Reklama

Reklama

Ekstraklasa koszykarzy. Trener Turowa: Przespaliśmy pierwszą kwartę

Koszykarze PGE Turowa ponieśli trzecią wyjazdową porażkę. Drużyna ze Zgorzelca przegrała w Gdyni z Asseco 68-76 (11-26, 24-16, 10-12, 23-22). - Przespaliśmy pierwszą kwartę i daliśmy rywalom za dużo pewności siebie - przyznał trener gości Mathias Fischer.

Koszykarze PGE Turowa słabo spisują się w tym sezonie na obcych boiskach. Ekipa ze Zgorzelca wygrała tylko jeden z czterech wyjazdowych meczów - w inauguracyjnym spotkaniu pokonała w Tarnobrzegu Siarkę 87-51, a następnie przegrała w Szczecinie z Kingiem 105-107, w Krośnie z Miastem Szkła 69-91 oraz w niedzielę w Gdyni z Asseco 68-76.

- Gospodarze zagrali bardzo dobrze, zwłaszcza w pierwszej kwarcie, którą wygrali 26-11. My ten fragment zdecydowanie przespaliśmy i nie graliśmy zdecydowanie oraz agresywnie ani w ataku, ani w obronie. Daliśmy gdynianom za dużo pewności siebie i w takiej sytuacji trudno wybić kogoś z uderzenia. Obudziliśmy się dość późno i mieliśmy jeszcze szansę na wygranie tego spotkania, ale rywale trafili wówczas kilka ważnych rzutów za trzy - stwierdził Fischer.

Reklama

W 15. minucie po trafieniu za trzy Krzysztofa Szubargi gdynianie zdublowali gości - było 36-18 dla Asseco. W 36. min zawodnicy ze Zgorzelca, po takim samym trafieniu Kacpra Borowskiego, wyszli jednak na prowadzenie 55-54. Gospodarze natychmiast zrewanżowali się trzema trójkami - dwie zanotował Przemysław Żołnierewicz, a jedną Mikołaj Witliński, który dołożył jeszcze dwa punkty i w 38. min podopieczni trenera Przemysława Frasunkiewicza wygrywali 65-55.

- To nie był nasz najlepszy dzień, bo mieliśmy problemy ze skutecznością, ale nieustannie powtarzam swoim zawodnikom, że atak nie ma nic wspólnego z obroną. W momencie kiedy wyszliśmy na prowadzenie straciliśmy koncentrację i zapomnieliśmy, że mecz kończy się po 40 minutach i zawsze trzeba walczyć do końca. Na odpowiednim poziomie graliśmy przez 18-20 minut, a to zdecydowanie za mało i tym razem również nie wystarczyło do zwycięstwa - dodał.

W ekipie gości zawiódł Kirk Archibeque, który w dotychczasowych siedmiu meczach zawsze notował dwucyfrowy dorobek, a najmniej rzucił 14 punktów. W Gdyni amerykański center zdobył zaledwie cztery.

- Starałem się jak mogłem w defensywie, bo podstawowe założenia było takie, aby zatrzymać właśnie Archibeque'a, który jest skutecznym zawodnikiem. W ogóle bardzo dobrze zagraliśmy w obronie, bo daliśmy rywalom, którzy dysponowali trzecią ofensywą w lidze, zdobyć tylko 68 punktów. I to był moim zdaniem klucz do zwycięstwa - ocenił Witliński, który z kolei po raz pierwszy w tym sezonie przekroczył granicę 10 "oczek" - 16 punktów to również najlepszy dorobek uzyskany przez 21-letniego środkowego w ekstraklasie. 

Dowiedz się więcej na temat: PGE Turów Zgorzelec | Asseco Gdynia | Mathias Fischer

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje