Reklama

Reklama

​Euroliga koszykarek. Prezes Arki: Sopron to rywal z najwyższej półki

Prezes VBW Arki uważa, że koszykarki Sopronu Basket, z którymi gdynianki zmierzą się w środę o godz. 18 u siebie w drugim meczu Euroligi, to czołowy zespół grupy B. "To rywal z najwyższej półki. Węgierki są szczególnie silne pod koszem" - powiedział PAP Bogusław Witkowski.

W poprzednim sezonie Sopron Basket uplasował się w Eurolidze na czwartej pozycji. W meczu o trzecie miejsce węgierska drużyna przegrała z Fenerbahce Stambuł 58:64.

"Sopron to zespół z najwyższej półki. Według mnie jest to, właśnie za Fenerbahce oraz Dynamem Kursk, z którym zmierzyliśmy się na inaugurację rozgrywek, trzecia siła w naszej grupie" - ocenił Witkowski.

W pierwszym spotkaniu najbliższy przeciwnik mistrzyń Polski pokonał w Gironie Uni Spar 68:63. Przewaga przyjezdnych uwidoczniła się zwłaszcza w walce na zbiórkach, którą wygrały 43:33.

Reklama

"Węgierki są szczególnie silne pod koszem, a w tym elemencie wyróżnia się mierząca 208 cm wzrostu Bernadett Hatar, którą wspomagają Francuzka Aby Gaye i Nevena Jovanovic. Ponadto w meczu z nami powinna już zagrać druga doświadczona Serbka Jelena Brooks, która po przylocie ze Stanów Zjednoczonych oglądała w Hiszpanii mecz z ławki rezerwowych. Bardzo ważną rolę odgrywają też zawodniczki obwodowe, czyli 37-letni Zsofia Fegyverneky i Francuzka Gabby Williams" - dodał.

Prezes gdyńskiego klubu ma nadzieję, że Arce uda się w środę dotrzymać kroku faworyzowanemu mistrzowi Węgier.

"Wydaje się, że mamy szybszy od rywalek obwód. Z kolei pod koszem sporo pracy czeka Megan Gustafson i Morgan Bertsch, liczymy także na skuteczność skrzydłowej Alice Kunek. W spotkaniu z Sopronem będzie mogła już zagrać rozgrywająca Magdalena Szymkiewicz, która z powodów osobistych nie pojechała na pierwszy mecz do Kurska z Dynamem" - stwierdził.

A w Rosji zawodniczki Arki uległy 76:86. W tej potyczce wyrównana walka trwała do 27. minuty, kiedy było 53:52 dla mistrzyń Polski. Końcówkę trzeciej kwarty podopieczne trenera Gundarsa Vetry przegrały jednak 2:11, a później rywalki kontrolowały przebieg rywalizacji i utrzymały tę przewagę.

"To też nauczka, że w każdym spotkaniu trzeba zachować koncentrację przez pełne 40 minut i nie pozwolić przeciwniczkom wypracować sobie większej przewagi. Jeśli +odjadą+ na kilka punktów, to później ciężko tę różnicę zniwelować" - podsumował.

Autor: Marcin Domański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje