Reklama

Reklama

Ewelina Kobryn jak Marcin Gortat. Koszykówka wysokich lotów znów w Krakowie

​Ewelina Kobryn - jak wcześniej Marcin Gortat - organizuje w Krakowie koszykarski camp szkoleniowy, promując basket wśród młodzieży. Była mistrzyni WNBA opowiada Interii, czy nie boi się, że pandemiczna rzeczywistość może wpłynąć na losy imprezy. Mówi również o trudnej sytuacji koszykówki żeńskiej w Krakowie po rozpadzie drużyny 25-krotnego mistrza Polski TS Wisła.

Reklama

Ewelina Kobryn to była mistrzyni WNBA, triumfatorka Euroligi i zdobywczyni niejednego krajowego tytułu mistrzowskiego. Nie chce jednak osiąść na laurach, tylko dzielić się swoim doświadczeniem z młodymi adeptami koszykówki. Dlatego wraz z partnerem, również byłym koszykarzem Pawłem Storożyńskim organizują camp szkoleniowy dla młodych koszykarek i koszykarzy - Kobryn & Storożyński Camp. W tym roku będzie miała miejsce druga edycja imprezy.

Koszykówka dla każdego

Reklama

Idea jest taka, by indywidualne umiejętności mogli na takim campie podnosić nie tylko ci, którzy są na początku koszykarskiej drogi, ale też bardziej zaawansowani gracze. Tacy, którym zależy na ciągłym samodoskonaleniu. To więc nieco inna koncepcja campu, niż ta, którą w przeszłości oferował pod Wawelem Marcin Gortat. Wtedy chodziło przede wszystkim o popularyzację dyscypliny, konwencja była mniej nastawiona na indywidualną pracę z koszykarzami.

W pierwszej edycji campu Kobryn i Storożyńskiego brali udział nawet zawodnicy z poziomu I-ligi. - Pojawili się też byli wicemistrzowie Polski w koszykówce młodzieżowej. Było kilka prawdziwych koszykarskich perełek - przyznaje Kobryn. Zapewnia jednak, że zajęcia będą tak zorganizowane, że absolutnie każdy znajdzie dla siebie miejsce. - Również ci, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z koszykówką - przekonuje.  - Ostatnio była też grupa zawodników, którzy na co dzień nie mieli styczności z klubowym treningiem, jedynie koszykówką w wydaniu szkolnym, a moim zdaniem bardzo fajnie funkcjonowała. Złapali bakcyla koszykówki i chcą pojawić się ponownie.

Organizatorzy stawiają bowiem na system pracy w grupach. Każda grupa ma pracować pod opieką dwóch trenerów i liczyć do ośmiu zawodników. - Kładziemy nacisk na pracę indywidualną. Ale jest też miejsce na małe gry, które są elementem koszykówki. Myślę, że na pierwszym campie każdy czuł się potraktowany indywidualnie i zauważony. Teraz mamy dużo więcej zgłoszeń, niż w zeszłym roku. Liczba uczestników jest jednak ograniczona. Nie zawsze więcej znaczy lepiej - zaznacza Kobryn.

Pod okiem byłego selekcjonera

Kobryn i Storożyński zadbali, by ściągnąć do Krakowa prawdziwych koszykarskich fachowców. Zajęcia ma prowadzić m.in. były selekcjoner kadry Polski i trener ekstraklasowych klubów Jacek Winnicki. A także szkoleniowcy z zagranicy. - W najbliższej edycji będzie obecny m.in. Phillipe Courbon -  trener na co dzień pracujący z młodzieżą w Lyon, który dodatkowo w tym roku będzie miał przyjemność współpracować z Akademią Tony’ego Parkera - wskazuje Kobryn. - Generalnie kadra trenerska na naszym campie to świetni fachowcy, dobrze nam znani. Nie idziemy tu w ciemno, oni wiedzą jak się podnosi umiejętności graczy na co dzień - podkreśla.

Winnickiego próbowali zaangażować już rok wcześniej, ale wtedy na przeszkodzie stanęły inne obowiązki byłego selekcjonera. - Mam nadzieję, że w tym roku nic nie pokrzyżuje jego planów i przybędzie na nasz camp. Liczymy na niego bardzo, to zresztą bardzo otwarty człowiek. Miałam przyjemność pracować z trenerem Winnickim w reprezentacji Polski, bardzo cenię jego fachowość. Jestem obecnie też uczestniczką zajęć w Szkole Trenerów w PZKosz, gdzie trener Winnicki wykładał. Jego doświadczenie przyda się zwłaszcza starszym zawodnikom na campie, którzy poszukują już czegoś więcej w koszykówce - zaznacza była kapitan Wisły.

Termin "konsultowany" z potomkiem

Kobryn liczy, że pandemiczna rzeczywistość i jej ograniczenia nie będzie przeszkodą w organizacji imprezy. Termin campu ma temu sprzyjać - wydarzenie odbędzie się w dniach 26 lipca - 1 sierpnia w Krakowie. - Mamy nadzieję, że obostrzenia do tego czasu będą mniej restrykcyjne. Ośrodek Przygotowań Olimpijskich "Kolna", w którym będziemy organizować camp to miejsce przystosowane nawet do takich sytuacji. W zeszłym roku nie było problemu z organizacją campu mimo panującej pandemii - tłumaczy.

Datę organizacji campu Kobryn i Storożyński wybrali również w związku ze zbliżającym się terminem porodu drugiego potomka koszykarki. - Dziecko ma przyjść na świat na początku czerwca. A chcę w pełni w tym campie uczestniczyć. Dlatego zaplanowaliśmy w tym roku imprezę na przełomie lipca i sierpnia, żeby moje sprawy prywatne nie kolidowały z campem - podkreśla była reprezentantka Polski.

Co dalej z basketem pod Wawelem?

Wygląda na to, że camp Kobryn może być jedną z niewielu okazji, by nazwiska ze świata poważnej koszykówki zagościły w tym roku pod Wawelem. Jeszcze niedawno Kraków był jednym z najważniejszych punktów na koszykarskiej mapie Polski, ale po tym, jak działacze TS Wisła zdecydowali się wycofać drużynę 25-krotnych mistrzyń Polski z ekstraklasy koszykarek, zostało po tym jedynie wspomnienie.

Czy Kobryn, jako była kapitan "Białej Gwiazdy" liczy jeszcze na renesans wiślackiego basketu? Czy wiąże jakiekolwiek nadzieje z faktem, że TS Wisła połączyło ostatnio siły z piłkarską "Białą Gwiazdą", a tamtejsi działacze weszli do zarządu TS?  Czy raczej ma obawy, że koszykówka żeńska w wydaniu wiślackim odchodzi powoli do historii?

- Jestem teraz nieco wyłączona  z tej wiślackiej rzeczywistości. Paweł prowadzi w Wiśle drużynę U-15, więc to bardziej on jest z tym wszystkim na bieżąco. Wolałabym oczywiście, by koszykarki Wisły grały na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Ubolewam, że nie ma ich już w Ekstraklasie - przyznaje Kobryn. - Ale trzymam kciuki za nowy zarząd. Mam nadzieję, że koszykówka żeńska w Krakowie jednak wróci w przyszłości na ten najwyższy poziom. Wiadomo, jak to działa - są pieniądze, to jest i rozwój koszykówki.

I podkreśla, że bez pomocy ze strony samorządu, trudno o rozwój takich dyscyplin.

Może się okazać, że to ostatni moment, by uratować seniorską koszykówkę żeńską w wiślackim wydaniu. - Im szybciej się to reaktywuje, tym łatwiej będzie podnieść tę sekcję. A jeżeli będzie się czekać dłużej, ludzie się będą przyzwyczajać do obecnej sytuacji i tym większe ryzyko, że żeńska koszykówka w Wiśle na wysokim poziomie odejdzie po prostu w niepamięć. I wszystkie te nazwiska, ludzie, którzy pracowali ciężko, by przynieść chlubę temu klubowi, dyscyplinie i miastu, też odejdą w niepamięć. Jest to smutne, ale prawdziwe - wzdycha była kapitan "Białej Gwiazdy".

 

Dowiedz się więcej na temat: Ewelina Kobryn | koszykówka | TS Wisła Kraków

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje