Reklama

Reklama

Angelika Stankiewicz: Tatuaże to moje hobby

Koszykarka Angelika Stankiewicz ma już kilkanaście tatuaży. - Pierwszy zrobiłam sobie na żebrach, żeby wesprzeć mamę po wypadku. Potem już samo poszło - powiedziała reprezentantka Polski.

Stankiewicz jest na co dzień zawodniczką toruńskiej Energi. 23-latka ma za sobą bardzo udaną rundę jesienną, w której stała się liderką czwartego obecnie zespołu ekstraklasy.

- Tatuaże to moje hobby. Pierwszy zrobiłam, gdy miałam 16 lat. To napis na żebrach "dopóki oddycham, nie tracę nadziei". Był skierowany do mojej mamy, która była świeżo po wypadku. Zawsze byłam osobą rodzinną i sporo z dzieł na moim ciele ma związek z najbliższymi - podkreśliła Stankiewicz.

Przyznała, że później bardzo wciągnęła się w zdobienie ciała, ale nie wierzy tym, którzy twierdzą, że robienie tatuaży nie boli.

Reklama

- Mam ich trochę i coś o tym wiem. Ból jest za każdym razem. Na razie chyba wystarczy, bo trochę tatuaży już mam. Oddzielnych motywów naliczyłabym kilkanaście, może nawet 15 - wskazała.

Na plecach koszykarka ma wytatuowaną jaskółkę, na jednej ręce wilka z Indianką, na drugiej sowę, a na klatce piersiowej ćmę.

- Nie wszystkie moje tatuaże coś szczególnego znaczą. Czasami po prostu jakiś motyw wpadł mi w oko. Mam też na ręce tatuaż przedstawiający słonia, który na głowie ma domek, a w trąbie piłkę do koszykówki. To połączenie najważniejszych dla mnie kwestii w życiu - rodziny oraz ukochanego sportu - przyznała Stankiewicz.

Jak poinformowała, ma swojego stałego tatuażystę w Warszawie, jednak nigdy nie korzysta z jego usług w trakcie sezonu, bo pierwsze tygodnie po wykonaniu tatuażu wymagają odpowiedniego dbania o miejsce, w którym został zrobiony.

- Najdłuższa moja sesja w salonie trwała 10 godzin. Nie mam takiego, którego bym się wstydziła czy żałowała. Decyzja o kolejnym zawsze we mnie chwilę dojrzewa i jest przemyślana. Trzeba być pewnym takich wyborów, bo przecież te dzieła zostają z nami na całe życie. Nie wytatuowałabym sobie nic na twarzy, to już byłaby przesada. Zresztą nie ma potrzeby zasłaniania części ciała, które uważamy za swojej atuty - przyznała koszykarka.

Dodała, że nigdy nie chciała tatuować dłoni i szyi, ale na tej drugiej zrobiła wyjątek dla napisu "rodzina".

- Robię tatuaże tylko i wyłącznie dla siebie. Liczę się z tym, że nie każdemu może to pasować, więc jeżeli mam jakieś wyjście, gdzie trzeba elegancko wyglądać i komuś może się to nie spodobać, to mam je zrobione tak, że spokojnie i szybko można je zakryć ubraniem - wspomniała Stankiewicz.

Rodzice reprezentantki Polski są otwarci na jej pomysły i decyzje. Nigdy jej nie zabronili hobby, które dla wielu osób jest trudne do zaakceptowania. Przyznała, że jej tata i mama są bliscy decyzji, żeby sami pójść do salonu i ozdobić w ten sposób swoje ciało.

- Zawsze akceptowali moje decyzje. Mam wrażenie, że teraz sami tylko czekają, że może ktoś przy jakiejś okazji zrobi im taki prezent i będą mieć bodziec do zrobienia tatuaży - podkreśliła.

Zauważyła, że wiele inspiracji czerpie od innych, a jej szczególną uwagę zwracają osoby, które również mają "dziary".

- Między takimi ludźmi wytwarza się pewna więź. Gdy ma się tatuaż, to baczniej zwraca się uwagę na tych, którzy je również mają. Być może będzie szczególna okazja, która spowoduje, że zrobię sobie kolejny. Nie oceniam "dziar" innych pod względem artystycznym, wskazując że coś jest ładne, a coś brzydkie. Każdy ma swój gust - podsumowała Stankiewicz, która na polskich parkietach ligowych jest rozpoznawalna nie tylko dzięki zadziorności i efektownej grze, ale robiącym wrażenie tatuażach na obu rękach.

Tomasz Więcławski

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL