Reklama

Reklama

Era Liga Szkolna: Szalony basket!

Koszykarska Era Liga Szkolna to szansa na pokazanie się z jak najlepszej strony. Można grać i bawić się. Można też wygrać i wyjechać w nagrodę do USA na mecz NBA.

Od połowy lutego na parkietach sal szkolnych u hal sportowych w całej Polsce trwają koszykarskie rozgrywki Era Liga Szkolna. Zgłosiło się do niej 739 drużyn. Młodzi koszykarze walczą o miano Mistrza Kraju oraz o cenną nagrodę, którą w tym roku jest wyjazd do USA na mecz NBA. Zawodnicy muszą wykazać się nie tylko sprawnością fizyczną i umiejętnością gry zespołowej, ale również odpornością psychiczną. W pierwszym etapie rozgrywek trzeba wygrać eliminacje powiatowe, następnie dzielnicowe, wojewódzkie, a na końcu mieć jeszcze siły na walkę w Wielkim Finale. W dwudniowym turnieju w Warszawie zagra ze sobą 16 drużyn - Mistrzów Województw. Spotkają się najlepsi z najlepszych. Nie ma mowy o przypadkowym awansie lub szczęściu. Zawodnicy trenują, trenerzy ustalają taktykę.

Reklama

W pierwszej edycji ligi udział wzięło ponad osiemset szkół. W profesjonalnej lidze od morza do Tatr grało ze sobą blisko 9 tysięcy zawodników. Główną nagrodą był wyjazd do Francji na treningi polskiej reprezentacji koszykówki. Uczniowie VIII LO z Torunia mieli okazję podpatrzeć grę reprezentacji i wypróbować swoje umiejętności razem z najlepszymi polskimi koszykarzami. Obecna nagroda ma trochę inny cel. Zwycięzcy zobaczą najlepszą na świecie ligę i będą mogli poczuć atmosferę, jaka panuje na parkiecie i trybunach podczas gry zespołów NBA.

Przystojniaki na parkiecie

Oczywiście, w Era Liga Szkolna są też drużyny, które nie grają dla laurów. Najważniejsza jest zabawa, emocje, możliwość pokazania się w swoim mieście, miasteczku. Zabawa i radość z samego grania w ELS przejawia się choćby w nazwach team?ów: "Moja babcia wraca szybciej do obrony niż wy", "Płonące obręcze", "Łosie Superktosie" czy "Przystojniaki".

Podczas gry dochodzi często do niecodziennych sytuacji jak te, które przydarzyły się ubiegłorocznym wicemistrzom województwa mazowieckiego, reprezentantom VII LO im. Juliusza Słowackiego w Warszawie. Podczas jednego ze spotkań po efektownym wsadzie piłki do kosza runęła tablica. Zdarzały się też rzuty do własnego kosza. Oczywiście, pomyłkowe.

Wyniki, jakie pojawiają się w protokołach arbitrów PZKosza, którzy sędziują każde spotkanie może ich - przyzwyczajonych do sędziowania w ligach dorosłych - czasami dziwić. Bywa, że mecz kończy się wynikiem: 208:9 albo 23:31. Są też takie drużyny, które prawie w ogóle nie zdobywają punktów, ale za to świetnie bronią.

Mecze, oprócz wizyt miejscowych notabli, mają także interesującą i atrakcyjną oprawę. Wzorem profesjonalnej ligi NBA zespołom towarzyszą cheerlederki i muzyka. W roli komentatorów występują nauczyciele, uczniowie, organizatorzy szkolnych radiowęzłów.

Gwiazdy błyszczą

Ubiegłoroczny zwycięzca ELS, VIII LO z Torunia gra od kilku sezonów bardzo dobrą koszykówkę. W tym roku trener wystawił do walki tych samych zawodników, którzy zdobyli tytuł podczas pierwszej edycji ELS. Jest wśród nich Przemysław Zamojski (190 cm.) - gwiazda rozgrywek. Już teraz jest pilnie obserwowany przez działaczy Prokomu Trefl Sopot.

W Era Liga Szkolna gra też jeden czarnoskóry zawodnik: Haris Danesi, syn lekarza ze Zgorzelca. W jednym z ostatnich meczów zdobył dla swojej drużyny - LO Zgorzelec - 43 punktów. On także jest obserwowany przez działaczy i ma szansę na grę w Turowie Zgorzelec.

Czas na zmiany

Niektóre szkoły dysponują odpowiednimi salami gimnastycznymi. Inne, np. w Mławie posiadają tak małe sale, że kibice siedzący na ławeczkach wzdłuż ścian są deptani przez grających zawodników. Nie przeszkadza to jednak w rozgrywkach i widać, że radość ze zdobytych punktów nie zależy od warunków w jakich przebiegają mecze. Tylko trenerzy, nauczyciele wychowania fizycznego alarmują, że młodzież nie ma gdzie grać i nie ma dodatkowych godzin lekcji wf-u. Przykładem jest szkoła z podwarszawskiego Milanówka, która oba spotkania musiała rozegrać na parkiecie przeciwnika. W miasteczku jest nowa hala sportowa, ale Urząd Miasta udostępnia ją odpłatnie firmom.

Najważniejsze, że turniej trwa. Być może po jego zakończeniu, miejscowi politycy, radni, którzy dopingowali swoje drużyny, zapiszą w budżecie na następny rok pieniądze na poprawę sytuacji lokalnej infrastruktury sportowej.

Dowiedz się więcej na temat: USA | mecz | NBA | Era | liga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje