynę Trefla w grze rzutami z dystansu. Ale to goście byli lepsi w tym elemencie, zresztą w innych też. W pierwszej połowie skuteczność Portugalczyków zarówno za dwa jak i za trzy punkty przekraczała 60 proc. W szeregach Sportingu mógł się podobać dużo widzący Amerykanin Micah Downs, prowadzenie gości szybko wróciło do dwucyfrowych rozmiarów, aż za "trójkę" trafili kolejno nowy zawodnik Trefla Darrin Dorsey i reprezentant kraju, Michał Kolenda. Było 36:45, sopocianie przez moment mocniej zaczęli bronić, gdy rzutami z dystansu pokarał ich Tanner Omlid. Do przerwy było 40:54, tyle punktów straconych to stanowczo za dużo, aby myśleć o sukcesie.  

W drugiej połowie obraz gry  nie uległ zmianie, nie było wielkich emocji, goście sukcesywnie powiększali przewagę. W połowie trzeciej kwarty było już 63:44, na tym etapie już czterech zawodników miało dwucyfrowe zdobycze. Po trzeciej kwarcie było 71:53 - czyżby po meczu?  Dużo wniósł wspomniany na wstępie Łałak, z dystansu trafił Franke i na dwie minuty przed końcem było już "tylko" dziewięć punktów deficytu. Joshua Patton trafił za trzy punkty i teraz naprawdę było po meczu. Dobra czwarta kwarta w wykonaniu Trefla, ale jedna kwarta to za mało, by wygrywać w Europie.

Za tydzień Żółto-Czarni wybiorą się do Lizbony na mecz z tamtejszą Benfiką, która dziś uległa rumuńskiej Oradei.

Trefl Sopot - Sporting Lizbona 72:83 (16:31, 24:23, 13:17, 19:12)

Trefl: Michał Kolenda 12, Josh Sharma 7, Darrin Dorsey 6, Karol Gruszecki 6, DeAndre Davis 5 - Yannick Franke 17, Paweł Leończyk 13, Darious Moten 4, Hubert Łałak 2.

Sporting: Travante Williams 18, Joshua Patton 16, Diogo Ventura 10, Micah Downs 5, Joao Fernandes 3 - Tanner Omlid 16, Miguel Cardoso 6, Shakir Smith 6, Mike Fofana 3, Antonio Monteiro 0, Daniel Relvao 0.

Maciej Słomiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy