Reklama

Reklama

Ekstraklasa koszykarzy. Stal po raz piąty mierzy w finał

Koszykarze Arged BM Slam Stali Ostrów po raz piąty w historii klubu powalczą o finał mistrzostw Polski. Awans wywalczyli tylko raz - w 2018 roku sięgnęli po srebrny medal. Rywalem podopiecznych Igora Milicicia będzie wicemistrz rundy zasadniczej Legia Warszawa.

Ostrowianie w ćwierćfinale rywalizowali z Pszczółką Start Lublin i potrzebowali czterech meczów, by rozstrzygnąć losy awansu. Rywalizacja w tej parze poza pierwszym spotkaniem była niezwykle zacięta, a czwarte starcie ekipa z Wielkopolski wygrała dopiero po dogrywce.

"Na pewno jesteśmy podbudowani tymi meczami z Pszczółką, ale były to spotkania niezwykle fizyczne i z dużymi emocjami. Ten ostatni pojedynek był taką kwintesencją tej rywalizacji. Całe szczęście, że nie doszło do piątego meczu, który gralibyśmy w niedzielę. Tego czasu na odpoczynek i regenerację byłoby bardzo mało. Tym bardziej, że ten play off jest bardzo intensywny i w tym tygodniu czekają nas trzy kolejne mecze" - powiedział PAP prezes ostrowskiego klubu Bartosz Karasiński.

Reklama

Stal, która zajęła trzecie miejsce w fazie zasadniczej, zmierzy się z drugą Legią, która również w czterech meczach rozstrzygnęła losy awansu, eliminując Kinga Szczecin. Karasiński uważa, że zespół ze stolicy to rewelacja obecnego sezonu.

"Fakt, że Legia zajęła drugie miejsce w rundzie zasadniczej i wyeliminowała Kinga w pierwszej rundzie to świetna robota i trenera Wojciecha Kamińskiego, i całego klubu. Dla mnie to największa niespodzianka sezonu. Wiele osób uważało, że Legia ma zawsze świetny początek, a potem się +zacina+. Nic takiego się nie stało, cały czas gra świetnie. Spodziewamy się ciężkiej przeprawy. Myślę, że przy tak częstym graniu, +długa+ ławka może mieć kluczowe znaczenie, a także przygotowanie fizyczne. A to akurat się nie martwimy, bowiem Artur Pacek jest świetnym fachowcem, jeśli chodzi o tę kwestię" - podkreślił.

Jego zdaniem siła Legii opiera się przede wszystkim na dwóch amerykańskich rozgrywających - Lesterze Medfordzie i Jamelu Morrisie.

"To są takie motory napędowe całego zespołu. Trzeba jednak podkreślić, że kilku innych znanych zawodników odnalazło się w Legii. Świetnie sobie radzi Walerij Lichodiej, trochę niechciany w Anwilu Włocławek, a Grzesiu Kulka, który trzy lata temu był kiedyś naszym zawodnikiem, teraz rozgrywa chyba najlepszy sezon w karierze" - ocenił.

Turniej półfinałowy i decydujące mecze o medal odbędą się w "Arena Ostrów", w której od pięciu miesięcy Stal rozgrywa swoje spotkania w roli gospodarza. Sternik Stali uważa, że w obecnej sytuacji atut własnej hali jest bardzo niewielki.

"Nie podchodzimy do tego, że hala może być to dla nas dużym atutem. Gdyby byli kibice na trybunach, to co innego, ale w takim przypadku... nie byłoby "bańki". Myślę, że trafnie to ocenił Łukasz Koszarek w jednym z wywiadów, że w obecnej sytuacji, bez kibiców, własna hala to co najwyżej pięć procent przewagi. Zresztą jadąc do Lublina, to rywal miał mieć atut własnego parkietu, a my wygraliśmy tam dwukrotnie" - podsumował Karasiński.

W rundzie zasadniczej Legia pokonała na własnym boisku Stal 89:73, w Ostrowie gospodarze zwyciężyli 89:81. Pierwszy półfinałowy pojedynek rozegrany zostanie w środę o godz. 14.55.

Marcin Pawlicki



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje