Reklama

Reklama

El. ME koszykarzy: Gortat daje przykład, młodzież naśladuje

Zwycięstwem nad Finlandią 96:91 polscy koszykarze zapewnili sobie awans do mistrzostw Europy 2013. W czwartek wrócili z Helsinek z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Szczególne powody do satysfakcji powinni mieć Marcin Gortat i rezerwowy Damian Kulig.

Gortat to prawdziwy lider zespołu i jeden z czołowych zawodników całych eliminacji. W siedmiu dotychczasowych spotkaniach zdobywał średnio 21,9 pkt, miał 11,9 zbiórek i 2,4 bloku. W klasyfikacji najskuteczniejszych jest czwarty za Słowakiem Antonem Gavlem (25,9), Mirzą Teletovicem z Bośni i Czarnogóry (25,6) oraz reprezentantem Azerbejdżanu Charlesem Davisem (22,2). Wśród najlepiej zbierających wyprzedza go tylko rewelacyjny, mierzący 200 cm Azer Orhan Haciyeva (12,3), a więcej rzutów zablokował tylko Ukrainiec Wiaczesław Krawcow (2,7).

Reklama

W środowym spotkaniu z Finlandią polski środkowy popisał się nieczęsto oglądanym wyczynem, zbierając z tablic aż 21 piłek, czym wyrównał rekord tych eliminacji, należący do Haciyevy. Tyle że reprezentant Azerbejdżanu uzyskał go w meczu ze słabym Luksemburgiem. Finowie, dziewiąty zespół ubiegłorocznych ME, z byłym zawodnikiem NBA Hanno Mottolą w składzie, to rywal o wiele bardziej wymagający.

27 punktów i 21 zbiórek Gortata w Helsinkach to jego piąte double-double w eliminacjach, co daje mu pozycję lidera w tym elemencie gry. Nawet najlepsze statystyki nie wyrażą jednak wartości, jaką koszykarz Phoenix Suns wnosi do zespołu. Swoją postawą wpływa pozytywnie na partnerów, szczególnie tych z niewielkim stażem w reprezentacji.

- Trudno przecenić fakt, że mamy możliwość trenowania i grania z zawodnikiem NBA. Marcin przekazuje nam, mniej doświadczonym kadrowiczom swoje doświadczenia z gry w najlepszej lidze świata. Mobilizuje, podpowiada, stara się pomóc. Uczenie się od niego to przyjemność - powiedział debiutujący w tym roku w reprezentacji Damian Kulig.

25-letni koszykarz Turowa Zgorzelec swój najlepszy mecz w kadrze rozegrał właśnie przeciwko Finlandii. Wszedł na parkiet w 28. minucie i był już do końca spotkania, zdobywając ważne punkty z rzutów wolnych i z gry. Po jego "trójce" w 33. minucie zespół wyszedł na pierwsze od dłuższego czasu prowadzenie, które jeszcze bardziej pozwoliło uwierzyć, że to spotkanie można wygrać.

- Cieszy mnie, że podczas mojej obecności na boisku gra ułożyła się tak pomyślnie dla drużyny, ale wszyscy zawodnicy zapracowali na ten sukces. Po to jestem w kadrze, trenuję z nią, by okazać się przydatnym, gdy już wejdę na parkiet - skomentował Kulig.

W swoim ostatnim spotkaniu grupy E Polska zmierzy się w sobotę w Lublinie z ostatnią w tabeli Albanią, która przegrała dotychczas wszystkie swoje mecze. Jedynym znakiem zapytania przed tym spotkaniem są rozmiary zwycięstwa "Biało-czerwonych". - Zaczęliśmy źle te eliminacje, ale na pewno chcemy je efektownie zakończyć. Nie będzie lekceważenia przeciwnika" - zapowiedział skrzydłowy reprezentacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje