Reklama

Reklama

Europe Cup. Stal Ostrów Wlkp. przegrała dramatyczny finał w Izraelu!

Izraelski zespół Ironi Ness Ziona już raz w tych rozgrywkach został pokonany przez koszykarzy Arged BM Slam Stal Ostrów Wlkp. W fazie grupowej Polacy zwyciężyli 93-86. W finale europejskiego pucharu FIBA był jednak lepszy. Stal Ostrów Wlkp. przegrała finał 74-82, ale i tak osiągnęła bardzo wiele.

Koszykarze Stali Ostrów Wlkp. startowali w rozgrywkach FIBA Europe Cup wraz z Anwilem Włocławek, ale on odpadł w play-off, pokonany przez grecki zespół Iraklis Saloniki. Ostrowianie natomiast wygrali swoją grupę, w której byli lepsi właśnie od Ironi Ness Ziona z Izraela, Szolnoki Olajbányász z Węgier oraz portugalskiego Sportingu. Potem rozpędzeni pokonali w kolejnych fazach rozgrywek play-off (w bańce turniejowej w Hertogenbosch w Holandii) zespół Hoeroes Den Bosch i Belfius Mons-Hainaut z Belgii. W ten sposób Polacy znaleźli się w Final Four, rozgrywanym w Tel Awiwie w Izraelu.

Reklama

Na nim odnieśli duży sukces, eliminując rumuński zespół CSM Oradea. I tak znaleźli się w finale Europe Cup, gdzie ich rywalem był ponownie Ironi Ness Ziona, pokonany już przez polski zespół w fazie grupowej 93-86.

Jednakże izraelska drużyna grała we własnej hali w Tel Awiwie, w obecności aż 5 tysięcy widzów! Co prawda, nawet dla niej było to zaskakujące, bo cały sezon rozgrywali bez widzów. Ponadto trzeba pamiętać, że budżet Ironi Ness Ziona jest bez porównania wyższy niż Stali, no i wreszcie żaden polski klub nigdy nie zdobył żadnego europejskiego pucharu w koszykówce. Jedynie Olimpia Poznań w 1993 roku, Prokom Trefl Sopot w 2003 roku i Lotos Gdynia dwukrotnie meldowały się w finale.

Stal Ostrów Wlkp. w walce o trofeum

Izraelscy koszykarze szybko wyszli na wyraźne prowadzenie, nawet 9-4, ale wtedy Stal zaczęła trafiać za trzy punkty. Zaczął Jakub Garbacz, a George Kell miał szansę wyrównać z rzutów wolnych. Zmarnował ją. Krótko potem jednak rzut za trzy punkty Szweda Denzela Anderssona dał prowadzenie Stali 13-12, a Jakub Garbacz podwyższył na 16-12. Koniec kwarty należał jednak do Izraelczyków - błąd ośmiu sekund, straty, punkty dla Ironi sprawiły, że jego przewaga urosła do siedmiu punktów.

W drugiej kwarcie po rzucie za trzy punkty, który wykonał Nimrod Levi, gospodarze z Izraela prowadzili 31-24. Ta przewaga Ironi Ness Ziona utrzymywała się dość długo. Stal miała kłopot ze zbiórkami piłek i przestała trafiać za trzy punkty. Ironi doszedł do stanu 40-30, czyli najwyższej swojej przewagi. Ta kwarta obfitowała w nieskuteczność, a do przerwy zespół izraelski prowadził 42-35.

Drugą połowę meczu jednak Jakub Garbacz rozpoczął od niesamowitej, dynamicznej akcji za trzy punkty. Nieco później poprawił podobnym, niezwykłym rzutem i mieliśmy już tylko 45-41 dla Ironi Ness Ziona. Mocno z dystansu odpowiadał Kolumbijczyk Braian Angola, lider izraelskiej drużyny, ale Jakub Garbacz w rzutach za trzy punkty był wyśmienity. Po rzutach osobistych, które wykonał George Earl Kell mieliśmy wynik 48-51. A bohater meczu Jakub Garbacz wyrównał na 51-51!

Stal wreszcie zaczęła dobrze bronić i zbierać piłki z tablicy. Po raz pierwszy od pierwszej kwarty wyszła na prowadzenie. Gra układała się świetnie, była też agresywna pod tablicą rywali. Mieliśmy 57-53 dla Polaków. Ekipie Ironi puszczały nerwy, nie mogła znaleźć recepty na ostrowian, których przewaga rosła. Tym razem, w odróżnieniu od pierwszej połowy meczu, punkty się sypały, a Stal wychodziła z tego boju z bardzo małą liczbę fauli. Ta kwarta zakończyła się wynikiem 30-17, sędziowie ukarali jeszcze izraelskiego trenera przewinieniem technicznym, a ostatnia sekunda trwała bardzo długo, przerywana faulami i rzutami osobistymi. Wynik 65-59 dawała Stali perspektywę zwycięstwa i zdobycia pucharu.

Ironi ruszyło jednak mocno do natarcia na początku czwartej kwarty. Udało się mu szybko wyrównać na 65-65. Stal przestała trafiać i sytuacja na parkiecie zrobiła się nerwowa. Zespoły pod tablicami popełniały błąd za błędem. Mieliśmy dobre cztery minuty bez punktu z obu stron. I wciąż remis.

Na prowadzenie gospodarzy wyprowadził Lior Carreira. Trener Stali Igor Miličić nakrzyczał na Jakuba Garbacza, a ostrowianie wciąż walczyli zażarcie z Ironi Ness Ziona. Po faulu technicznym Denzela Anderssona ekipa izraelska prowadziła dwoma punktami. Rozpędzała się jednak, a motorem był Kolumbijczyk Angola. Na minutę przed końcem przewaga Ironi sięgnęła sześciu punktów. Ostrowianie próbowali rozpaczliwie szukać rzutów za trzy punkty, ale strat już nie odrobili. 

Europe Cup wygrał zespół Ironi Ness Ziona, a jego koszykarze z potężnym Talem Dunne na czele płakali z radości.

Arged BM Slam Stal Ostrów Wlkp. - Ironi Ness Ziona 74-82


Kwarty: 22-26, 13-16, 30-17, 9-23

Stal: Garbacz 19, Kell 12, Andersson 12, Smith 11, Sobin 4 oraz Florence 9, Ogden 4, Mokros 3, Green 0

Ironi: Angola 15, Meyinsse 14, Selden 13, Miller 9, Dunne 0 oraz Levi 21, Carreira 10

Igor Miličić (trener Arged BM Slam Stali Ostrów Wlkp.): - Muszę pogratulować drużynie gospodarzy, zasłużyli na zwycięstwo bardziej niż my. Przespaliśmy pierwszą połowę, nie graliśmy za dobrze. W drugiej połowie postawiliśmy na defensywę, mieliśmy mecz w naszych rękach. Niestety, nie trafiliśmy z sześciu, czy siedmiu rzutów z niezłych pozycji. Mieliśmy swoje szanse, ale ich nie wykorzystaliśmy, taka już jest koszykówka.

- Rywale w decydującym momencie utrzymali przewagę, a kibice dodali im jeszcze wsparcia. Pierwszy raz od dłuższego czasu graliśmy w takich warunkach. Jestem dumny ze swoich zawodników i z tego, jak daleko zaszliśmy, ale wiem, że mogliśmy dziś zrobić coś więcej. Byliśmy czarnym koniem turnieju finałowego, graliśmy przeciwko bardzo wymagającym i mocnym zespołom. Osiągnęliśmy finał i to już była swego rodzaju nagroda. Jeśli chcemy osiągnąć sukces, musimy grać dobrze przez całe 40 minut, a każdy z zawodników musi coś ekstra dać z siebie.

Trey Kell (zawodnik Arged BM Slam Stal Ostrów Wlkp.): - To był bardzo wyrównany mecz, a my czujemy się, jakbyśmy wypuścili okazję z rąk. Dlatego ta porażka jeszcze bardziej boli. Trzeba przyznać, że rywale okazali się bardzo mocnym, dobrym zespołem i trzeba im pogratulować.

- Osobiście dobrze się czułem grając przed tak liczną widownią. Na pewno kibice dali dodatkową energię naszym rywalom, ale absolutnie nie szukam tu żadnego usprawiedliwienia. Po prostu przeciwnik zagrał nieco lepiej niż my".

Brad Greenberg (trener Ironi Ness Ziona): - Jestem bardzo dumnych ze swoich zawodników, którzy w ostatnich dniach "rozkręcili" miasto i cały kraj. To było nam chyba potrzebne. No i napisaliśmy nową historię. Co do meczu, mieliśmy bardzo mocny początek, ale w trzeciej kwarcie polegliśmy. Zdobyliśmy zaledwie dziewięć punktów. Na szczęście odrodziliśmy się w czwartek kwarcie, moi zawodnicy znów walczyli, świetnie się komunikowali i pomagali sobie nawzajem. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje